Rampage. Dzika furia​

rampage_dzika_furia_04Kadr z filmu Rampage. Dzika furia, reż. Brad Peyton. Na zdjęciu Dwayne Johnson

Hollywood przyniósł nam już film o emotkach ze smartfonu, produkcję opartą na grze w statki oraz serię blockbusterów zainspirowanych składanymi robotami-zabawkami. Nie dziwi zatem fakt, że producenci postawili na ekranizację kultowej w latach 80. XX wieku gry arkadowej Rampage, która polegała na demolowaniu budynków i zjadaniu ludzi. W Los Angeles jest tylko jedna osoba, której udział mógł zagwarantować temu projektowi pokaźne pieniądze. Nie przypadkiem jego głowa lśni niczym wypolerowana sztabka złota.

Dwayne Johnson (kiedyś gwiazda zapasów WWE „The Rock”) jest prawdziwym zbawieniem Hollywood. Jego nazwisko pojawiające się na plakacie filmu jest gwarancją zysków, niezależnie od poziomu produkcji. Wątła komedia z Kevinem Hartem, remake znanego serialu, przygodówka dla całej rodziny i film katastroficzny – „The Rock” równa się kasa. Dwayne robi świetny PR, promuje film na prawo i lewo, ze swoim śnieżnobiałym, szerokim niczym bary uśmiechem niemalże wyskakuje z lodówek. Producenci go za to kochają. Nie można odmówić mu charyzmy i talentu, bo choć nie dysponuje zbyt wielką gamą emocji, to jak na poziomy rzeczonych filmów potrafi pokazać się świetnie, a jego instynkt komediowy jest moim zdaniem ponadprzeciętny. Brad Peyton ukochał go szczególnie od czasu udanej Podróży na Tajemniczą Wyspę i to chyba właśnie w tym filmie Johnson ugruntował swoją dzisiejszą pozycję. Nic dziwnego, że panowie powrócili do współpracy w San Andreas, a teraz w Rampage. Dzikiej furii, która jest wypadkową obydwu produkcji.

Kadr z filmu Rampage. Dzika furia, reż. Brad Peyton. Na zdjęciu Dwayne Johnson.
Kadr z filmu Rampage. Dzika furia, reż. Brad Peyton. Na zdjęciu Dwayne Johnson.

Davis Okoye, w którego wciela się „The Rock”, to były agent służb specjalnych zwalczających kłusowników, a obecnie jest prymatologiem zajmującym się gorylami w zoo w San Diego. Ten facet góra ze spodniami khaki i za ciasną koszulką skupia się tylko na jednym: pracą z małpami, a jego ulubieńcem jest goryl srebrnogrzbiety George, z którym łączy go unikalna więź. Davis ma oczywiście dość mroczną przeszłość, o której dowiemy się trochę, ale nie za wiele. Więc jego zachowanie jest trochę tajemnicze, szczególnie jeżeli chodzi relacje z płcią przeciwną, którą nonszalancko ignoruje. Na zastanawianie się nad psychologią bohatera nie ma tutaj czasu, bo sprawy dość szybko się komplikują.

Kadr z filmu Rampage. Dzika furia, reż. Brad Peyton. Na zdjęciu Dwayne Johnson i Naomie Harris.
Kadr z filmu Rampage. Dzika furia, reż. Brad Peyton. Na zdjęciu Dwayne Johnson i Naomie Harris.

Po nieudanym eksperymencie naukowym w stacji kosmicznej orbitującej nad naszą planetą, fragmenty toksycznych próbek, które modyfikują DNA, lądują na Ziemi. Jedna puszka trafia do bagien, zarażając krokodyla, druga – w góry pośród watahę wilków, trzecia – do wspominanego zoo. Biedny George zostaje wystawiony działanie toksyn i przyjazny do tej pory goryl zaczyna być coraz bardziej agresywny oraz rośnie w zaskakującym tempie. Informacja o tym trafia do mediów i okazuje się, że jest ktoś, kto wie co się wydarzyło. Doktor Kate Caldwell (Naomie Harris) jest inżynierem genetycznym, która kiedyś pracowała nad takim projektem dla firmy Energyne. Owa zła i pazerna korporacja od lat nielegalnie próbuje opracować formułę do manipulacji genami. Kate i Davis próbują pomóc gorylowi, ale na scenie pojawiają się służby federalne, które chcą opanować sytuację. „Gdy nauka nasra do łóżka, ja zazwyczaj zmieniam prześcieradło” mówi z szalonym uśmiechem agent Harvey Russell (Jeffrey Dean Morgan). Nawet jego poczynania pokrzyżują jednak właściciele Energyne, którzy mają dość karkołomny plan odzyskania utraconych próbek.

Rampage. Dzika furia. Plakat filmuRampage. Dzika furia. Plakat filmu

Mówienie o logice i prawdopodobieństwie w produkcji, która oparta jest na prostej jak drut grze arkadowej, jest trochę jak kopanie leżącego. Ale scenarzyści Rampage. Dzika furia sami się o to proszą, tworząc dość groteskową wizję świata. O tym, że George i Ralph rosną szybko i potrzebują jedzenia dowiadujemy się dość wcześnie, ale prawie wcale nie widzimy, jakby się czymś pożywiali. W grze przynajmniej było jasne – ogromny goryl porywał ludzi z budynków, żeby coś przekąsić. Tutaj tego nie uświadczymy – oprócz jednej sceny. Korporacja z jakiegoś powodu prowadzi eksperymenty w przestrzeni kosmicznej, bo są zakazane na Ziemi. Pal licho, że jest to drogie i niebezpieczne, bo przecież mają dużo kasy i mogą sobie na to pozwolić. Zwabienie zmutowanych istot do centrum ogromnego miasta jest chyba najgłupszym pomysłem, na jaki wpadli złoczyńcy w historii kina. Zważywszy, że nie mają planu, jak owe zwierzęta poskromić. No i jest jeszcze fakt, że w biurze firmy stoi maszyna arkadowa z grą Rampage, w której zmutowany wilk, goryl i krokodyl niszczą miasto, a tak właśnie nazwali swój eksperyment jej właściciele. I to zanim szczątki stacji kosmicznej spłonęły w atmosferze! Rozumiem, że to mruganie do widza, ale poziom meta jest tu dość przekombinowany.

Zatem cała ciężka robota w rękach Dwayna oraz jego partnera George’a, granego w technologi motion capture przez Jasona Lilesa. Więź i humor między tymi dwoma postaciami działa dość dobrze, ale musi niestety wystarczyć tylko na początek i koniec, bo kiedy goryl zmierza z kolegami w stronę miasta, siejąc zniszczenie, musimy polegać na mało przekonującej partnerce w postaci Harris. Na szczęście jest jeszcze Morgan, który robi to, co przez ostatnie sezony jako Negan w The Walking Dead wychodziło mu bezbłędnie – z wielką nonszalancją i z uśmiechem psychopaty wygłasza kolejne kwestie w śpiewnym, teksańskim akcentcie. Może i trochę szarżuje nie siląc się na oryginalność, ale ogląda się go przednio.

Kadr z filmu Rampage. Dzika furia, reż. Brad Peyton. Na zdjęciu Dwayne Johnson i Jeffrey Dean Morgan
Kadr z filmu Rampage. Dzika furia, reż. Brad Peyton. Na zdjęciu Dwayne Johnson i Jeffrey Dean Morgan

Jeżeli całkowicie wyłączymy szare komórki i do kina wybierzemy się po to, żeby obejrzeć efektowną rozpierduchę, nad którą twórcy efektów specjalnych spędzili więcej czasu niż cała ekipa na planie razem wzięta, to trafiliście w dziesiątkę. Oglądanie Rampage. Dzikiej furii w roli zwykłego widza jest niezłą zabawą, miłą dla oka, ale całkowicie wylatującą z pamięci po napisach końcowych. Niestety, seans w niewdzięcznej roli recenzenta kończy się tym, że trzeba pisać o spodniach Dwayna Johnsona. Bo naprawdę jest tam niewiele więcej.

Ocena: 5/10

Rampage

reż. Brad Peyton

USA 2018

W kinach w Polsce od 11 maja.

Zwiastun:

Artykuł oryginalnie opublikowany na moviesroom.pl.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: