Roman J. Israel, Esq.

jptyvzcxcvbzlol6mhlh7bqjli

Roman J. Israel, Esq.

reż. Dan Gilroy (USA 2017)

Nie dziwi mnie fakt, że nikt w Polsce nie zdecydował się na dystrybucję tego filmu, nawet tuż przed Oscarami. Roman J. Israel, Esq. to jedna z produkcji, o której pewnie nikt by nie usłyszał, gdyby nie Denzel Washington. I jeżeli przez pół godziny oglądania obrazu zastanawiacie się, że skądś znacie tego faceta, tylko nie wiecie skąd, to znaczy, że aktor wykonał zadanie bardziej niż poprawnie (zastanawiałem się nawet, czy to nie Forest Whitaker gra tu główną rolę…). Nominowany za tą rolę do Oscara Washington udowadnia kolejny raz, że potrafi zatopić się w granej przez siebie postaci do tego stopnia, że zapominamy o jego istnieniu jako realnego człowieka. I przede wszystkim dla niego warto zobaczyć ten nierówny film.

3e3a73f95a5992a4376a1008287edec4

Tytułowy bohater jest idealistycznym prawnikiem, który pracuje w małej kancelarii w Los Angeles, specjalizującej się pomocy najuboższym i nieuprzywilejowanym, najczęściej pro-bono. Świat Romana wywróci się do góry nogami, gdy jego wieloletni szef dostanie zawału serca i zamieni się w warzywo. Schowany do tej pory w swoim biurze za stertą akt i papierów Roman wyjść musi na salę sądową, czego nie robił od lat. A Israel to człowiek z innej epoki, nie przystający do otaczającego go świata. Mieszka w obskurnym bloku, który najprawdopodobniej niedługo ustąpi miejsca eleganckim wieżowcom. Nosi złożony z niepasujących do siebie części garnitur, afro, okulary modne w latach siedemdziesiątych, stare słuchawki i wielką, pamiętającą pewnie Nixona teczkę. Zasłuchuje się w winylach sprzed kilku dekad, na zmianę ze skarżeniem się na dobiegające z sąsiedztwa hałasy. Bohater jest kimś w rodzaju „prawniczego Rain Mana” – boryka się z jakąś odmianą autyzmu, jest wycofany, niewiele mówi, zazwyczaj do siebie, ale ma kodeks prawny w jednym palcu, jest Jedi wszystkich adwokatów. Głównie przez tą umiejętność i szacunek dla jego szefa, Romana zatrudnia były student – George Pierce (Colin Farrell). Prowadzi on wieloosobową, przynoszącą duże zyski firmę prawniczą, więc nie ma u niego mowy o pracy bez zapłaty ze strony klienta. Israel zamienia ponure biuro na przeszkoloną klatkę, w której czuje się i wygląda co najmniej dziwnie.

denzel-washingtons-roman-j-israel-esq-has-been-re-edited

Zamierzeniem filmu Dana Gilroya (Wolny strzelec) było obnażenie od wewnątrz systemu prawnego zżartego przez pieniądze poprzez opowiedzenie historii pewnej jednostki. Tym wytrychem jest Roman J. Israel, Esq., ostatni sprawiedliwy, który pada ofiarą własnej chciwości. W pewnym momencie bohater postanawia zużytkować posiadane informacje w celu zarobienie okrągłej sumki stu tysięcy zielonych. Moralnie to decyzje poniekąd słuszna, ale z prawniczego punktu widzenia popełnia przestępstwo. Romanowi przychodzi to z łatwością, co jest dość niewiarygodnym posunięciem jeżeli chodzi o to, jak przedstawiono jego postać. Po pierwsze, praca w nowej firmie dostarczyłaby mu wystarczającej ilości pieniędzy na zakup nowego garnituru, wynajęcie lepszego mieszkania i wypad na plażę na pączki (tak właśnie wydaje kasę Israel). Po drugie, poleganie na literze prawa wydaje się czymś, czym żyje mężczyzna. Dlaczego więc takie posunięcie? Żeby przynieść karę – w idealistycznym świecie Gilroya każdy zły uczynek musi mieć swoje konsekwencje. Nie jest to jedyny wątpliwej jakości zabieg narracyjny.

roman-j-israel-esq

Aby jeszcze bardziej pozwolić nam polubić tytułowego bohatera, twórcy stawiają na jego drodze Mayę (Carmen Ejogo) – aktywistkę, której Roman pomóc ma zainspirować pracujących z nią ludzi. Mimo iż spotkanie przybiera zupełnie inny obrót, niż by chciała tego kobieta, ta i tak decyduje się na późniejszą randkę z nim i darzy go pewnym uczuciem. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Romantyczny wątek wydaje się przyklejony na siłę.

Roman J. Israel, Esq. cierpi na typową chorobę nazbyt ambitnego i przeintelektualizowanego scenariusza. Wiele przemów z ust bohatera jest zwyczajnie niezrozumiałych dla europejskiego widza, głównie ze względu na zawiły system prawny Stanów Zjednoczonych. Niektóre zagrania fabularne budzą wątpliwości, a sama postać nie jest łatwa do polubienia. Warstwa wizualna filmu oraz Denzel Washington nie mają wystarczającej siły, żeby wyciągnąć tą produkcję poza kategorię „ciekawostka”.

Ocena: 5/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: