#Cannes2016 – Gimme Danger

gimme_danger

Gimme Danger

reż. Jim Jarmush

Kultowy reżyser opowiadający historię kultowej grupy rockowej – brzmi jak materiał na świetny, nieprzeciętny film dokumentalny. Spotkanie z Iggym Popem oraz pozostałymi członkami The Stooges mogło być pretekstem do zupełnie niebanalnego spojrzenia na ten niepokorny zespół, którego wpływy widoczne są do dziś. Niestety, Jarmush zadowolił się dość sztampowym podejściem do tematu – ale jako wielki fan ma do tego prawo.

Film zaczyna się od końca Iggy Pop and the Stooges – rok 1973, po sześciu latach życia w trasie i trzech płytach czuć wypalenie materiału. Zarówno muzycy mają gdzieś występy (często spóźniają się, albo w ogóle nie pojawiają się w salach koncerowych), jak i publika ma dość tej ekscentrycznej grupy – latające butelki w stronę lidera stały się normą. Zawieszenie działalności było naturalnym krokiem w historii zespołu. Tutaj reżyser cofa nas do samego początku. Iggy na luzie opowiada o swoim dzieciństwie, inspiracjach pozamuzycznych oraz pierwszych krokach w różnych kapelach. Dla fanów zespołu nie będzie to nic nowego, film raczej skierowany jest do widowni, która może odkryć muzykę grupy po latach i został nakręcony głównie dlatego, że zespół nie doczekała się oficjalnego filmu dokumentalnego. Mamy nie tylko stare zdjęcia, fragmenty nagrań koncertowych z różnych etapów istnienia, ale samych muzyków opowiadających o swojej karierze. Część z materiałów, podobnie jak w dokumencie o Nirvanie, zilustrowana została specjalnie stworzonymi animacjami. Nie jest ich zbyt dużo, ale też nie mamy nigdy poczucia, że oglądamy coś nowego.

Gdyby pod tym dokumentem podpisał się inny reżyser niż Jarmush, najpewniej film spotkał by się z mniejszym zainteresowaniem. Pokazywany jako jeden z dwóch tytułów tego twórcy podczas tegorocznego Cannes (zobacz recenzję Patersona tutaj), był okazją do ugotowania dwóch pieczeni na jednym ogniu i dodatkowej promocji. A dla Iggy Popa – założeniem smokingu i wyjściu na czerwony dywan chyba pierwszy raz w życiu. Ale muzyk i tak nie silił się z założeniem pod niego koszuli.

Ocena: 6/10

Zobacz również: recenzja dokumentu muzycznego Janis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: