The Bad Batch

Suki Waterhouse The Bad Batch Wenecja

The Bad Batch

reż. Any Lili Amirpour

Produkcja zdaje się kontynuować tradycję filmów, które podziwiać można za nastrój, natomiast historię zmieścić można w jednym akapicie. Podobnie jak duchowy brat filmu – Neon Demon – bierze na tapetę ekstremalne, ludzkie zachowania w pewnej grupie społecznej. Nie zdradzę za dużo pisząc, że chodzi tu o zjadanie przedstawicieli swojego gatunku. U Windinga-Refna miało to miejsce w środowisku modelek. Irańska reżyserka przenosi nas do nieokreślonej przyszłości w Teksasie, gdzie wyrzutki społeczne istnieją poza oficjalnym społeczeństwem. Wytatuowani ze skrótem BB (bad batch) i numerem za uchem zostawieni są na pastwę tego, co za wysokim płotem. Zbyt biedni, za starzy, za głupi, imigranci. Oraz kanibale, którzy zjadają najsłabszych.

Zobacz również: Neon Demon – recenzja filmu z festiwalu Cannes

Arlen (Suki Waterhouse) nie ma szczęścia i pięć minut po opuszczeniu terytorium Stanów Zjednoczonych znajdują ją amatorzy ludzkiego mięsa. Odurzona traci rękę i nogę, które wylądują na grillu, ale nie trzeźwość umysłu. Udaje jej się zabić oprawczyni i jakimś cudem wydostać z miejsca zwanego The Bridge. Pomaga jej niemy włóczęga z wózkiem na zakupy (Jim Carrey), który porzuca dziewczynę pod otoczonym murem osady o ironicznej nazwie Comfort. Choć tam nikt nie zjada ludzi, to o komforcie życia nie ma mowy. Chyba, że jest się blisko lidera społeczności, trochę kaznodzieji jakiejś sekty, trochę Elvisa – faceta o imieniu The Dream (Keanu Reeves). Motto jego wyznawców brzmi: „You can’t enter the dream, untill The Dream enters you” – otacza go wianuszek kobiet, po części ciężarnych, z koszulkami z napisem – „The Dream lives inside me”. Arlen pięć miesięcy po incydencie z kanibalami, tym razem z protezą nogi, powędruje w stronę The Bridge, zabije kolejną kobietę z tej grupy, oraz sprowadzi do Comfort młodą dziewczynkę. Jej drogi skrzyżują się z przywódcą kanibali – Miami Manem (Jason Momoa) – który poszukuje swojej córki. Ich spotkanie będzie początkiem nieprzeciętnej znajomości.

Jason Momoa i Suki Waterhouse w The Bad Batch Wenecja

Ana Lili Amirpour stawia w swoim drugim pełnometrażowym filmie na nastrój i to wychodzi jej znakomicie. Zamieniła czarno-białe zdjęcia z O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu na kolorowe, nasycone barwami, ale te są równie stylowe, co w debiucie. Do tego ścieżka dźwiękowa, która nie tyle wspaniale puentuje sceny, czasem będąc ich zamierzonym kontrapunktem (np. przebój Ace of Base grany podczas pierwszej sceny odcinania kończyn), ale najbardziej pomaga w budowaniu niesamowitej aury. W mieście świecą neony, wieczorami rozbrzmiewa muzyka house ze sceny zaprojetkowanej na wzór magnetofonu z lat 80. Reżyserka kłania się innym klasykom kina, jak Mad Max (ucięta ręka przypomina postać Furii granej przez Charlize Theron), czy Kret Jodorowskiego (wszechobecna pustynia). Jako wynik lokuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma filmami – za mało w nim akcji w porównaniu do Wojownika szos, za dużo niedociągnięć, stawiając obok arcydzieła Chilijczyka.

Obiecująca produkcja spod ręki Amirpour ma swoje wady, momentami za bardzo się wlecze, a pewne koncepcje nie zostały do końca przemyślane. Jednak jest szansa, że miłośnicy nieprzeciętnego, oryginalnego kina, docenią The Bad Batch nie tylko za piękne zdjęcia i muzykę.

Ocena: 6/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: