Wonder Woman

gal-gadot-as-wonder-woman-climbing-out-of-the-trenches-1000x600

Wonder Woman

reż. Patty Jenkins

Pytanie numer 1: czy Warner Bros. uda się wycisnąć z uniwersum komiksowego DC film lepszy niż The Dark Knight? Odpowiedź jest prosta – nie. Przynajmniej nie na razie. Ale Wonder Woman jest świetnym przykładem na to, że Zack Snyder nie musi reżyserować kolejnych filmów o Supermanie i jego ekipie. Im mniej jego wpływów, tym lepiej. I gdyby Patty Jenkins dostała wolną rękę, może byłoby znakomicie.

Zobacz również: recenzja filmu Batman v Superman: Świt sprawiedliwości

Wonder Woman to typowe origin story, niczym pierwszy film o Kapitanie Ameryka. Diana (zmysłowa, cudowna, piękna, magnetyzująca Gal Gadot) dostaje przesyłkę z Wayne Enterprises. W walizeczce jest oryginał zdjęcia zrobionego dziesiątki lat temu. Na nim bohaterka w towarzystwie kilku mężczyzn, ubranych w mundury żołnierskie. Fotografia wywołuje wspomininia i cofamy się do przeszłości… Rajska wyspa Amazonek, kraina wodospadów i silnych kobiet. Mała Diana, córka królowej Hippolity (Connie Nielsen) marzy o zostaniu wojowniczką, wbrew woli matki. Dziecko rozpoczyna sekretny trening pod okiem Antiopy (Robin Wright), aby kiedyś móc walczyć z odwiecznym wrogiem jej ludu – bogiem Aresem. Kilkanaście lat później spokój na wyspie zakłóca przybycie pewnego żołnierza – Steve’a (Chris Pine). Za nim podążają następni. Rozpętuje się prawdziwa walka, kule świszczą, włócznie fruwają w slow-motion, trupy padają, ale nie leje się kropla krwi (poza draśnięciem Diany). Wielka Wojna (nazwana później I wojną światową) odciska śmiertelne piętno na ojczyźnie Amazonek. Księżniczka podejmuje decyzję – trzeba skończyć z tą wojną, raz na zawsze zniszczyć Aresa i wtedy pokój zapanuje na świecie. Diana ze Stevem ruszają na front.

ntg_r1_c6v72_170418_022jt_g_r709.106832.tif

Biedna Diana nie wie, w co się pakuje. Nieobce jej są style walki wręcz, ale spotkanie z wyrafinowaną kulturą zachodniej Europy jest prawdziwym szokiem. Trzeba okryć półnagie ciało i uważać, co się mówi wśród mężczyzn. Kobiety pełnią rolę służalczą – to dla Amazonki jest chyba największa potwarz. Wiele scen, w których Diana pokazuje absurdy naszej kultury, wywoła salwy śmiechu w kinie. Podobnie, jak wymiany zdań i sceny z bohaterem granym przez Chrisa Pine’a. Z przyjemnością ogląda się film, w którym ktoś napisał zabawne dialogi – jasne, koncept stary jak świat, ale mimo wszystko dobrze się ogląda. To właściwie można powiedzieć o całej Wonder Woman – nikt tu prochu nie wymyśla i twórcy starają się raczej nie udziwniać (jednotorowa narracja, brak flashbacków). Co wychodzi filmowi na dobre.

Zobacz również: recenzja filmu Kapitan Ameryka – pierwsze starcie

Środkowa część robi najlepsze wrażenie – Diana, Steve i ich trójka towarzyszy trafiają na front. Tu księżniczka doświadczy prawdziwych okropieństw wojny. Pacyfistyczny i feministyczny wydźwięk tej produkcji idą ręka w rękę. Mężczyźni ukazani są jako manipulatorzy, którzy kierują ten świat w stronę zagłady. Jednak nie spodziewajmy się tutaj Szeregowca Ryana – aby młodzi widzowie mogli pójść do kina, reżyserka zdecydowała się unikać krwi i makabrycznych szczegółów gdzie się da. Jedyny moment rodem z horroru to maska, którą nosi jedna z postaci. Jak wiadomo, złoczyńca piękny być nie może.

WONDER WOMAN

O grającej tytułową postać aktorce mógłbym pisać poematy, sławiące jej urodę, grację i siłę spojrzenia. Gadot radzi sobie nieźle też z banalnie zarysowaną psychologią jej bohaterki. Wygrywa, co się da. Umówmy się, że Oscara z tego nie będzie, ale była modelka nie ma się czego wstydzić. Jest wystarczająco dobra, żeby nas omamić. Właśnie stała się ikoną. Wonder Woman to Gal Gadot. Kropka.

W samej końcówce filmu zaczyna się robić ciężkawo. Nie chcę nic spojlerować, ale muszę napisać, że bez tej części byłbym w stanie dać nawet dwa oczka więcej. Nawet, jeżeli nie miałoby to sensu i nie kończyło jakże zbędnym Wielkim (duże „w” nieprzypadkowe) pojedynkiem. Bo znowu są przemowy, podniosła muzyka i ujęcia rodem z BvS. Zack Snyder pewnie siedział na planie i z tylnego krzesła krzyczał: „a teraz lewitujsz!”, „a teraz kawał ziemi lewituje!”, „a teraz wszyscy latamy!”. Robi się niepotrzebnie absurdalnie. Im więcej efektów specjalnych, tym gorzej. Chyba dotykamy pewnego apogeum jeżeli chodzi o CGI, bo filmowcy starają się aż za bardzo i dużo efektów wygląda tandetnie.

Zapomniałem już prawie, jak fajne to uczucie wyjść z filmu DC i nie czuć doła albo mieć ochotę rzucić wiązanką przekleństw. Wonder Woman spełnia swoje zadanie jako dobry, rozrywkowy film, nieźle balansując humor i powagę, próbując mówić o ważnych sprawach w prosty sposób. Jasne, gdzieniegdzie oczami wywracamy, ale częściej wpatrzeni jesteśmy w perfekcyjną Gal Gadot. Choćby dla niej warto wybrać się do kina, nieważne, czy jest się mężczyzną, czy kobietą.

Ocena: 6/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: