Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi

skynews-sar-wars-last-jedi_4179949

Star Wars: The Last Jedi

reż. Rian Johnson

Robi się z tego mała tradycja. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a w kinach pojawia się kolejna część sagi Gwiezdnych Wojen. Tym razem wracamy do głównej opowieści – z rycerzami Jedi, Lukiem Skywalkerem i ciemną stroną mocy. Ci, którzy zawiedzeni byli Łotrem 1 (zupełnie nie wiedzieć, dlaczego), teraz powinni zostać usatysfakcjonowani. Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi to naszpikowany akcją, humorem i emocjami blockbuster, który pozwoli wam pokochać stworzoną przez George’a Lucasa historię jeszcze bardziej. Jeżeli wyjdziecie z pokazu nucąc nieśmiertelny motyw przewodni, a ze znajomymi zaczniecie się pojedynkować na niewidoczne miecze świetlne, to znaczy, że reżyser Rian Johnson osiągnął zamierzony efekt.

null

Nie wypada sypać spojlerami, szczególnie jeżeli film nie trafił jeszcze do kin, więc o fabule będzie niewiele. Mogę zdradzić to, co wiemy, z trailerów – ciemna strona toczy nieustanną walkę o dusze naszych młodych bohaterów. Z jednej strony jest Rey (Daisy Ridley), która odnalazła Skywalkera (Mark Hamil) chowającego się przed światem i chce u niego pobierać lekcje. Z drugiej – Kylo Ren (Adam Driver), syn Lei (Carrie Fisher) i Hana Solo, który odpowiada przed samym Głównodowodzący Snoke’iem (Andy Serkis). Oprócz tego, że dowiemy się, jak to się stało, że Kylo przeszedł na pod skrzydła dowódcy Nowego Porządku, poznamy też tajemnicze siły wyspy, na której żyje Luke oraz spotkamy pewną kultową postać. W najważniejszej, mitologicznej narracji walki dobra ze złem właściwie nic się nie zmienia. Są chwile zwątpienia, słabości ale jest też nadzieja. Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi to prawdziwy rollercoaster emocji – bo choć podskórnie wiemy, że dobro wygra, momentami jest bardzo mrocznie.

star-wars-last-jedi-ep8-ff-000041

Co do osi fabularnej samego filmu, jest tu kilka mielizn i szczególnie pierwsza część widowiska, po fenomenalnej scenie batalii w kosmosie, kuleje. Jej zadaniem jest ustawienie wszystkich postaci w odpowiednim miejscu, kiedy nadejdzie oczekiwany finał. I choć spełnia ona ten cel, to robi to odrobinę pokracznie. Chodzi głównie o misję Finna (John Boyega), która z góry skazana jest na porażkę, oraz przydługawy pobyt Rey na wyspie z Lukiem. Pierwsza z tych sekwencji przedstawia nowe postacie do uniwersum (Benicio del Toro jako DJ oraz Kelly Marie Tran jako Rose), jest głównie fajerwerkiem, gdzie dominuje akcja i efekty specjalne, a nie jakaś większa myśl. Druga ma pomóc nam zrozumieć bohaterów, ale jest przydługa i miejscami łopatologiczna. Także Daisy Ridley wypada w niej blado pod względem aktorskim – Mark Hamil mógłby uczyć młodą aktorkę nie tylko posługiwania się mieczem świetlnym. Czas na statku, uciekającym przed flotą Nowego Porządku, marnuje też Poe Dameron (Oscar Isaac) – miota się jak dziki pomiędzy dowódcami i jego gorąca głowa szybko przysporzy mu kłopotów. Akcja i walka, które są domeną tej postaci, zostały sprowadzone raptem do dwóch sekwencji. Być może scenarzyści mają dla niego większe plany, bo przecież lekcje dowodzenia pobiera od samej księżniczki Lei. Szkoda również ciekawej postaci granej przez Laurę Dern – admirał Amilyn Holdo ma odegrać ważną rolę, ale jej pojawienie się jest dość symboliczne.

98247479_ep8-ff-005224

Zaglądając na ciemną stronę mocy – tam jest ciekawiej, a na pewno bywa bardzo zabawnie: kilka scen z Generałem Huxem (Domhnall Gleeson) jest kapitalnych. Ta postać zyskuje na znaczeniu, urasta do jednego z ulubieńców Snoke’a, z którym rywalizuje Kylo Ren. Adam Driver świetnie odnajduje w sobie mrok tej postaci: frustrację, niezrozumienie, ale też sprzeczne emocje. Choć lwią część filmu spędza na snuciu się po statku kosmicznym, czasem bez koszulki (kolejna komiczna scena), to rozbudowany finał przyniesie jego pięć minut. Nie wiem zresztą do końca, kto jest ważniejszą i ciekawszą postacią w tej produkcji – prostolinijna Rey czy skomplikowany i pełen niuansów Kylo. Patrząc na klasykę Gwiezdnych Wojen nie trudno się domyśleć, że Ren ma być nowym Vaderem. I w tej części genialnie to zadanie spełnia. Snoke pojawi się w końcu we własnej osobie, a nie jako hologram i pokaże jak potężnym jest złoczyńcom.

EP8-FF-000877.JPG

Przy dwóch i pół godzinie trwania filmu, twórcy nie pozwolili nam zapomnieć o innych naszych ulubieńcach: pojawiają się BB-8, Choobacca, R2-D2 i C-3PO. Do tego jakieś nowe potworki, które ładnie będą wyglądały jako maskotki – jakieś ptaki nielotne oraz przemarznięte liski z soplami lodu. Jedne, to film dla dzieci, ale także dla miłośników klasycznej trylogii, więc każdy musi być zadowolony. Niestety, przy tak szerokiej obsadzie i tylu wątkach, marnie wyszło trzymanie widzów w napięciu przez pierwszą godzinę. Porozrzucanie bohaterów po różnych miejscach spowodowało też mały bajzlik. A dopiero finałowa batalia, podzielona na dwa akty, sowicie to wynagradza.

Za wcześnie powiedzieć, czy Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi przejdą do żelaznego kanonu sagi Star Wars. Fani docenią pewnie klasyczne postacie, ale kontrowersyjne wydać się może potraktowanie niektórych bohaterów. Przeciętny widz może czuć się z leksza zagubiony w tym, kto z kim i kiedy, bo natłok postaci i zależności między nimi robi się przytłaczający. Natomiast miłośnicy dobrej, wizualnie dopracowanej rozrywki, powinni być zachwyceni. W końcu to film dla każdego – kolejny kandydat do śrubowania nowych rekordów w sprzedaży biletów w kinach.

Ocena: 8/10

Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi w kinach od 14 grudnia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: