Nigdy cię tu nie było

YOU WERE NEVER REALLY HERE - LYNNE RAMSAY

You Were Never Really Here

reż. Lynne Ramsay

Jeszcze przed pokazem filmu Lynne Ramsay krążyły plotki, że reżyserka dramatu Musimy porozmawiać o Kevinie ciągle pracuje nad finalną wersją swojego nowego obrazu i zobaczymy jeszcze niedokończoną kopię. To prawda, brak napisów końcowych i dodana w ostatniej chwili ścieżka dźwiękowa autorstwa Johnny’ego Greenwooda (członek grupy Radiohead) mogły sugerować, że film czeka kilka technicznych poprawek. Nie wydaje mi się jednak, żeby Nigdy cię tu nie było (You Were Never Really Here) trzeba było jakoś diametralnie przerabiać. Pokazany w konkursie głównym tytuł ma w sobie surowość i energię, której brakuje w dzisiejszym kinie wielu doświadczonym reżyserom. Twórczyni instynktownie pojmuje formułę, że fabularnie w filmie nie trzeba wszystkiego wyjaśniać, zostawiając miejsca na niedopowiedzenia. A montaż, dźwięk oraz zdjęcia tworzą unikalną całość, współgrając ze sobą znakomicie. A aktorzy? Znane nazwiska są o tyle ważne, co świeże i młode twarze. Lynne Ramsay panuje nad wszystkim silną, pewną ręką.

Nigdy cię tu nie było ] ma w sobie coś z Taksówkarza, Leona zawodowca i Drive. Joaquin Phoenix wciela się w Joe’ego, człowieka do wynajęcia, zajmującego się odbijaniem dzieci z rąk porywaczy, pedofilów i handlarzy żywym towarem. Mężczyzna kiedy nie realizuje niebezpiecznych zleceń, zajmuje się swoją starzejącą się matką (Judith Roberts). Bohater wraca z Cincinnati z raną na ramieniu, ale szybko pojawia się kolejna robota. Organizator jego brudnych aktywności John (John McDoman) powierza mu odnalezienie trzynastoletniej córki senatora Votto (Alex Manette), która najpewniej uprowadzona została przez kogoś zajmującego się prostytuowaniem nieletnich. Joe bez wahania podejmuje się wykonaniu zadania, nie widząc, w jaki chaos się pakuje.

Streszczenie tej historii sugeruje brak oryginalności, ale wcale nie oddaje wielowarstwowości produkcji. Ten momentami brutalny film ma wizualne wskazówki, krótkie wstawki montażowe, które są przebłyskami z przeszłości Joe’ego, budują dodatkowe znaczenia. Z tych skrawków możemy dowiedzieć się, kim był w przeszłości bohater (żołnierz służący w Iraku lub Afganistanie, agent FBI) oraz jak jego dzieciństwo i trauma spowodowana przez ojca – oprawcę ukształtowała jego psychikę. Postać grana przez Phoenixa od samego początku jest ambiwalentna: na podstawie kilku ujęć (zbroczony krwią młotek, zdjęcie młodej Azjatki, należąca do kogoś złota biżuteria) nie wiemy, czy czasem nie jest zimnym mordercą, zabijającym dzieci. Jego zmęczona, zarośnięta gęstą brodą twarz, nie zdradza zbyt wiele emocji. Ramsay daje dzięki flashbackom daje nam unikalny wgląd w psychikę tego człowieka. Nie zdziwi nas zatem fakt, że ten zdeterminowany, świetnie wyszkolony taktycznie człowiek co chwila szuka okazji do popełnienia samobójstwa. Matka wydaje się być jedyną osobą, która trzyma go przy życiu.

You_Were_Never_Really_Here_lead1

Towarzyszący Phoenixowi aktorzy nie odwracają naszej uwagi i są raczej rzetelnymi wypełniaczami. Inaczej rzecz ma się z grającą uprowadzoną dziewczynkę Ninę Ekateriną Samsonową. Aktorka ma w sobie to samo dzikie spojrzenie, połączone z niewinną twarzą, które miały w przytoczonych wyżej filmach Natalie Portman i Jodie Foster na początku swojej kariery. Jej rola, krótka, ale kluczowa, jest jednym z jaśniejszych punktów produkcji.

Cenię sobie odwagę Ramsay na igranie z przyzwyczajeniami widza, na ciągłym wizualnym trzymaniu go w szachu. Kilka scen to prawdziwe majstersztyki. W obydwu reżyserka używa motywu muzycznego, który tnie niesynchronicznie z obrazem (w ścieżce dźwiękowej przy każdym cięciu powstają sekundowe dziury i przeskoki, niczym w zacinającej się winylowej płycie). Ten zabieg ma świetny efekt, burzący rytm sceny, dodający jej szorstkości i mam nadzieję, że twórczyni nie pokusi się na wypolerowanie tego efektu przed upublicznieniem finalnej wersji tego obrazu.

Kilkakrotnie w tym roku w Cannes okazało się, że kino gatunków ciągle może być interesujące, mimo iż wałkuje ono utarte schematy. Dzięki takim twórcom jak Lynne Ramsay wiemy, że sztuka przez duże S w filmie nie oznacza nudy i pretensjonalności. Odwaga i łatwość w badaniu granic sztuk wizualnych charakteryzuje najlepszych autorów kina. Brytyjska reżyserka na pewno się do nich zalicza.

Ocena: 9/10

Film wyróżniony został podczas 70. Festiwalu Filmowego w Cannes 2017 dwoma laurami: Lynne Ramsay otrzymała nagrodę za Najlepszy scenariusz, a Joaquin Phoenix – za Najlepszą rolę męską

One thought on “Nigdy cię tu nie było

Add yours

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: