Człowiek, który zabił Don Kichota

don_kichote_05.jpg

Terry Gilliam użerał się z tym filmem ponad dwadzieścia lat. Zmieniali się aktorzy, koncepcja opowieści, producenci, scenariusz. Zdjęcia ruszały, by potem cała praca kończyła się fiaskiem. Prawa do obrazu trafiły do firmy ubezpieczeniowej, która nie chciała tracić więcej pieniędzy. Reżysera czekał podobny los co Orsona Wellsa, który po dwóch dekadach starań, nigdy nie dokończył swojego filmu o Don Kichocie.

Lecz wtem! Zdjęcia ruszyły! I zostały ukończone! I film zmontowany i gotowy do projekcji podczas gali zamknięcia festiwalu filmowego w Cannes! I znów było o krok od katastrofy, bo jeden z producentów zażądał wyłącznych praw do obrazu. Na szczęście sąd orzekł na jego niekorzyść i Człowiek, który zabił Don Kichota pokazany został publiczności.

Jeszcze wtedy żartowaliśmy ze znajomymi, że być może to pierwsza i ostatnia projekcja filmu i warto by go zobaczyć, nim zniknie znów w czeluściach archiwów. Na szczęście nic takiego się nie stało. Gilliam odwiedza osobiście kolejne kraje, prezentuje obraz publiczności festiwali filmowych (jak choćby na Nowych Horyzontach) jednocześnie ostrzegając: „bądźcie gotowi na rozczarowanie”. Mówi to pewnie trochę przekornie, ale w jego słowach jest ziarenko prawdy. Oczekiwania dotyczące ekranizacji jego wizji powieści Cervanteza o szalonym rycerzu walczącym z wiatrakami zrobiły swoje. Otoczka i dramatyczna historia produkcji, osobista i szalona krucjata reżysera sprawiły, że oczekujemy arcydzieła. Być może Terry sam nie jest zadowolony z finalnego efektu. I najlepiej, jak sugeruje twórca, spróbować obejrzeć Człowieka jako kolejny, „zwykły” film wchodzący na ekrany.

don_kichote_02

Zobacz również: recenzja filmu Szczęśliwy Lazzaro

Reżyser zarzucił pierwotny pomysł na film o podróży w czasie (mający grać giermka Sancho Pansę bohater ląduje z XX wieku w późnym średniowieczu u boku Kichota). Zamienił go na autotematyczną opowieść o reżyserze, który nie może zrealizować filmu o… Don Kichocie. Boryka się z problemami finansowymi, kryzysem twórczym, jest pod ciągłym ciśnieniem ze strony ekipy i producentów. Toby (Adam Driver) jest świetnie rokującym, choć gwiazdorzącym twórcą, który nie potrafi okiełznać chaosu panującego na planie filmu. Którego sam jest także sprawcą. Jest wiecznie niezadowolony, coś gdzieś ciągle się psuje, ekipa czeka na kolejne instrukcje, a reżyser woli uciec od wszystkiego. Toby szuka inspiracji udając się do wioski w górach, w której nakręcił swój studencki film – czarno biały, zrealizowany za psie pieniądze obraz o Don Kichocie. Swoją drogą, kopia filmu krąży w pirackim obiegu w tamtej okolicy i kiedy trafia w ręce reżysera, ten rozpoczyna swoistą podróż w przeszłość.

don_kichote_06

Człowiek, który zabił Don Kichota próbuje żonglować kilkoma wątkami jednocześnie, a Gilliam dość często robi to na wariata. Na najciekawszym poziomie mamy tu do czynienia z czymś w stylu Przygód barona Munchausena – opowieść o człowieku, którego wyobraźnia przerosła rzeczywistość. Toby odnajduje w wiosce swojego dawnego Don Kichota – szewca (świetny Jonathan Pryce), który zagrał w jego filmie. Mężczyzna postradał zmysły i wydaje mu się, że jest szlachetnym rycerzem, który musi uratować piękną niewiastę i pokonać olbrzymy. Mieszka w rupieciarni i jest lokalnym kuriozum. Jego sfiksowany umysł w Tobym, którego film wyświetla się na prześcieradle jako część „wycieczki”, rozpoznaje Sancho Pansę. Tak rozpoczyna się dość niezwykła wędrówka tych dwóch postaci, której kulminacją jest wielki bal w zamku kupionym przez rosyjskiego oligarchę.

don_kichote_04

Są tu sekwencje, gdzie genialność twórcy Dwunastu małp w pełni błyszczy. Wędrowcy napotykają różne postacie przebrane za rycerzy i damy – szczegółów nie będę zdradzał. Jest też sekwencja lotu na księżyc, która pokazuje szaleństwo i jednocześnie nieskrępowaną fantazję tytułowego bohatera. Surrealistyczne, rozgrywające się na granicy rzeczywistości i snu sekwencje urzekają swoim pięknem. Potwierdzają one, że kino to niesamowita maszyna, której Gilliam wie, jak używać, łącząc praktyczne efekty specjalne z niewielką dawką komputerowej postprodukcji. Driver i Pryce tworzą świetną parę, dynamika między nimi i komizm są autentyczne. Kamera co jakiś czas traci pion, dając znak o pogłębiającym się szaleństwie tej dwójki.

Zobacz również: recenzja filmu Shoplifters

Kolejne dwa wątki filmu są już trochę słabsze. Autotematyczny, sarkastyczny w portretowaniu stanu przemysłu filmowego, reżyser nie mówi właściwie nic nowego, posługując się kliszami. Są zachłanni ludzie z pieniędzmi (Stellan Skarsgard), udręczeni artyści, niezaspokojona żona producenta (Olga Kurylenko), która prowokuje Toby’ego do romansu. Terry chciał pewnie zrzucić kamień z serca, bo użeranie się z przemysłem filmowym zna przecież od podszewki. Zupełnie nieprzekonująco wypada wątek romantyczny. Toby chce odnaleźć dziewczynę (Joana Ribeiro), którą obsadził w roli Dulcynei w swoim debiucie. Za jego namową kobieta postanowiła wyruszyć do miasta, a jej kontakt z filmem okazał się rozczarowaniem. Oboje spotykają się w końcu dzięki zupełnie nieprawdopodobnemu zbiegowi okoliczności. Lecz chemii między nimi brak, przez co całość wybrzmiewa dość fałszywie.

don_kichote_03

Człowiek, który zabił Don Kichota to dość chaotyczna, nierówna produkcja, której nie brak na szczęście staroświeckiego uroku i ulotnej, trudnej do uchwycenia magii. Tytuł ten potwierdza, że Gilliam zasłużył, jak nikt inny, na zaszczytny order Don Kichota przemysłu filmowego. Jak mało kto uparcie dąży do swojej wizji, wbrew przeciwnościom losu, sprzeciwom branży i innym kłodom rzucanym mu pod nogi. Dzięki takim ludziom jak Terry „Don Kichot będzie żył wiecznie”.

Ocena: 6/10

Człowiek, który zabił Don Kichota

The Man Who Killed Don Quixote

reż. Terry Gilliam

Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia 2018

W kinach w Polsce od 10 sierpnia. Dystrybucja Gutek Film.

Zwiastun

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: