Mamma Mia: Here We Go Again!

zdjc499cie-13
Kadr z filmu Mamma Mia: Here We Go Again!

Zagadka: co to za film? Wybierasz się na niego spodziewając się najbardziej żenującej produkcji roku, dwa razy zastanawiasz się, czy nie szkoda na niego czasu. Wychodzisz z promiennym uśmiechem, nucąc piosenki, które się w nim pojawiły, a na finale tańczysz i śpiewasz z całą salą. Odpowiedź: właśnie obejrzałem film Mamma Mia: Here We Go Again!

„Właśnie” to określenie umowne, bo najnowszą produkcję z przebojami ABBY miałem szczęście zobaczyć tydzień temu na premierze światowej w Londynie. Byłem tam chyba w mniejszości, zupełnie nie oczekiwałem niczego dobrego, otaczająca mnie widownia (w większości kobieca) wydawała się nadawać na innych falach. Ale zaczęło się i po dziesięciu minutach zapominałem o bożym świecie. O zmęczeniu, problemach, zanieczyszczeniu powietrza i największej suszy w Anglii od nie wiadomo kiedy oraz czkawce po wizycie Trumpa. Byłem tylko ja i piękna grecka wyspa Kalokairi (udawana wspaniale przez chorwacki Vis) oraz jej bohaterowie. Okej, nie wracałem tam, jak pewnie większość widzów, po latach tęsknoty. Dla mnie była to wyprawa dziewicza. I mimo wielu obaw – chyba się zakochałem.

Kadr z filmu Mamma Mia: Here We Go Again!
Kadr z filmu Mamma Mia: Here We Go Again!

Reżyser Ol Parker zastosował sprytny zabieg narracyjny, łącząc w jednym filmie sequel z prequelem. Mamma Mia: Here We Go Again! rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Pierwsza z nich dzieje się parę lat po pierwszej części, to historia Sophie (Amanda Sayfried), która czuwa nad renowacją rodzinnego hotelu. Pomagają jej w tym przyjaciółki jej mamy, trzech tatusiów, szarmancki Latynos oraz grupa lokalnych pracowników. Sophie spodziewa się dziecka, przez co całe przygotowania do oficjalnego otwarcia przybytku są jeszcze bardziej emocjonalne. Jest to też okazja do wspominania. W retrospekcjach przyglądamy się, jak dwudziestokilkuletnia Donna (Lily James) po zakończeniu studiów udaje się w podróż po Europie. W drodze do Grecji, krainy jej marzeń, poznaje trzech młodych mężczyzn, z którymi, jak wiemy, przyjdzie jej się przespać i począć Sophie. Obydwie linie czasowe świetnie się uzupełniają i utkane są scenami, które są niemal lustrzanymi odbiciami, mając ukoronowanie w wyciskającym łzy, emocjonalnym finale.

Zobacz również: recenzja filmu La La Land

zdjc499cie-8-1000x370

Moja fascynacja nowym filmem Mamma Mia: Here We Go Again! nie jest bezgraniczna. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że wiele piosenek ABBY użytych w produkcji jest drugiego sortu – prawie wszystkie największe hity wykorzystano w pierwszym musicalu. Zatem oprócz mniej znanych piosenek, znalazło się kilka powtórek. I dobrze, bo nie mógłbym sobie wyobrazić tego filmu bez Dancing Queen, Waterloo, Mamma Mia! czy Super Trooper – każda z nich dostarcza w końcu ogromnych emocji i to jedne z najlepszych momentów w filmie. Na szczęście takie utwory jak When I Kissed The Teacher, The Name Of The Game, Knowing Me, Knowing You, cudownie wzruszające My Love, My Life oraz genialnie użyte Fernando (Cher!!!) każą zapomnieć o mniejszych, nudniejszych momentach gdzieś w środku filmu. Doskonale też dostrzegam „umowność” zasad, jakimi rządzi się świat tej produkcji. Młoda Donna dostaje od starszej pani dom we własność za to, że jest dobra dla zwierząt… Lokalni Grecy traktowani są przez Sophie nie inaczej niż kolonialnie… Teksty piosenek nie zawsze pasują do tego, co dzieje się na ekranie… Ale co z tego!

Kadr z filmu Mamma Mia: Here We Go Again!
Kadr z filmu Mamma Mia: Here We Go Again!

Zobacz również: recenzja filmu Twój Simon

Wiele razy słyszy się o tym, jak to ekipa filmowa świetnie bawiła się na planie. Często jednak ten dobry humor nie przekłada się na nastrój filmu. Na szczęście Mamma Mia: Here We Go Again! nie należy do tej grupy. Między postaciami czuć autentyczną więź, szczególnie wśród oryginalnej ekipy. Ani Colin Firth, ani Pierce Brosnan, ani Stellan Skargsgard nie potrafią tańczyć czy śpiewać, ale nie przeszkadza im to doskonale współgrać z resztą postaci. Za każdym razem, gdy któryś z aktorów pojawiał się na ekranie, przyjmowały ich oklaski i okrzyki radości. Pogodny nastrój, proste dowcipy, wzruszające momenty – to wszystko udziela się widzowi. Czy to przez piosenki, czy przez niezłą grę aktorską. Film też jest jak najbardziej samoświadomy. Nie udaje czegoś więcej, czym jest. Bawi się wizerunkiem swoich postaci. Jest trochę ironiczny, ale nie za bardzo. Doskonale postrzega swoją rolę – eskapistycznej, podnoszącej na duchu, wzruszającej rozrywki. W tym roku już jeden tytuł doskonale spełnił tą rolę. Ogromny sukces Króla rozrywki, który w Wielkiej Brytanii dopiero co zakończył niesamowitą serię w kinach (prawie pół roku w Top 10) powinien przenieść się na wyniki finansowe Mamma Mia: Here We Go Again!. A te pewnie będą wyśmienite.

mammamia_2_marketing_story_-_h_-_2018

Wiem dobrze, że wielu widzów nie pójdzie do kina na „film dla bab i gejów” – i może i dobrze. Zostańcie w domach, niech ominie was zabawa! A ci, którzy się skuszą, obejrzą najsłodszy, najbardziej pozytywny, wzruszający, rozśpiewany tytuł tego roku. I jak można się mu oprzeć?!

Ocena: 7/10 (a może nawet 10/10)

Mamma Mia: Here We Go Again!

reż. Ol Parker

Występują: Amanda Seyfried, Pierce Brosnan, Colin Firth, Stellan Skarsgård, Julie Walters, Dominic Cooper, Christine Baranski, Andy Garcia, Meryl Streep, Cher, Lily James, Josh Dylan, Hugh Skinner, Jeremy Irvine.

USA 2018

W kinach w Polsce od 27 lipca.

Zwiastun:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: