Django

django_reda-kateb

Django

reż. Etienne Comar

Debiutancki film francuskiego reżysera opowiada historię sławnego gitarzysty Django Reinhardta , który w latach 30. i 40. czarował mieszkańców Paryża swoją muzyką. Wybuchowa mieszanka jazzu, swingu, bluesa oraz muzyki cygańskiej, niesamowita technika gry oraz talent przysporzyły mu fanów na całym świecie. Twórcy skupili się na krótkim epizodzie w jego życiu, kiedy to pomiędzy 1943 a 45 rokiem przyszło mu walczyć o przetrwanie w okupowanym przez faszystów kraju.

W czasie rosnących prześladowań Romów w Europie, pochodzący z cygańskiej rodziny Django i jego muzyka są swoistym fenomenem. Gitarzysta ze swoim zespołem potrafią sprzedać pełną salę, na której bawią się także hitlerowscy oficjele. Mimo tego, iż jego twórczość określana jest mianem „małpiej muzyki”, wysoko postawieni oficerowie organizują Django trasę koncertową po Niemczech, gdzie oglądać będzie go mógł Goebbels, a może i sam Hitler. Oczywiście, muzyk musiałby zmienić tempo, odrzucić bluesa i swing – i powinno być dobrze. Ale jak każdy artysta, tym bardziej z cygańską duszą, Reinhardta nie ma zamiaru łatwo się uginać. Ba, czasami nawet trudno go zaciągnąć na własny występ. Za namową damę nocnego życia w Paryżu, Louise de Klerk (Cécile De France), Django zabiera rodzinę na granicę ze Szwajcarią, gdzie ruch oporu ma pomóc im w przedostaniu się do neutralnego państwa.

django_reda-kateb_cecile_de_france

Grający głównego bohatera Reda Kateb świetnie oddaje nonszalancję i magnetyzm Django, ale on jest jednym z niewielu jasnych punktów produkcji. Drugim jest oczywiście muzyka, która broni się sama. W sposób, jaki zostaje pokazana, w różnych kontekstach (grupa cyganów grających w lesie, duży koncert, przygrywanie do tańca w lokalnej tawernie) i w różnych nastrojach, jeszcze dodaje jej magii. W sekwencji koncertu w zamku dla nazistowskich oficjeli twórcy podkreślają też uwodzicielską, niemalże czarującą moc gitary Django. To niestety jeden z niewielu momentów, kiedy czujemy ciary na skórze. Bo większość filmu utonęła w dość ślamazarnym sposobie prowadzenia akcji – kolejne sceny doklejane są do siebie na siłę, przez co trudniej wejść w świat przedstawiony. Cierpią na tym także postacie – poza główną parą reszta nie zostaje w pamięci ani na chwilę. I jest jeszcze jeden, irytujący element – ani przez moment, może poza otwierającą sekwencją, nie daje się wyczuć, że mamy do czynienia z sytuacją, w której ktoś może zginąć. Wojna, jak to często we francuskich filmach bywa, znów przedstawiona została przy użyciu klisz. Romantyczna wizja Paryża z czasów okupacji nijak nie pasuje do opowieści o eksterminacji i śmierci setek tysięcy ludzi, których jedyną wadą było ich pochodzenie.

Ocena 4/10

Berlinale 2017, konkurs główny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: