Avengers: Wojna bez granic

avengers-infinity-war

Dziesięć lat po pierwszym Iron Manie, osiemnaście filmów z zawrotną liczbą superbohaterów i super złoczyńców później, przy użyciu super budżetu, dobrnęliśmy do połowy trzeciej fazy Marvel Cinematic Universe (MCU). W Avengers: Wojna bez granic dochodzi do spotkania naszych herosów z najpotężniejszym przeciwnikiem, pociągającym za sznurki od czasu ataku na Nowy Jork w pierwszym filmie Avengersów – Thanosem. Jest to piękne, wspaniale zsynchronizowane zdarzenie czołowe, które pozostawi blizny na naszych ulubionych postaciach.

Zamiast klasycznej recenzji – kilka przemyśleń:

Avengers Infinity War battle

Plusy

  • Muszę przyznać, że lubię styl filmów braci Russo. Ze świata telewizji (serial Community) łatwo weszli w machinę dużego ekranu, udowadniając w dwóch częściach przygód Kapitana Ameryki (Zimowy żołnierz i Wojna bohaterów), że potrafią zgrabnie panować nad dość rozrośniętym materiałem. Postacie u nich są ważniejsze niż wielkie sceny batalistyczne, humor i dramat dobrze współgrają, a każdy ruch na ekranie jest odpowiednio wykalkulowany, by widz nie stracił zainteresowania.
  • Nie miałem poczucia, że wielkie widowisko i mnogość punktów widzenia przytłaczają. Wręcz przeciwnie – wszystko rozwija się bardzo organicznie, od małych scen do dwóch dużych kulminacji.
  • Ilość postaci i operowanie nimi w bardzo przyzwoity sposób sprawiają, że każdy ma swoje kilka minut. Jasne, nie ma zbyt czasu na budowanie ich historii, ale od tego były poprzednie filmy. Mamy kilka udanych duetów na ekranie i dynamika między nimi działa bardzo pozytywnie.
  • Ze wszystkich bohaterów i miejsc to Czarna Pantera (Chadwick Boseman) i Wokanda gają najważniejszą rolę. Jest to również najbardziej spektakularna batalia Avengers: Wojny bez granic. Ciary chodzą po plecach, bo wygląda to trochę jak zderzenie rzymskiej armii z barbarzyńcami. A jak zjawia się jeden z nieobecnych herosów, to już jest jazda. Rozwiązanie deus ex machina jest prawie dosłowne i ma w tym wypadku jak najbardziej sens.

Avengers Infinity War Thor

  • Dość długi czas projekcji mija prawie niezauważalnie. Za to należą się brawa!
  • Peter Dinklage w epizodzie praktycznie napisanym dla niego. Krótkim, ale treściwym i zabawnym. Tego aktora mogę oglądać zawsze i wszędzie.
  • Thanos jako superzłoczyńca ma sens. I nawet jego postępowanie ma sens! Wyczyścić połowę wszechświata z przeludnionych planet, zrobić to, co natura nie zdołała – także przez działalność superbohaterów – i pozwolić zniknąć tym, bez których życie może dalej istnieć. Jasne, to niemoralne ludobójstwo itd., ale Thanos nie jest zwykłym psychopatą. On cierpi przez to, że podejmuje takie a nie inne decyzje (także dotyczące swojej rodziny). Ambitnie ciekawa postać, doskonale zagrana przez Brolina.

Avengers Infinity War Thanos

Minusy

  • Jeżeli ktoś przestał oglądać filmy Marvela jakiś czas temu, to może być dość skonfundowany tym kto, gdzie i dlaczego. I kim jest ten koleś w pelerynie? Avengers zachwyci głównie fanów, śledzących każdy szczegół, wątek i rozwiązanie fabularne, znających swoich bohaterów od podszewki, czekającym na każdym filmie do napisów końcowych. Co nie znaczy, że przeciętny widz nie będzie się dobrze bawił. Tylko zrozumie mniej.
  • Z całego natłoku postaci jest tu kilka słabszych, albo mniej udanych konstruktów. Iron Man zdaje się być nie tylko wypalony jako bohater w filmie, ale też mam poczucie, że Rober Downey Jr. nie ma już nic nowego do powiedzenia. Doktor Strange (Benedict Cumberbatch) irytuje do kwadratu i jest przeze mnie najmniej lubianą osobą w całym składzie. Romans Visiona (Paul Bettany) i Szkarłatnej Wiedźmy (Elisabeth Olsen) jakoś udziergany jest na siłę. Bucky nie gra żadnej ważnej roli. Być może twórcy szykują dla niego coś ważnego w przyszłości.

avengers-infinity-war

  • Filmy MCU słyną z poczucia humoru, a tu pierwszy raz miałem wrażenie, że jest mega poważnie. Jakoś nie pasuje mi ten nastrój do tych filmów. Mark Ruffalo coś bredzi przejęty o końcu świata i prawie widzę, że gdzieś w jego głowie pojawia się myśl „co ja robię tu?”. Owo tłumaczenie akcji jest tak nachalne, że nie sposób nie wywracać oczami. Iron Man chyba przechodzi kryzys wieku średniego.
  • Efekty specjalne w niektórych momentach nie powalają. Im więcej sztucznej, cyfrowej kreacji, tym gorzej. Podobnie jak w Strażnikach Galaktyki vol. 2, który to film był nie do oglądania.
  • I zarzut ostatni. Nie mogę się przejąć niczyją śmiercią w Avengers: Wojnie bez granic. Poważnie, po co to wszystko? Żeby tylko w następnej części (Avengers 4 już za rok) ktoś cofnął czas i przywrócił każdego z bohaterów do życia? Emocjonalnie ode mnie jedno, wielkie zero. Co nie znaczy, że film nie jest emocjonujący… Ale to już inna para kaloszy.

Werdykt:

Dobra rozrywka, głównie dla fanów (a kto dziś nim nie jest), trzymająca poziom, z małymi problemami. Są tacy, którzy za filmu z MCU dadzą się pokroić. Ja (już) nie.

Ocena: 7/10

Avengers: Wojna bez granic

Avengers. Infinity War

reż. Anthony Russo, Joe Russo

Występują: Robert Downey Jr., Chris Hemsworth, Mark Ruffalo, Chris Evans, Scarlett Johansson, Benedict Cumberbatch, Chris Pratt, Josh Brolin, Zoe Sanada, Karen Gillan, Chadwick Boseman, Tom Holland, Don Cheadle.

USA 2018

Zwiastun:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: