Everybody Wants Some!!

Kadr z filmu Everybody Wants Some!! reż. Richard Linklater - recenzja

Everybody Wants Some!!

Premiera Wielka Brytania: 13/05/2016

Kto?

Reżyseruje Richard Linklater, od lat robiący podobne kino – o zwykłych ludziach, prowadzących długie dyskusje niby o niczym – jedna rozwlekła się na trylogię (Przed wschodem słońca, Przed zachodem słońca, Przed północą), inna dzieje się na przestrzeni dwunastu lat i tak długo była kręcona (Boyhood);

Występuje… dużo aktorów i aktorek, których rozpoznać w stanie będą tylko zagorzali fani z niszowych seriali telewizyjnych i drugoplanowych roli w przeciętnych filmach – słowem, nikt z nazwiskiem.

O czym?

Trzy dni przed początkiem semestru na uczelni w 1980 roku „pierwszak” zjawia się w domu studenckim, który będzie dzielił ze swoimi kolegami z drużyny baseballowej. Zanim grupa trafi na boisko, przed prawie półtorej godziny przyglądamy się ich zabawie – flirtowaniu z dziewczynami, organizowaniu imprez, współzawodnictwie, kolejnym imprezom, czyli piciu piwa, paleniu marihuany i zagadywaniu kolejnych niewiast. Jest luzacko i zabawnie. Słowem – nic się nie dzieje, ale ogląda się przednio.

Linklater wrócił w tym filmie do korzeni – Everybody Wants Some!! jest duchowym sequelem Uczniowskiej balangi (Dazed and Confused) z 1993 roku. Tam mitologizował lata 70. podczas licealnej imprezy, tutaj – kolejną dekadę, rozerwaną kulturowo pomiędzy dogorywającymi ideałami dzieci kwiatów i muzyką progresywną (dźwięki Pink Floyd towarzyszą świetnej scenie „upalania się”), roztańczoną erą disco i glam (rodem z Gorączki sobotniej nocy), a kontrkulturą punk i soft metalem spod znaku Van Halen. A ponieważ akcja rozgrywa się na amerykańskim południu, do tego dochodzi jeszcze country, zawsze żywe w Teksasie – nie obędzie się bez imprezy w stodole i tańcu w rytm piosenki „Cotton Eye Joe”. Bohaterowie chodzą z imprezy na imprezę, adaptują się, nie tracąc swojej tożsamości. Właśnie takie eklektyczne były lata 80.! Kto nie słuchał wtedy Michaela Jacksona, Blondie i Europe w jednym ciągu, ten kłamie, że pamięta te czasy.

Blake Jenner i Zoe Deutch w filmie Everybody Wants Some!! reż. Richard Linklater - recenzja

Zobacz również: recenzja filmu American Honey z festiwalu Cannes 2016

Nostalgia to słowo klucz do filmu Liklatera. Idealizowana wizja przeszłości, w której fryzury, moda, muzyka i relacje między ludźmi wyglądają pewnie lepiej niż w rzeczywistości, jest niemalże odkopaną po latach kapsułą. Będę bronił wizji reżysera, który mitologizuje tamte czasy – to naturalny odruch ludzki, tak działa nasza pamięć. Jest to podróż do przeszłości w wydaniu amerykańskim, co oznacza, że są nieodłączne krążowniki szos, arkady z grami „Space Invaders”, bilard, stoły do ping-ponga, winyle, marihuana, piwo z beczki pite do góry nogami. Młodzież z uniwerku wygłupia się cały dzień, imprezuje całą noc, a potem wstaje rano, by robić wszystko to od początku. Są rozmowy o seksie i kobietach, nigdy nie ocierające się o wulgarność dzisiejszych dyskusji, jest picie do późna, ale nigdy do zaliczenia zgonu, są niesnaski i szarpaniny, nigdy nie eskalujące do wielkich konfliktów. Kiedy jeden z bohaterów wyjeżdża do domu, bo jego dziewczyna być może jest w ciąży, w innym filmie zakończyło by się to jakąś tragedią. Tu na to nie ma miejsca. Wszyscy cali i zdrowi dotrą do końca tej krótkiej podróży. Wiszące w powietrzu dramaty rozładowuje bezpretensjonalny, celny humor.

Everybody Wants Some!! ze względu na minimalistyczną akcję (w filmowym rozumieniu tego słowa) trudno jest sprzedać, a co za tym idzie – dotrzeć do szerszej publiczności. Film ten nie zdobędzie ani rozgłosu Boyhood, ani nie osiągnie jego wyników finansowych. Przez wielu zostanie zignorowany. Szkoda, bo fascynujące, jak z tego materiału reżyser tworzy wciągający i interesujący konstrukt. Z postaciami z krwi i kości, granymi przez świetnych aktorów (połowie z nich wróżę świetlaną przyszłość). Siła emanująca z tego filmu jest nie do przecenienia, pozostawia nas w błogim stanie rozkoszy, z uśmiechem na ustach, z niezapomnianymi piosenkami w głowach. Porównać to można tylko do uczucia słodko-gorzkiej nostalgii, która towarzyszy oglądaniu starego albumu ze zdjęciami. Jak śpiewał Kazik Staszewski: „stare czasy, stare dobre czasy, one nigdy już nie wrócą”.

Dla kogo?

Dla miłośników kina Linklatera; hipsterów zafascynowanych tym, jak wyglądali ludzie w latach 80. oraz dla tych, którzy chcieliby zobaczyć, jak mogłyby wyglądać komedie w stylu American Pie czy Stary, gdzie moja bryka. Dla pokolenia, które zna tamte lata – obowiązkowo.

Ocena: 8/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: