Aladyn

Disney kontynuuje cykl kręcenia fabularnych wersji swoich kultowych kreskówek. Mimo pierwszych obaw efekt jest więcej niż zadowalający. Aladyn to kolorowy, zabawny i czarujący film, w którym prym wiedzie jedna gwiazda – Will Smith.

Fabularnie niewiele się zmieniło. Drobny złodziejaszek o czystym sercu, albo miejski szczur, kradnący żeby przetrwać – Aladyn (Mena Massoud), mieszkający w portowym mieście Agrabah, pewnego dnia pomaga pięknej i tajemniczej niewieście – księżniczce Dżasminie (Naomi Scott) incognito. Chłopak zostaje wykorzystany przez służącego sułtanowi Dżafara (Marwan Kenzari) do zdobycia legendarnej lampy, w której drzemie ukryty Dżin (Will Smith), ponadnaturalny mag spełniający trzy życzenia właściciela.

Błyskotliwa scena pogoni po dachach, która otwiera film, jest doskonale zrealizowana i jest jednym z niewielu w całej produkcji sygnałem, że za sterami stoi tu sam Guy Ritchie (Przekręt, Sherlock Holmes). Ale po dość niemrawym początku Aladyn nabiera prawdziwego tempa gdzieś po trzydziestu minutach, gdy na ekranie pojawia się dżin z lampy. Smith, mimo początkowych wątpliwości zagrał rolę niebieskiego maga wybitnie. Nadaje mu osobowości, jest przebojowy, dosłownie wypełnia każda scenę. Od pojawienia się tej postaci w jaskini film zmienia swój charakter. Staje się kolorową, fantastyczną przygodą, w której wyobraźnia nie zna granic. Gdy przemieniony w księcia Aladyn wraz z kolorowym, rozśpiewanym anturażem wjeżdża do miasta, dosłownie szczęki opadają. Wspaniałe zrealizowana sekwencja jest tym, czego oczekujemy od kina. Szczypta filmowej magii w formie przerysowanego, rozśpiewanego musicalu. Aladyn to również komedia, romans i film przygodowy. Wszystko gra tutaj tak, jak powinno.

Jasne, Will Smith miał duże buty do wypełnienia po wybitnej roli Robina Williamsa w oryginale. Ten kultowy aktor nie tylko podłożył głos do roli Dżina, ale też wyznaczył pewien niedościgniony standard kreatywności, improwizacji i bezwarunkowego zaangażowania. Smith robi swoje – udowadnia, że jest świetnym fizycznym komikiem, ma wielką osobowość i potrafi dostarczyć linijkę tekstu ze wspaniałą precyzją. Aktor zmienia każdą linijkę swojej roli w złoto. Scena w pałacu, gdy zażenowany musi słuchać nieudolnych prób Aladyna, są przekomiczne. Jego rola pożycza siłą rzeczy odrobinę z występu Williamsa, ale jest na tyle dobra, że przymykam na to oko. 

Historia miłosna działa dobrze i głównie dzięki parze głównych protagonistów, którzy w końcu nabierają kolorów po niemrawym początku. Ładny wątek dostaje tu również Dalia (Nasim Pedrad). W warstwie przygodowej dzieje się dużo i to główne tutaj widać rękę Guya Ritchiego. Kamera widząca nad bohaterami podczas szaleńczych pogoni, slow-motion w kilku momentach przypominają nam o tym, że reżyser jest tutaj ktoś, kto miał swego czasu swój unikalny styl. Tutaj jest zaledwie grzecznie dopasowującym do całości filmu rzemieślnikiem.

Numery muzyczne z początku filmu nie powalają, ale w miarę upływu czasu jest coraz ciekawiej. Jest doskonała scena tańca i kultowa już podróż na latającym dywanie. Także Dżasmina dostaje swoją piosenkę, której nie było w oryginale. Szkoda tylko, że utwór jest gorszą wersją Let if go z Krainy lodu i szybko ucieka z głowy.

Wszyscy wielbiciele oryginalnej kreskówki pewnie zachodzą w głowę, po co Disney robi nowe wersje sprawdzonych hitów. Po pierwsze, odpowiedź najprostsza to pieniądze. Już w pierwszy weekend Aladyn zarobił ponad 100 mln dolarów. Ale jest w tym coś jeszcze. Myszka Miki stara się naprawiać błędy przeszłości, uaktualniając swoje produkcje. W animacji głosu do ciemnoskórych postaci użyczali biali aktorzy. To praktycznie cała obsada jest kolorowa (poza komicznym księciem Andersem – w tej roli Billy Magnussen). No i Dżasmina była tam tylko milczącym trofeum. Tutaj, przesłanie jest proste. Księżniczka nie będzie czyjąś nagrodą, tylko wniesie zmiany w postrzeganie kobiet. Postać jest żywa, wielowymiarowa, prawdziwa. Jest to zmiana, której muszę przyklasnąć. Wiem, ze znajdą się cynicy, którzy będą pastwić się nad tym “dopychaniem” poprawnych politycznie wątków. Ale ja mam was gdzieś!

Aladyn ciągle mówi o rzeczach uniwersalnych. O tym, że bycie dobrym i pomocnym jest bardzo ważne, że nie liczą się bogactwa i kłamstwa, ale mówienie prawdy i bycie sobą są prawdziwą wartością. Wzruszający i podnoszący na duchu finał zostawia widzów w świetnych nastrojach.

Werdykt: Ukryta w lampie magia filmów Disneya ciągle działa.

Ocena: 7/10


Alladin

reż. Guy Ritchie

USA 2019

Zwiastun

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: