X-Men: Apocalypse

x-men_apocalypse_8

X-Men: Apocalypse

reż. Bryan Singer

Mutanty powróciły. Nie, nie żółwie ninja, tylko te ludzkie, obdarzone nadprzyrodzonymi zdolnościami, znów zawitały na ekranach kin. W serii stworzonej przez Bryana Singera trzecią część nowej trylogii popełnił jej założyciel. Jak mało kto zna to uniwersum, co być może przysłoniło mu zdrowy rozsądek. X-Men: Apocalypse okazuje się bardziej fan-filmem, skierowanym do wiernych wyznawców produkcji, niż do nowej publiczności. Choć nawet miłośnicy mogą poczuć się skołowani i trochę rozczarowani. Lepiej już było.

Tytułowy Pan Apokalipsa (Oscar Isaac) to pierwszy mutant w historii (choć ponoć mutacje ludzkich genów obserwowano dopiero od lat 60. ubiegłego stulecia). W starożytnym Egipcie pełnił funkcję boga, przejmując od innych mutantów kolejne siły, dzięki czemu stał się potężny i nieśmiertelny. I pewnie rządziłby dziś światem, gdyby nie spisek przeciw niemu, który zostawił go zakopanego pod ruinami piramidy na długie stulecia. Jako że Apokalipsa czerpie swoje siły z promieni słońca (niczym Superman), dopiero długie poszukiwania jego wyznawców doprowadzą do jego przebudzenia w 1983 roku. Mutant szybko nadrabia stracony czas podłączając się do telewizji satelitarnej (nielegalnie!) i zaczyna kompletować swoich Czterech Jeźdźców. Najpierw będzie chaos i spustoszenie, a kontrola nad światem to następny krok.

x-men_apocalypse_6

Zobacz również: recenzja filmu X-Men: Pierwsza klasa

Poznajemy nowych-starych bohaterów (czyli młodsze wersje postaci, które widzieliśmy w oryginalnej trylogii – jak Storm, Nightcrawler i Angel), a co ze starym znajomymi? Magneto vel Erik Lehnsherr (Michael Fassbender) dziesięć lat po wydarzeniach sprzed Białego Domu, postanowił skorzystać z folderów reklamowych linii lotniczych LOT i osiedlił się w… komunistycznej Polsce! Pracuje w hucie, ma żonę, dziecko, (prawie) płynnie mówi po polsku. I nie używa swoich sił, bo żyje incognito. Aż do momentu, w którym przyjdzie mu uratować kolegę z pracy. Jego cudowna idylla dobiegła końca po dramatycznym wydarzeniu z udziałem milicji obywatelskiej. A wtedy Pan Apokalipsa zabierze go na zwiedzanie świata – rozpoczną od wycieczki do Oświęcimia…

Uff, już tyle się wydarzyło, a jeszcze nie wspomniałem o profesorze Charlesie Xavierze (James McAvoy). Jego szkoła dla utalentowanej młodzieży w zielonym i pogodnym Shire – znaczy się Westchester – kwitnie i zawitali tam nowi rekruci. Jean Grey (Sophie Turner z Gry o tron) pierwszy raz spotyka tam Scotta Summersa (Tye Sheridan), zanim chłopak zdoła odpowiednio kontrolować swoje palące spojrzenie. Zjawi się tam też Apokalipsa, który wyczuje potęgę Xaviera do komunikacji z całą ludzkością. Zdolność, którą trudno przecenić, potężny mutant będzie starał się przejąć najpierw po dobroci.

Masa postaci, jaka zawitała na ekranie, przyprawia o zawrót głowy. Film trwa przez to prawie dwie i pół godziny, choć i tak mamy poczucie, że nie każda postać daje z siebie tyle, co powinna. Odmłodzona Mystique (Jennifer Lawrence), sprowadzona do symbolu walki dla młodych mutantów, jest zaskakująco mało wyraźna, wygląda na znudzoną. A może jest zazdrosna, że nie gra pierwszych skrzypiec? Sophie Turner radzi sobie w swojej roli wyśmienicie i to jest głównie jej film. Jest w niej niewinność, mrok i smutek. McAvoy świetnie balansuje na granicy autoparodii, Fassbender sięga po drzemiący w nim ból i złość, a Issac stara się nie stracić pod ciężkim makijażem i kostiumem. Nigdy nie byłem fanem przemądrzałego Hanka / Bestii (Nicholas Hoult), ale tym wypadku ta irytująca postać nawet zyskała trochę sympatii. Kodi Smit-McPhee jako Kurt Wagner / Nightcrawler dostarcza jakże potrzebnych momentów komediowych.

x-men_apocalypse

Zobacz również: recenzja filmu Warcraft: Początek

A skoro o tym mowa – Quicksilver (Evan Peters) powraca z kolejną, zapierającą dech w piersiach sekwencją. Młodzian zamienił koszulkę z Pink Floyd na Rush (widać, że ciągle lubi rocka progresywnego) i pędzi szybciej niż Flash na ratunek młodym mutantom w szkole Xaviera. Fantastycznie zrealizowana scena jest bez wątpienia najlepszym momentem X-Men: Apocalypse, ale jest to kalka z Przeszłości, która nadejdzie.

W tym, że Singer lubi śmiać się z samego siebie oraz potrafi w niektórych scenach rozładować przekraczający granice rozsądku patos, widzę wielką zaletę filmu, który bez tego stoczyłyby się w rejony Fantastycznej Czwórki (uwaga! – oba tytuły mają tego samego scenarzystę). W jednej ze scen postacie udają się do kina na Powrót Jedi. „Wszyscy możemy się zgodzić, że trzecia część jest zawsze najgorsza” – kwituje wymianę zdań po seansie Jean Grey. Na pewno twórcy mieli na myśli Ostatni bastion (w którym, nomem omen, Grey ginie) – film, którego Singer nie wyreżyserował. A może reżyser też świadom jest tego, że Apocalypse nie wyszedł mu najlepiej.

Dla kogo jest to produkcja? Głównie dla fanów, nie oszukujmy się. Mimo kilku widowiskowych scen, łopatologicznego przesłania i ogólnie pogodnego nastroju. Nie znając tematu możecie czuć się zagubieni i znudzeni. Słuchanie drętwych dialogów nie pomaga. Kto gra kogo w przyszłości/przeszłości/innym wymiarze? Kto z kim się zwiąże/związał? Łapanie nawiązań to fajna zabawa, jeżeli tylko zna się kontekst i ma na to ochotę.

Ocena: 6/10

Premiera Polska 20/05/2016

Premiera Wielka Brytania 18/05/2016

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: