Félicité

felicite_01

Félicité

reż. Alain Gomis

Zaczyna się niczym nigdy nie nakręcony, afrykański film braci Dardenne, a kończy… jakby nie mogło się skończyć. Kolejny film w konkursie głównym Berlinale, w którym brak ograniczeń przy montażu i produkcji skutkują tym, że połowa filmu wypełniona jest jakąś niepotrzebną miałkością.

W centrum historii jest tytułowa Félicité (Véro Tshanda Beya) – piosenkarka, niezależna, silna, nie dająca sobie w kaszę dmuchać kobieta, która pewnego poranka dowiaduje się, że jej syn trafił w ciężkim stanie do szpitala. Nie szczędząc pieniędzy chce zapewnić mu najlepszą opiekę. Oprócz odłożonych pieniędzy ta dumna kobieta będzie musiała prosić bliższych i dalszych znajomych o pomoc. Ponieważ w Kinszasie większości ludzi się nie przelewa, o pożyczkę nie jest łatwo. Kiedy już uda jej się zebrać wymaganą przez lekarzy sumę, okaże się, że syn stracił nogę.

Félicité pomaga Tabu (Papi Mpaka), za dnia mechanik, wieczorami imprezowicz nie stroniący od alkoholu. Każdego wieczora zjawia się w barze, w którym śpiewa Félicité z zespołem, upija się do nieprzytomności i wszczyna jakąś awanturę, kończąc noc z twarzą na glebie. Ponieważ Tabu zaczął naprawiać lodówkę kobiety (lajtmotyw ciągnący się cały film), przebywa z nią coraz więcej czasu. I z jej synem, który od czasu wypadku decyduje się nie kontaktować z otaczającymi go ludźmi.

felicite_02

Sprawy socjalne w filmie Gomisa są równie ważne co uczucia ludzkie. Z ciekawością oglądamy główną bohaterkę, osobę szorstką, twardą i niedostępną, jak zmienia się jej relacje z najbliższymi, a szczególnie z Tabu. To nie jest film, w którym dzieją się wielkie dramaty i pada mnóstwo ważnych słów. Tutaj mały uśmiech czy dotyk są kluczowymi, małymi cudami.

Na równi z wizualnym stylem (kamera z ręki, naturalne oświetlenie) plasuje się muzyka, zarówno wykonywana przez główną bohaterkę, naszpikowana emocjami, jak i klasyczne kompozycje wykonywane przez chór i orkiestrę. Félicité jest podróżą po biednym, skalanym konfliktami i uprzedzeniami kraju i kontynencie, gdzie prawdziwą duszą są jego mieszkańcy. Szkoda tylko, że reżyser nie skusił się o skrócenie trzeciej części produkcji – po przybyciu chłopca do domu akcja traci zupełnie swoje tempo, a widz niecierpliwie wyczekuje oczywistego zakończenia.

Ocena: 5/10

Berlinale 2017, konkurs główny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: