Najlepszy

jakub_gierszal_8_fot_r_palka-820x490

Najlepszy

reż. Łukasz Palkowski (Polska 2017)

Polacy nie gęsi, swój Hollywood mają! Taki Najlepszy to prawie idealny przykład na to, jak amerykańskie kino realizuje pewne stereotypowe historie. Od pucybuta do milionera, od nikogo do gwiazdora, z rynsztoka na szczyty. Tym bardziej cieszy fakt, że film taki zrealizowano w Polsce – dowód na to, że można jednocześnie uderzać w kino komercyjne dla każdego, a zarazem ambitne i tematycznie ważne. Palkowski zrobił to już raz w Bogach i jego ostatni film rozwija zrealizowane tam pomysły.

Jurek Górski to postać, o której warto wiedzieć, choć pewnie przed Najlepszym słyszało o nim niewielu. Pochodzący z Legnicy chłopak zaczynał od kariery lokalnego ćpuna, żeby poprzez odwyk w Monarze pokonać uzależnienie i znaleźć nową pasję – triatlon. W którym okazał się naprawdę dobry! Palkowski ma już na samym początku w rękach samograja – opowieść o człowieku mierzącym się ze swoimi słabościami. Zaczyna się trochę w stylu Trainspotting – Górski (Jakub Gierszał) z pomocą swojej dziewczyny Grażyny (Anna Próchniak) rabuje aptekę i ucieka przed policją w rytm przeboju „Born to be Wild”. Jerzy to prawdziwy czaruś i dusza towarzystwa – a to składa się z wiecznie imprezującej, ćpającej ekipy młodych ludzi, skupiających się wokół klubu młodzieżowego. Jest końcówka lat 70., do Polski lato miłości zawitało chyba za późno, od razu z najgorszą zarazą: heroiną wstrzykiwaną dożylnie. Niewinna zabawa i przejaw kontrkultury szybko kończą się dla wielu uzależnieniem i nieustanną walką o kolejną działkę.

anna_prochniak_fot_r_palka

Narkotykowa degrengolada głównego bohatera trwa kilka lat. Palkowskiemu zgrabnie udaje się pokazać jego relacje z rodzicami (brutalny ojciec – Artur Żmijewski, potulna matka – Magdalena Cielecka), śmierć przyjaciela (Mateusz Kościukiewicz), oraz ciążę jego dziewczyny. Widzimy Jerzego bijącego się z własnym demonem (odbicie w lustrze) – i tutaj, oprócz dość przesadnej charakteryzacji, Palkowski trochę przesadza i odlatuje. Kupiłem początkowe wizje naćpanego bohatera, ale późniejsze wizje już mnie nie przekonują. Gierszał poradziłby sobie ze sprzedaniem swojego boahtera bez tego pójścia na łatwiznę. Ciekawie za to reżyser pokazał rodzącą się znajomość z lekarką Ewą (Kamila Kamińska), która rozpoczyna się kilka razy i zawsze dla Jerzego z pozycji leżącej. Raz on ją uderzy w twarz, raz ona poświeci mu latarką w oczy. Jest między nimi napięcie i chemia, które otrzymają właściwe rozwinięcie.

Zobacz również – recenzja filmu Twarz Małgorzaty Szumowskiej

Najlepszy właściwie ani na chwilę nie traci tempa i bardzo dynamicznie – może nawet za bardzo – przechodzi do kolejnych wydarzeń. Odwyk w Monarze i kilka rozmów z Markiem Kotańskim (świetny Janusz Gajos) – tych scen mógłbym oglądać o wiele więcej. Na scenę wkraczają też inni uznani aktorzy polskiego kina – Arkadiusz Jakubik jako kierownik basenu i Tomasz Kot jako szef klubu sportowego. Kiedy dochodzimy do sportowej kariery Jerzego, reżyser nie skupia się zbyt na treningach czy technicznych szczegółach tego, jak pracuje nad sobą fizycznie Górski. Jasne, są sceny z pływaniem (odbywającym się w tle picia wódki), jazdy na rowerze (z Ewą) i biegów (okrążenia wyrobione w Monarze), ale bardziej interesuje go co innego. Nieustanne wykuwanie charakteru, które odbywa się poprzez pobyt w ośrodku leczenia nieuzależnień. Ile razy przyjdzie bohaterowi ogolić głowę i spaść w hierarchii, zacząć od zera. Bić się z myślami, szukać odpowiedniej motywacji. Czy ma być nią miłość z przeszłości czy raczej przyszłość. W końcu zrozumie, dla czego warto było odstawić dragi.

jakub_gierszal_6_fot_r_palka

Jest w tym filmie parę rzeczy, z którymi miałem problem. Fakt, że Jurek ani raz nie jest postawiony oko w oko ze strzykawką, z działką, której musiałby odmówić. Jego wejście do budynku Kotańskiego we Wrocławiu jest równoznaczne z pozostaniem czystym do końca filmowej opowieści (nie licząc niezależnego od niego epizodu ze szpitalem). Także przejścia od jednego rozdziału do następnego (dragi – Monar – sport) są dość umowne i bez większej motywacji trzeba wierzyć im na słowo. Końcowa sekwencja rodem z Nocy żywych trupów mnie całkiem rozbiła, psując mi nastrój filmu. Wyżej wymienione sekwencje z lustrem są jej przedłużeniem. Nie będę znęcał się nad jakimś zakątkiem Europy udającym Amerykę – ale nawet Sami swoi polecieli do Nowego Jorku, więc można…

Nie chcę zbyt marudzić, bo jednak Najlepszy to kawał dobrze zrealizowanego (zdjęcia, montaż, muzyka) i świetnie zagranego (Gierszał – łał łał!) kina. Podnosi na duchu, ma dobrą energię, jest zabawne, ale i smutne, podniosłe, ale i kameralne, patriotyczne, ale i uniwersalne. Chętnie zobaczę sequel, który może nosić tylko jeden tytuł – Najlepszy z najlepszych.

Ocena: 7/10

Film obejrzałem w ramach 16. Polskiego Festiwalu Filmowego w Wielkiej Brytanii – Kinoteka 2018

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: