Czarna Pantera

10763

Black Panther

reż. Ryan Coogler (USA 2018)

Zapowiadana jako odświeżenie powtarzającego się gatunku filmów o superbohaterach i nowa jakość kina popularnego Czarna Pantera jest dziełem przełomowym. Nie ze względu na swoje walory artystyczne, fabułę rodem z dramatów Szekspira czy efekty specjalne. Jednak Marvel na tym polu pozostanie sobą. Nowością jest powierzenie prawie całej obsady czarnoskórym aktorom i zajęcie się najbardziej mitycznym herosem o afrykańskich korzeniach. Nowy film Ryana Cooglera (Creed: Narodziny legendy) jest długo oczekiwaną popkulturową wycieczką na czarny kontynent, tworzącym jego nową mitologię.

black-panther-film-still

Struktura opowieści bardzo przypomina historie początków innych superbohaterów. T’Challa (Chadwick Boseman) musi zastąpić na tronie ojca, który zginął z rąk swoich przeciwników w zamachu bombowym. Przejmuje po nim nie tylko władanie nad najbiedniejszym krajem Afryki, ale także rolę Czarnej Pantery – mitycznej postaci o nadprzyrodzonych mocach. Oczywiście, Wakanda nie jest tym, za co uważa ją reszta świata. Pod przykrywką biedy i elektronicznej projekcji dżungli, chowa się futurystyczna metropolia, której bogactwo i rozwój technologiczny przyprawiają o zawrót głowy. T’Challa zajmie miejsce na tronie, ale dość szybko zaczną się jego kłopoty. Nie z wewnątrz, bo pozostałe plemiona są usatysfakcjonowane rządami jego rodziny, ale z zewnątrz. Tutaj powraca sekwencja początkowa, która staje się coraz bardziej jasna. Syn zabitego mężczyzny z początku filmu jest jego bliskim krewnym i ma prawo do tronu. Nasz bohater będzie zatem musiał udowodnić, że jest godzien tytułu Czarnej Pantery.

black-panther-8

Twórcy filmu chcieli upchnąć w tej produkcji bardzo dużo – od origin story, przez bajery technologiczny, sceny walki – małe i duże, po dramaty moralne. Niektóre z nich działają lepiej, niektóre gorzej. Na plus na pewno zaliczyć trzeba próbę zmierzenia się wizerunkiem Wakandy, która może z daleka przypomina jakieś zupełnie nierealne miasto, ale w detalach, łączących afrykański koloryt i folklor z nowymi technologiami, wygląda imponująco. Świetnie wypada główny przeciwnik T’Challi – Killmonger (doskonały Michael B. Jordan), który nie jest jakimś niemrawym czarodziejem czy opętanym szaleńcem, ale facetem z krwi i kości, który motywowany jest pragnieniem zemsty. Postać ta ma charyzmę i nawet przez jakiś czas mu kibicujemy, bo nie ma nic lepszego w kinie niż porządny „baddie”. Oprócz doskonałej męskiej obsady (Forest Whitaker, Andy Serkis, Martin Freeman, Daniel Kaluuya), twórcom udało się przygotować intrygujące role kobiece – to właśnie płeć piękna odgrywa niezwykle ważne zadania w Czarnej Panterze. Shuri (Letitia Wright), siostra T’Challi, jest naukowcem dbającym o najnowsze i najlepsze gadżety dla brata – takim kobiecym Q. Cała gwardia służąca królowi Wakandy jest złożona z kobiet, na których czele stoi generał Okoye (Danai Gurira). Scena z nią, pogardzającą peruką, którą musi nosić jako przebranie, wywołała nie tylko salwy śmiechu, ale i ogromny aplauz podczas mojego pokazu filmu. Jest to przecież symboliczne odrzucenie całej kultury sztucznych włosów, noszonych przez kobiety o afrykańskich korzeniach, na rzecz naturalnych, pięknych fryzur – albo gładko ogolonej głowy. W dodatku Okoye jest doskonałym żołnierzem i świetnie walczy, a przyjdzie jej zmierzyć się też z wątpliwościami moralnymi – czy powinna służyć królowi, czy iść za głosem serca i rozsądku. Są w końcu matka króla – Ramonda (Angela Bassett) i jego była dziewczyna, a obecnie tajna agentka walcząca o wyzwolenie kobiet – Nakia (Lupita Nyong’o). Kobiety nie są tu ozdobą, biernymi obserwatorkami – one działają i wpływają na akcję. I gra to naprawdę dobrze! A na koniec dodam też, że ścieżka dźwiękowa, której kuratorem był Kendrick Lemar, doskonale wpisuje się w atmosferę opowieści.

tmg-slideshow_l

W kilku momentach w czasie oglądania filmu biłem się niestety z myślami, czy nie oglądam czasem jakiejś parodii. Czy być może system neokolonializmu, który kontestować powinna ta produkcja, tylko go nie utwierdza? To temat na zupełnie inną dyskusję, ale wrażenie niesmaku pozostaje. Poza tym niektóre dialogi wypadają cienko, sceny przemów są dość napuszone i czuje się, że ktoś zaraz wybuchnie śmiechem (co zresztą dzieje się w pewnym momencie). Humor, którego nie pozbawiony jest żaden film Marvela, stara się ładnie równoważyć owe drętwe sekwencje, ale nawet tutaj niektóre żarty są cienkie. Scenariusz wydaje się zawodzić w Czarnej Panterze najbardziej – od jednej utartej kliszy przechodzimy do następnej (bohater walczy, niby ginie, ale nie umiera, potem stara się odzyskać tron, jest samotny i szuka sojuszników…). Akcja skacze też z wątku do wątku, nie dając wybrzmieć żadnemu z nich do końca. Cała dyskusja o tym, czy wyjawić światu technologię, którą posiada Wakanda, wydaje się być jałowa i jest mało intrygującym punktem rozmów. Także wizja tego, że nowy „zły” król tego państwa będzie mógł podbić wszystkie narody, jest przesadzona. Film trwa też odrobinę za długo, a sceny po napisach należą chyba do najgorszych, jakie widziałem w całej historii filmów Marvela.

Rozumiem, że dla wielu widzów Czarna Pantera będzie obrazem przełomowym bo, jak napisał mój przyjaciel na Facebooku – „dla nas, czarnoskórych, ten film to WSZYSTKO”. Oby tylko seria nie popadła w parodię samej siebie. T’Challa i jego dwór zasługują na jeszcze lepszą produkcję.

Ocena: 6/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: