Mięso

fefeefef-820x490

Raw

reż. Julia Ducournau

Kiedy wybieramy się do kina na film, o którym poszła już fama, że ludzie na jego projekcjach mdleli i trzeba było ich hurtem wynosić, to oczekiwania są nieprzeciętne. Owszem, trochę przesadziłem, bo podczas pokazów w Toronto pewnie ktoś zjadł obiad i obejrzał potem Mięso, albo zwyczajnie chciał dostać zwrot kasy. Tak czy inaczej, darmowej reklamie nie patrzy się w… coś. Może i opinie, że jest to najbardziej szokujący horror ostatnich lat są przesadzone, osobiście uważam, że debiutancki film Julii Ducournau zasługuje na uwagę i jest jedną z najciekawszych produkcji wpisującą się w gatunek horroru w ostatnich dwóch latach (premiera odbyła się… w maju w 2016 roku, w Cannes. Tam nikt nie mdlał).

Jeżeli pomyślę o najbardziej przerażających filmach, jaki udało mi się ostatnio zobaczyć, wymienić muszę Co za mną chodzi i Czarownicę. Obydwa tytuły nie są typowymi horrorami, ocierają się o różne stytlistyki i dzięki temu trzymają widza w niepewności. A ta, czyli fakt nieprzewidywalności, trudności okiełznania tego, co wydarzy się za chwilę na ekranie, potęgują strach. W Mięsie jest jeszcze jeden poziom – niezwykle realistyczna, trzymająca się życia historia. Która zaczyna się pozornie niewinnie – Justine (Garance Marillier) rozpoczyna studia na wydziale weterynarii. Dziewczyna, podobnie jak cała rodzina, jest wegetarianką, ale już podczas inicjacji pierwszego rocznika przyjdzie jej złamać zasady. Wśród wielu upokarzających rytuałów, jak polewanie ciepłą krwią, wyrzucanie materacy przez okna, jest też zjedzenie marynowanej w formaldehydzie wątróbki. Kto próbował po dłuższym czasie odmawiania sobie mięsa zjeść soczystego steaka, wie dobrze, że żołądek nie reaguje najlepiej. Tak jest też w przypadku bohaterki, tylko jej żołądek najpierw się buntuje, a potem zaczyna stopniowo domagać się więcej. I to nie warzyw.

13-raw-garance-1-w710-h473

Mięso można interpretować na kilka sposobów. Najbardziej oczywisty i banalny jest ten wegetariański, że jedzenie zwierząt to nic dobrego, budzi w nas dziką bestię, sprowadza człowieczeństwo do prymitywnego stanu. Tych pierwotnych zachowań jest zresztą w filmie wiele, od inicjacji, dominacji w grupie, przez zaznaczanie swojego terenu, po zwycięstwo najsilniejszych. Ducournau przedstawiła studia jako formę plemiennej społeczności, z jej niemalże pogańskimi imprezami, rytuałami i zależnościami (starsza siostra opiekuje się młodszą, ale tylko do pewnego momentu i na własnych warunkach). O wiele ciekawszy jest motyw rozwijającej się seksualności, równocześnie z rosnącym apetytem na krwawe przysmaki. Budzące się w młodej kobiecie pożądanie przejmuje władze nad jej umysłem, a połączone z alkoholem zamienia ją niemalże w zwierzę (skojarzenia z Opętaniem Żuławskiego jak najbardziej na miejscu). Feministyczny w wymowie film nie ma w sobie nic pretensjonalnego. Wręcz przeciwnie – to odświeżające, by zobaczyć w horrorze kobiety, które nie muszą polegać na facetów ani się ich bać. Justine jest dziewicą i mieszkanie w wyzwolonych, frywolnych akademikach, zupełnie zmienia o otwiera ją na nowe doświadczenia. To kolejny motyw – dorastanie, uczenie się świata, poznawanie własnych granic. A nawet ich przekraczanie, pytanie o zasady moralne, społeczne konwenanse i restrykcje. W końcu jest wątek dysfunkcyjnej rodziny, która skrywa przed bohaterką sekret. Nic w związku pomiędzy rodzicami i córkami nie jest normalne, choć z początku się takie wydaje. W dodatku zależność między siostrami przypomina sadystyczne tortury jednej przez drugą. Wyzwolone spod rodzicielskiego oka dziewczyny zachowują się mniej niż odpowiedzialnie. Kto ma starsze rodzeństwo, wie co mam na myśli. Na sam koniec dostajemy już typowy horror, odwołanie do kina gatunku, wyolbrzymiony przez posępną muzykę – to mrugnięcie okiem do widza dodaje tylko smaczku całości.

1486503827_raw_juliaducournau_garancemarillier

Wiele osób narzeka, że film jest powolny, nudny, a straszności w nim tyle, co kto napłakał. Prawdą jest, że fani kina gore czy zombie-kanibalistycznych makabr będą zawiedzeni. Tu liczy się nastrój tworzony przez muzykę i światło, doskonałe zdjęcia, świetne aktorstwo… i to „coś”. Dla widzów lubiących konsekwentne, stopniowe budowanie napięcia Mięso może okazać się niezłą ucztą filmową. Miejscami wyzywającą, zmuszającą do myślenia, zaskakującą, pozostającą na długo w głowie. Jak na debiut Julia Ducournau spisała się świetnie.

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: