Foxtrot

Foxtrot_1

Foxtrot

reż. Samuel Maoz

Są takie filmy, które podczas oglądania podejrzewamy o to, gdzie nas prowadzą, ale potrafią konkretnie zaskakiwać jeżeli chodzi o sposób, w jaki to robią. Taki właśnie jest najnowszy film twórcy nagrodzonego Złotym Lwem w Wenecji w 2009 roku Libanu. Aż trudno uwierzyć, że to dopiero druga fabuła Samuela Maoza – widocznie reżyser stawia na jakość, a nie na ilość. I chwała mu za to, bo Foxtrot jest niemalże perfekcyjnym filmem antywojennym i filozoficzną rozprawą o losie kolejnych pokoleń mieszkańców Izraela.

Foxtrot_3

Pierwsze ujęcie z maski samochodu jadącego pustynną drogą zostanie przerwane i powróci dopiero w finale. Następnie wrzuceni jesteśmy do wnętrza mieszkania rodziny Feldmannów. Dzwonek do drzwi, kobieta otwiera drzwi i na widok gości (których jeszcze nie widzimy) mdleje. Obiektyw powoli prowadzi nas do środka, mężczyzna o szpakowatej brodzie wstaje i z przerażeniem patrzy na to, co się dzieje. Gdzieś po drodze kamera na chwilę zatrzymuje się na obrazie z kwadratami, układającymi się w spiralę Fibonacciego. Nic nie jest przypadkowe. Wszędobylskie oko obiektywu kilkukrotnie spojrzy na świat z góry, obserwując zachowania bohaterów spokojnie niczym milczący Bóg. Ale to już tylko interpretacja. Wróćmy do rodziny, którą odwiedzili żołnierze. Przynoszą wiadomość o śmieci ich syna. Widać, że robią to nie po raz pierwszy. Wojskowa maszyna ma odpowiedź na wszystko. Kobieta, matka zmarłego, dostaje zastrzyk na uspokojenie, mężczyzna – ojciec, Michael (Lior Ashkenazi) ma pić szklankę wody co godzinę – o czym przypomina mu zaprogramowany przez mundurowych alarm. Ale czy jest jakiś sposób na poradzenie sobie z taką traumą? Rozpacz objawia się pod różnymi postaciami. Na ugaszenie bólu nie pomoże nawet wrzątek lany na rękę. Ani wizyta u tracącej zmysły babki żołnierza. Kiedy ze złości i bezsilności obrywa się nawet bogu ducha winnemu psu, do mieszkania wracają mundurowi z niespodziewaną wiadomością.

Foxtrot_6

Nie wypada pisać więcej o fabule filmu, bo jedną z jego zalet – jak wspominałem – jest zaskakiwanie widza. Nie zdradzę za dużo wyjaśniając tylko, że kolejna sekwencja dzieje się na pustyni, na drodze której używa pies z kulawą nogą, albo okazyjnie – wielbłąd. Tam właśnie Jonathan Feldmann, z trzema podobnymi mu młokosami, odbywa swoją służbę wojskową. Pełne absurdalnego i czarnego humoru sceny kolejny raz, niczym w Libanie, pokazują bezsens wojny, siłę przypadku i nieubłagany los wiszący nad bohaterami. W tytule nawiązującym do kodu używanego przez wojskowych, ale też do stylu tańca, reżyser pokazuje błędne koło, w którym tkwią od czasów II wojny światowej Izraelczycy. Kolejne pokolenia doświadczane są przez konflikty zbrojne, zostawiając blizny nie tylko na ciele, ale i w umysłach walczących.

Foxtrot jest produkcją prawie idealną, poza przyciężkawą sekwencją końcową, gdzie wracamy znowu do mieszkania. Jednak ten bogaty w znaczenia film jak na razie jest najlepszym tytułem pokazanym w weneckim konkursie. Samuel Maoz przyznaje, że do tej pory tylko dwa razy miał na sobie garnitur. Pierwszy raz podczas swojej bar micwy, drugi raz w 2009 roku w Wenecji. Jest szansa, że ubierze go w tym roku po raz trzeci.

Ocena: 9/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: