Ant-Man i Osa

antman_osa_01
Kadr z filmu Ant-Man i Osa, reż. Peyton Reed

Filmowe uniwersum Marvela przypomina misternie skonstruowane puzzle, w których nawet najmniejszy element ma gigantyczne znaczenie dla pełnego obrazu. Ant-Man i Osa to niby mały i niepozorny film. Ale zachowując lekkość pierwszego filmu, z istotnymi wątkami rodzinnymi, ma bardziej niż symboliczny wpływ na narrację, której ukoronowaniem była Wojna bez granic.

Nie znaczy to wcale, że na seans nowego filmu z MCU (Marvel Cinematic Universe) trzeba wybrać się po obejrzeniu wszystkich poprzednich tytułów. Choć bez znajomości Wojny bohaterów pewne rzeczy nie będą miały sensu. Scott Lang (Paul Rudd) odbywa bowiem dwuletni areszt domowy za złamanie zasad z Sokovia Accords(kiedy to było?) i udział w rebelii po stronie Kapitana Ameryki. Zamiast ścigać złoczyńców bohater spędza czas z córką, organizując dla niej plac zabaw z tekturowych pudeł, uczy się grać na perkusji oraz pomaga wspólnikowi (Michael Pena) w rozwijaniu biznesu. Jeżeli tylko wyściubi nos poza teren domu, jego lokum przetrzepują stróżowie prawa pod wodzą oficera Woo (Randall Park), który za wszelką cenę stara się przyłapać Scotta na „superbohaterzeniu”. Monotonne życie byłego Ant-Mana toczyłoby się dalej w sennym tempie, gdyby nie wizja, która przenosi go do Wymiaru Kwantowego (Quantum Realm). Ktoś próbuje z nim nawiązać kontakt.

antman_osa_02

Na scenę wkraczają w tym momencie Hank Pym (Michael Douglas) i Hope Van Dyne (Evangeline Lilly). Tata z córką ukrywają się przed rządowymi agentami, pracują nad nową technologią i wplątują się w kłopoty z pewnym mafiozem. Oczywiście angażują w całą sprawę Paula, co zwiastować może jeszcze większe problemy. Do tego dochodzi nowy złoczyńca – tajemniczy Ghost przenikający przez ściany i przedmioty, który pragnie wykraść wynalazek opracowany przez Pyma.

Zobacz również: recenzja filmu Ant-Man

Ant-Man i Osa na pierwszy rzut oka to przygodowy, lekki film, w którym główni bohaterowie biegają po San Francisco, na zmianę zmniejszając się i powiększając. Mamy pościgi i zabawne gagi wizualne, cięte dialogi oraz odżywający romans. Świetnie ogląda się Rudda, którego talent komiczny lśni jaśniej niż w pierwszym filmie. Jego sceny z Michaelem Peną, który swoją drogą otrzymuje jedną z najśmieszniejszych sekwencji, są kapitalne. Doskonale sprawdza się Lilly w roli superbohaterki, ma wspaniały kostium, który się nie psuje i umiejętności, którymi imponuje w sekwencjach walki. Douglas kradnie każdą scenę, gdy rozbraja napięcie erotyczne między Hope i Scottem. Nota bene, legendarny aktor dostał nawet sekwencję, w której prezentuje się cyfrowo odmłodzony. Możemy tylko wyobrażać sobie, jak on sprawdziłby się w roli Ant-Mana lata temu.

antman_osa_04
Kadr z filmu Ant-Man i Osa, reż. Peyton Reed

Marvelowska telenowela nie może być niestety zwykłą, nieskrępowaną zabawą. Dlatego też czającym się pod przykrywką akcji motywem tematycznym jest rodzina. Żeby widz go nie przegapił, każdy wątek Ant-Man i Osa jest właśnie temu poświęcony. Rodzina, czyli Scott i jego córka. Rodzina, czyli Hope i Hank. Rodzina, czyli próba odnalezienia brakującej osoby. Rodzina, czyli relacja Ghosta z opiekunem. Rodzina, czyli Scott i jego koledzy z firmy – byli skazańcy. Rodzina, czyli… gniazdo mrówek? Okej, trochę przesadzam, ale rozumiecie aluzję. Tych rodzinnych dywagacji jest momentami trochę za dużo. Film przez większość czasu skupia się na sprawach osobistych i tylko dzięki postaciom, które są sympatyczne i trudno ich nie lubić, jesteśmy w stanie to kupić. Mamy tu sytuację przypominającą Deadpoola 2, gdzie zwykłą zabawę psuł niepotrzebnie słodki, mdły sos rodzinny. Całe szczęście, że udane żarty równoważą trochę ten natarczywie przywoływany temat.

Zobacz również: recenzja filmu Sicario 2: Soldado

Do innych minusów można zaliczyć Ghosta – antybohatera z ogromnym potencjałem, którego pewnie nie zobaczymy już w żadnym innym filmie Marvela. Oraz zwiastun, w którym są spoilery najlepszych scen akcji z produkcji. Te ostatnie należą bowiem do największych zalet Ant-Mana i Osy i szkoda, że tak wiele z nich zwyczajnie zdradzono w trailerze. Solniczka w drzwiach, bijatyka w kuchni na ostrzu noża, pogoń ulicami San Francisco rodem z Bullita, cukierki Pez z Hello Kitty gigantycznych rozmiarów oraz Ant-Man niczym Guliwer w krainie liliputów. Jest też dobra dawka humoru, niezłe aktorstwo oraz… czas trwania projekcji. Nie pamiętam, kiedy spędziłem tylko dwie godziny w kinie na filmie z MCU.

antman_osa_03
Kadr z filmu Ant-Man i Osa, reż. Peyton Reed

Czy widzowie obojętni na siły superbohaterów mogą zatem sobie ten tytuł darować? Pewnie tak, choć gwarantuję, że czeka na was przednia, rozrywkowa produkcja. Film nie wyróżnia się niestety ani tematycznie (Czarna Pantera), ani stylistycznie (Thor: Ragnarok) na tle pozostałych tytułów i jest trochę powtórką z rozrywki. Fani uniwersum natomiast zobaczyć Ant-Mana i Osę muszą, gdyż jak wspominałem na początku, łączy się on z narracją zakończoną w ostatniej części sagi. Pierwsza scena w połowie napisów podsyca tylko apetyt na to, co wydarzy się w przyszłym roku w Avengers 4. Natomiast finalną scenę po napisach można sobie darować. Poważnie. Grająca na perkusji mrówka mało kogo ubawi.

Ocena: 7/10

Ant-Man i Osa (Ant-Man and The Wasp)

reż. Peyton Reed

USA 2018

Film w kinach w Polsce od 2 sierpnia. Dystrybujca Disney Polska

Zwiastun:

Artykuł oryginalnie opublikowany na portalu MoviesRoom.Pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: