Ave, Cezar!

hailc4-xlarge

Hail, Caesar!

reż. Ethan Coen, Joel Coen

Dawno już nie widziałem braci Coen tak wyluzowanych w swoim materiale filmowym. Od czasu „Tajne przez poufne” , a może nawet od „Bracie, gdzie jesteś?”, nie pozwolili sobie na taką dawkę humoru i lekkości. Cofają się w fabule do Złotego Wieku Hollywood, składają hołd Fabryce Snów, umacniając jeszcze jej mitologię. Są rozkapryszone wielkie gwiazdy, filmy robione dla wielkich pieniędzy, ambitni reżyserzy i polityczne intrygi.

Główna oś intrygi kręci się wokół Eddiego Mannixa (Josh Brolin), hollywodzkiego „fixera”, który pilnuje, by wszystko w studio filmowym działało sprawnie, niczym w dobrze naoliwionej maszynie. Aktor ma pojawić się na planie, trzeba przejrzeć dniówki, komuś zapłacić, zdementować plotki w prasie, załatwić ślub lub rozwód, albo zwyczajnie dać komuś w pysk. Eddie trzyma wszystko żelazną ręką, więc nagłe zniknięcie aktora (George Clooney) w najnowszej kostiumowej produkcji o życiu Chrystusa, nie będzie po jego myśli. W poszukiwaniu śladów zaginionej gwiazdy Mannix wpadnie na trop komunistycznej grupy filmowców.

Zobacz także: recenzja filmu „Prawdziwe męstwo” braci Coen

Oczywiście fabuła jest raczej pretekstowa, a przedstawiane zderzenie poglądów komunistycznych i amerykańskiego pragmatyzmu jest grubymi nićmi szyte, ale to nie jest najważniejsza część „Ave, Cezar!”. Jest nią wspaniała, dowcipna wizja Hollywood, które twórcy starają się przedstawić, jakbyśmy tam byli. Widzimy z jednej strony wspaniale zrealizowane sekwencje (western, musical, dramat obyczajowy, film historyczny), by za chwilę zajrzeć za kurtynę i zobaczyć, kim naprawdę są grający tam aktorzy i w jakie tarapaty pakują się poza planem. Sekwencja z próbą przerobienia prostaczka znanego z wygłupów na koniu na aktora dramatycznego jest bezcenna. Ralph Finnes powoli tracący cierpliwość przechodzi aktorsko samego siebie. Podobnie genialnie prezentuje się panel dyskusyjny złożony z reprezentantów różnych wyznań, debatujący nad w wizerunkiem Jezusa w filmie. Ma być taki, by nikogo nie uraził, oraz ma przynieść wszystkim wielkie pieniądze. I w końcu Clooney strzelający miny podczas finalnego monologu swojej produkcji, jest prawdziwym ukoronowaniem „Ave, Cezar!”.

W scenach demaskujących brudną prawdę skrywaną pod wytworną powłoką Fabryki Snów, Coenowie nigdy nie posuwają się za daleko. Nie ma tu brutalnych morderstw, ludzi zepsutych do szpiku kości, krwiożerczej chciwości, które znamy z ich poprzednich produkcji. To łabędzi śpiew klasycznego Hollywood, które niczym rzymskie imperium, chyliło się wtedy ku upadkowi. Nikt o tym nie wiedział, a impreza trwała w najlepsze.

Ocena: 6/10

Premiera Wielka Brytania: 4/03/2016

Premiera Polska: 19/02/2016

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: