Moje wielkie greckie wesele 2

aa58_d030_00145r_web

My Big Fat Greek Wedding 2

reż. Kirk Jones

Jako wielki fan oryginału, który swego czasu bił rekordy popularności i był jedną z najbardziej dochodowych komedii (kosztujący 5mln zielonych film zarobił 240…), z przyjemnością udałem się do kina. Bawiłem się świetnie, bo spotkanie z moją ulubioną grecką rodziną było równie przyjemne, jak świąteczny obiad u teściów. Było przyjemnie i wesoło! Wyszedłem z kina z uśmiechem na ustach.

Taką recenzję powinienem był napisać w Prima Aprilis, wtedy miałoby to więcej sensu.

Macie racje, powinienem mieć pretensje sam do siebie, bo przecież wiedziałem na jaki film idę. Może z czystego masochizmu, może z ciekawości, postanowiłem przypomnieć sobie, dlaczego czasem czuję zażenowanie na sali kinowej. Z kilku powodów. Od pieniężnego zacznę: sequel, choć powstał dopiero po 14 latach od oryginału, jest bezpardonowym skokiem na kasę (film już zarobił na siebie dwa razy). Historia nie ma w sobie krzty oryginalności – ale kto by się na nią silił, skoro pierwowzór był takim hitem. Mamy zatem te same stereotypy, dowcipy o rodzinie, mizoginiczne traktowanie kobiet, komedię slapstikową i przewidywalną do bólu fabułę, albo raczej zlepek jakoś powiązanych ze sobą scen. Postacie to ograne typy, nie ludzie z krwi i kości, a gdy już może zrobić się ciekawiej (wątek z homoseksualizmem), twórcy nie potrafią podjąć rękawicy. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, o czym jest ten film: o staruszkach wariujących z wiekiem, sile miłości, przyzwyczajenia, dorastaniu, więzach rodzinnych czy używaniu internetu przez dziadków? Po trosze o wszystkim, i w tym jest problem.

Z humorem nie jest najlepiej, bo większość dowcipów jest drugiego sortu, albo trafia kulą w płot. Część z nich jest tak zła, że nie ubawi nawet Greka. Z całej półtoragodzinnej fabuły można było całą akcję upchnąć w 20 minut i zostawić miejsce na samo wesele, które trwa na ekranie zgoła 10 minut. To trochę jak z „Batman v Superman” – film obiecuje mordobicie, a dostaje nam się marsz żałobny z przepychanką. Tutaj jest to samo – zamiast się bawić, czuję się, jakbym stroił salę, kościół i wysyłał zaproszenia. Miała być wesoła komedia, a na scenę wpuszczono amatora, który czyta dowcipy z książki o Masztalskich.

Z zażenowaniem oglądałem ten film, bo wiem, że nikt nie natrudził się zbytnio, ale rozumiem, że rachunki trzeba zapłacić i dzieciom książki do szkoły kupić. Nie polecam nikomu, nawet miłośnikom oryginału. Pewny rzeczy warto zachować tylko we wspomnieniach.

Premiera Wielka Brytania i Polska: 1/04/2016

Ocena: 2/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: