Maria Magdalena

marymagdalene1

Mary Magdalene

reż. Garth Davis (Wielka Brytania 2018)

Historia chrześcijaństwa, czyli dwa tysiące lat przekazywanych z pokolenia na pokolenie podań dotyczących Jezusa i jego apostołów, utrwaliły w naszej kulturze wizerunek Marii Magdaleny jako prostytutki i ladacznicy, nawróconej przez Mesjasza. Posłużył on wyśmienicie do utrwalenia pewnego archetypu, który znajduje się na przeciwnym biegunie obrazu Maryi, zawsze dziewicy. Kobieta zatem, upraszczając sprawę, według religii może być albo świętą, albo grzesznicą. Na szczęście ostatnie lata zmieniły to przedmiotowe podejście do kobiet w najbliższym otoczeniu Chrystusa. W 2016 roku – jak dowiemy się również z napisów końcowych – Kościół uznał miejsce Marii Magdaleny przy boku Jezusa jako jedną z najbliższych mu apostołów. Film Maria Magdalena jest zatem jedną z pierwszych, oficjalnych prób pokazania jej postaci w zupełnie innym świetle.

30mary-magdalene1-master768

Filigranowa Magdalena (Rooney Mara) mieszka z rodziną Judei. Obok codziennych obowiązków, takich jak praca przy domu czy pomoc przy łowieniu ryb, dowiemy się że kobieta jest niezamężna oraz że w społeczności znana jest jako akuszerka. Jej ojciec Daniel (Denis Ménochet) decyduje się wziąć jej przyszłość w swoje ręce i aranżuje spotkanie z jej przyszłym mężem. Ale Magdalenie coś nie daje spokoju, wewnętrzna, niewysłowiona potrzeba szukania odpowiedzi, co ma dalej czynić, zawiedzie ją do świątyni, czym urazi starszyznę i kapłanów. Jak kobieta śmie zjawiać się tam bez rodziny i poza godzinami modlitw? Zmartwi to rodziców i braci, którzy organizują obrzęd egzorcyzmów poprzez topienie, by wygnać z niej szatana.

Mary Magdalene

W tym samym czasie pojawiają się pogłoski o będącym w okolicy uzdrowicielu, który wraz z uczniami skupia ludzi nad rzeką. Po incydencie z egzorcyzmami Maria Magdalena udaje się do niego zaciekawiona, wiedziona przez instynkt, może przez wiarę. Licząc się z potępieniem ze strony rodziny decyduje się na chrzest z ręki Jezusa (Joaquin Phoenix) i dołącza do grupy jego wyznawców, którzy zmierzają w stronę Jerozolimy. Stopniowo to ona staje się najbliższą powierniczką Nauczyciela, a jej pozycja jest równie ważna, co Piotra (Chiwetel Ejiofor) czy Judasza (Tahar Rahim).

Zobacz również: Joaquin Phoenix w filmie Nigdy cię tu nie było – recenzja

Garth Davis wraz z całym zespołem musieli dość długo głowić się, jak wpasować się w dotychczasowy kanon opowieści o Marii Magdalenie, które znamy z ekranów. A znamy dwa ekstrema: zupełnie bierna obserwatorka w Pasji Mela Gibsona oraz żona Jezusa w Kodzie Da Vinci i Ostatnim Kuszeniu Chrystusa. W najnowszej produkcji twórcy Lion. Droga do domu nie jest ona ani jedną, ani drugą. Narracja prowadzona jest z jej perspektywy, to jej oczami (w większości) oglądamy kolejne, znane z Biblii wydarzenia: przywrócenie do życia Łazarza, obmywanie stóp Mesjasza, ostatnia wieczerza, ukrzyżowanie. Jednak jak na szukanie „ziemi niczyjej” na tym polu minowym różnych wersji historii, reżyser okazuje się bardzo poprawny i boi się wyjść poza pewne reguły. Maria zatem kocha Jezusa, ale w jaki sposób? Jako Mesjasza czy jako mężczyznę? To nigdy nie zostaje powiedziane. Widzimy od pierwszej, lirycznej sekwencji w wodzie i głosu zza kadry, że to ona pojęła ideę Chrystusa jako siewcy wiary, którą muszą kontynuować apostołowie. Ciągle nie wiemy zbyt dużo o jej przeżyciach jako człowieka. Paradoksalnie zatem miał być to film o kobiecie, a tworzy kolejny archetyp – nie świętej, nie grzesznicy – ale krzewicielki wiary, zapatrzonej w swojego Boga.

DWJBE3YV4AERZid

Wiara w Marii Magdalenie to jeden z głównych tematów rozmów. Niestety poważne i posępne dialogi, którymi nie posługują się przecież prości ludzie, nie grają z tym, jak Davis pokazuje wydarzenia znane z Pisma Świętego. Zdecydował się zrobić to w trochę inny sposób, niż dotychczas w kinie – zmienia detale, jakby chciał zakomunikować, że życie Jezusa i jego popleczników było bardzo zwyczajne. Nie ma mowy o srebrnikach, które otrzymał Judasz, nie ma Piotra wypierającego się trzy razy swojego nauczyciela, a scena z Łazarzem jest o wiele bardziej minimalistyczna, bez wywoływania zmarłego z grobu. Przywiązując uwagę do inscenizacji i detali tkwiących w kostiumach (wiele odcieni szarości) zapomniano o prostej rozmowie. Wypowiadane przez postaci zdania nie sprawiają, że czujemy się bliżej ludzkiego wizerunku któregokolwiek z bohaterów. Doświadczeni aktorzy nie wiele potrafią z tych podniosłych dialogów cokolwiek wycisnąć. Wyjątek jest jeden – Tahar Rahim i jego Judasz okazuje więcej przyziemnych emocji, niż reszta ekipy zdołała wyprodukować razem wzięta. Jest dziecięca radość, ludzka zazdrość, rozczarowanie i poczucie oszukania, żal i wstyd.

joaquin-phoenix

Postać Jezusa z jednej strony ucieka stereotypom – nie ma sobie oczywistej gładkości, bijącej z niego dobroci i mądrości. Nic dziwnego, skoro wciela się w niego jeden z najbardziej elektryzujących aktorów swojego pokolenia. Phoenix wygrywa wiele emocji oczami i twarzą (oraz brodą), która skrywa smutek i poczucie zbliżającej się śmierci, złość i gorycz, które koją na chwile rozmowy z jego apostołami. Z drugiej strony jednak przez to jest jednym z najbardziej apatycznych ze wszystkich Chrystusów, jakich zobaczymy w kinie czy telewizji – momentami zastanawia, dlaczego ludzie za nim podążają i co w nim widzą. Kiedy jednak Phoenix włącza tryb „charyzma” – robi się ciekawiej (scena w świątyni w Jerozolimie). Niestety, robi to za rzadko jak na dwugodzinny film.

Docieramy powoli do centralnego problemu Marii Magdaleny – zasadniczego braku temperamentu. Nie wiadomo, czy twórcom udzieliła się ezoteryczna atmosfera opowiadanej historii, bo wiele wewnętrznych rozterek bohaterów rzadko kiedy ujawnia się w ich słowach czy zachowaniu. Być może chciano w tym prawie beznamiętnym poruszaniu się z miejsca na miejsce o podkreślenie pewnej nieuchronnej siły, która popycha Jezusa do wiadomego końca. Tak czy inaczej efekt nie jest imponujący – w połączeniu z oniryczną muzyką i brunatnymi barwami film Davisa zwyczajnie usypia. Jak na lekarstwo jest tu emocjonujących scen czy zapadających w pamięć dialogów. Co prawda reżyser uwinął się ze sceną na Golgocie w pięć minut, oszczędzając nam kolejnego torture-porn, ale jednocześnie zapomniał o tym, że otaczający Marię Magdalenę i Jezusa ludzie to nie wygłaszające podniosłe słowa posągi. Zarówno zagorzali katolicy, których do kina zwabi religijny temat, jak i miłośnicy filmowego arthouseu, poczują się lekko znużeni.

Ocena: 5/10

Film w kinach w Polsce od 6 kwietnia 2018.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: