Kobiety mojego życia


Ismaël’s Ghosts / Les fantômes d’Ismaël

reż. Arnaud Desplechin

W tym roku wieczór otwarcia Cannes nalał do Francuzów. Na 70. rocznicę imprezy nie wypadało wybrać produkcji z innego kraju. Arnaud Desplechin zaliczył swój debiut właśnie na Lazurowym Wybrzeżu dwadzieścia pięć lat temu. Jego najnowszy film spodobać się powinien głównie zwolennikom talentu reżysera, ale przyciągnąć do kin może także obsada – w Kobietach mojego życia (Les fantômes d’Ismaël) występują najbardziej rozchwytywani francuscy aktorzy młodego i średniego pokolenia.
Desplechin od samego początku kołuje i dezorientuje widza. Rozpoczyna swój film niczym polityczny dreszczowiec, w którym śledzić będziemy niejakiego Ivana (Louis Garrel), który otrzymuje pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Kiedy tylko robi się intrygująco, twórcy obnażają ten fragment, który powraca potem kilkukrotnie, jako scenariusz, nad którym pracuje Ismaël (Mathieu Amalric), reżyser przechodzący kryzys twórczy. Powoli poznajmy kolejne osoby z otoczenia bohatera – cierpiącego na depresję ojca jego byłej żony (László Szabó) i kochankę Sylvię (Charlotte Gainsbourg). Stosując retrospekcje, twórca pozwala nam się przyjrzeć początkowi znajomości kobiety i Ismaëla, ale szybko dorzuca do tej dwójki element wstrząsający. Oto nagle, zupełnie znikąd, po dwudziestu latach nieobecności, w życiu ekranowego reżysera zjawia się jego była żona Carlotta (Marion Cotillard). Kobieta zdaje się być tytułowym duchem, ale jest jak najbardziej osobą z krwi i kości. Powstały w ten sposób trójkąt nieustannie zmienia dynamikę pomiędzy postaciami.


Francuski twórca kilkukrotnie odwołuje się do koszmarów, które męczą prawie wszystkie postacie. To chyba najlepszy klucz, by interpretować ten obraz. Sny są w filmie Desplechina sferą niepożądaną, nad którą nie ma kontroli. Ismaël łyka kolejne tabletki, żeby spać tak mocno, by nie śnić. Ivan, bohater jego scenariusza, unika mar nocnych wspomagając się chemią. W filmie niczym w logice snu wątki przeplatają się ze sobą, przeszłość miesza się z teraźniejszością, pozorny spokój za chwilę kończy się cierpieniem. Zazdrość i kłamstwa bolą równie mocno co momenty prawdziwej miłości i erotyczne uniesienia. Postacie ewoluują i zmienią się – nikt do końca nie jest tym, za kogo go uważaliśmy. Gatunkowo obraz zmienia ton, od melodramatycznego po komediowy, jakby reżyser chciał jeszcze bardziej podkreślić synkretyzm swojej produkcji.

Niełatwy w odbiorze film często wprawia widza w irytację i sprawia, że oglądanie go jest dużym wyzwaniem. Aktorzy wypadają naprawdę dobrze, szczególnie Amalric świetnie sprawdza się w roli cierpiącego twórcy. Ta propozycja, pokazana na rozpoczęcie festiwalu w Cannes, jest jednak miłą odmianą od niezobowiązujących filmów w stylu Cafe Society czy Księżna Monaco, które w otwierały imprezę w ostatnich latach.

Ocena: 4/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: