The Florida Project

the_florida_project-2_marc_schmidt

The Florida Project

reż. Sean Baker

Sean Baker to ten sam facet, który nakręcił pierwszy pełnometrażowy film telefonem komórkowym marki Apple. Mandarynka być może treściowo i technicznie jest w zupełnie innym miejscu niż The Florida Project, ale reżyser znów mówi o tym samym: odziera Amerykę z resztek złudzeń i marzeń. Nieprzypadkowo umiejscawia akcję filmu w Orlando na Florydzie, tuż obok Disneylandu, hurtowo odwiedzanego przez rodziny zarówno ze Stanów, jak i z całego świata. Jednak bohaterowie, będąc tak blisko, są równocześnie lata świetlne od centrum rozrywki Disneya.

the_florida_project-1_marc_schmidt

Podobnie jak w poprzednim filmie, Baker używa naturszczyków do zagrania kluczowych ról. Trójka dziecięcych bohaterów, na czele z grającą sześcioletnią Moonee Brooklynn Prince, gra wprost niesamowicie. Dzieciaki włóczą się po okolicach moteli, w których mieszkają ich rodziny. Kolorowe przybytki o fantazyjnych nazwach – Magiczny Zamek, Wonderland – skrywają dramatyczne historie ludzi żyjących na granicy nędzy, często pozbawionych mieszkań, których nie stać na długoterminowy wynajem, a tym bardziej kupno własnego domu. Tych historii możemy się tylko domyślać, bo Baker nie skupia się zbyt na przeszłości. Matka Moonee, dwudziestokilkuletnia Halley (Bria Vinaite) zresztą o niej nie myśli. Dla niej najważniejsze jest tu i teraz: spotkanie z koleżanką, naubliżanie menadżerowi motelu – Bobby’emu (Willem Dafoe, jednya gwiazda w obsadzie), darmowe jedzenie od przyjaciółki. Kobieta żyje z dnia na dzień, a kiedy potrzebuje pieniędzy, sprzedaje perfumy nagabując klientów pod bogatszymi hotelami. Jej lekkomyślność aż prosi się o karę i będzie długo oczekiwanym, niezbyt zaskakującym finałem.

the_florida_project-3_marc_schmidt

Wcale jednak nie ogląda się ze znudzeniem The Florida Project czekając na koniec, tylko z zaciekawieniem ogląda się przygody młodych bohaterów, którzy urozmaicają sobie czas jak mogą. Ponieważ nie mają zbyt wymyślnych wzorów do naśladowania, zarówno słownictwo i zachowanie pochodzi z najgorszego źródła: od rodziców. W jednej z pierwszych scen filmu Moonee, Scooty i Dicky idą do sąsiedniego motelu i organizują konkurs plucia na stojący pod tarasem samochód. Przyłapani przez właścicielkę nie uciekają od razu, ale obrzucają ją stekiem wyzwisk. Kilka scen później żebrzą o pieniądze o lody, wyłączają prąd w motelu i podpalają jeden z hoteli-widm. Kiedy przyglądamy się Halley wiadomo już, skąd dziewczynka, która jest główną prowodyrką tych zachowań, bierze wzór.

The Florida Project jest kapitalnym połączeniem lekkiego tonu opowieści, świetnych postaci z wizją gnijącej od środka Ameryki, w której kolorowa fasada stara się ukryć zepsute wnętrze i poważne problemy. Perypetie młodych bohaterów są może zabawne, ale jednocześnie bije od nich smutek. Tutaj nie da się nie myśleć o przyszłości – kim będą te dzieci, kiedy dorosną i czy czeka ich taki sam los jak rodziców? Jedynym staromodnym bohaterem jest Bobby – chyba jedyne typowe, amerykańskie imię w całym filmie. Postać Dafoe jest trochę jak dobry wujek, opiekun czy anioł stróż. Przymyka oko na przewinienia, odroczy o jeden dzień zaległy czynsz, pomoże jak trzeba. Szkoda tylko, że będąca w spirali autodestrukcji Halley nie potrafi tego docenić.

Najnowszy film Seana Bakera powinien podzielić los Mandarynki i stać się rewelacją nadchodzącego sezonu. Pokazywany podczas tegorocznego festiwalu filmowego w Cannes był jednym z najlepszych tytułów, które udało mi się obejrzeć podczas tej imprezy.

Ocena: 9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: