The Dinner

the_dinner_steve_coogan_laura_linney

The Dinner

reż. Oren Moverman

Nietrudno wyobrazić sobie co się wydarzy, gdy dwie pary z problemami i przeszłością znajdą się razem w restauracji. Dość szybko stare sprawy zaczną wypływać na wierzch, a nowe kłopoty tylko dolewają oliwy do ognia. Nie pomoże nawet wykwintna kuchnia i wytworne wnętrze – szczególnie w sytuacji, kiedy jeden z biesiadników ma poważne problemy psychiczne.

The Dinner jest ekranizacją bestsellerowej holenderskiej powieści Herman Kocha i ma wszystkie elementy, który powinien mieć potencjalny hit. Świetnych aktorów, nietuzinkowego reżysera i intrygujące pytanie w swoim sednie. Niestety, ze względu na swoją neurotyczną konstrukcję, brak konsekwencji w prowadzeniu głównego wątku oraz brak chemii między bohaterami, będzie z tego niewypał, który przemówi tylko do bardziej wymagającej publiczności.

Steve Coogan, bez brytyjskiego akcentu i typowego uśmieszku na twarzy, gra Paula Lohmana, byłego nauczyciela, młodszego brata kongresmena – Stana, w którego wciela się Richard Gere. Ten jest typowym człowiekiem sukcesu, który obecnie stara się przepchnąć przez kongres ustawę o refundowaniu leczenia psychiatrycznego. Druga żona Stana to Katelyn (Rebecca Hall), typowa „żona trofeum” – młodsza od poprzedniczki, która znalazła drogę do serca polityka będąc najpierw jego asystentką. Claire, żona Paula (Laura Linney), to prawdziwa lwica w przebraniu łani, która potrafi bronić swojego syna do ostatniej kropli krwi. No właśnie, rzeczony syn, wraz z dwójką dzieci Stana (w tym jeden adoptowany), będą przyczyną owego spotkania. Chłopcy nabroili – i to konkretnie. Na wadze staje ich przyszłość, ale też kariera ich rodziców. Ale zanim dowiemy się więcej o nich samych, w retrospekcjach poznamy bliżej związki między parą, chorobę psychiczną Paula i walkę z rakiem Claire. Finałowe piętnaście minut będzie prawdziwą kulminacją emocji… ale o rozwiązaniu akcji nie dowiemy się nic.

Gdyby nie Coogan, który zagrał najdojrzalszą rolę w karierze (oczywiście zaraz po Alanie Partridge’u!), pewnie wyszedłbym z kina przed końcem seansu. Jego postać ma w sobie magnetyzm, szaleństwo i czarny, ciężki humor i sarkazm, z którego raczej nie wypada się śmiać. Steve nie szarżuje, choć jego postać, przeżywająca załamanie nerwowe, aż się o to prosi. Chwilami go rozumiemy, kiedy docina obsługującemu ich kelnerowi, będąc na granicy bezczelności. Budzi przerażenie i śmiech, kiedy wychodzi z klasy trzaskając drzwiami, wyzywając swoich uczniów od idiotów. Na końcu i my, widzowie, uświadamiamy sobie, że on jest najbardziej samotną osobą w tym gronie.

Dobrze radzi sobie jeszcze Rebecca Hall, ale zarówno Gere i Linney popadają w przeciętność. Skory do wizualnych przerysowań reżyser (przypomnijcie sobie Brudnego glinę z Woodym Harrelsonem) idzie o krok za daleko, ale nie można mu odebrać ambicji w próbie oddania mentalnego stanu głównego bohatera. Jednak do poziomu Kto się boi Wirginii Wolf, światowej klasy wariacji na temat „dwie pary skaczą sobie do gardeł”, tej produkcji dość daleko.

Ocena: 4/10

Berlinale 2017, konkurs główny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: