Spotlight

spotlight-data

Spotlight

reż. Tom McCarthy

Występują: Michael Keaton, Mark Ruffalo, Rachel McAdams, Liev Schrieber, Stanley Tucci, John Slattery

Kiedy oglądam taki film jak „Spotlight”, to dostaję gęsiej skórki. Nie ze względu na wspaniałe zdjęcia, muzykę czy wyciskające łzy aktorstwo. Wchodzę w ten film zanurzony od stóp do głów, utożsamiam się z bohaterami, stawiam się w ich pozycji. Nie, nie jako molestowany czy ksiądz (ani jednym, ani drugim nie byłem – na szczęście), ale jako dziennikarz. Może teraz już moje bycie dziennikarzem nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, co robiłem kiedyś, ale – to trochę jak nieuleczalna choroba – trudno się pozbyć pewnego sposobu myślenie i patrzenia na świat.

Ekipa dziennikarska „Spotlight” dziennika The Boston Globe, którą z maniakalną niemal precyzją odtworzyli autorzy filmu, ma w sobie  coś wspaniałego: ulotnego, wyjątkowego, ale i bardzo rzeczywistego. Bazując scenariusz na prawdziwych wydarzeniach nietrudno popaść w skrajności. Z jednej strony być aż zbyt dokładnym, z drugiej – mitologizować, upiększać, upraszczać. McCarthy w „Spotlight” znalazł wspaniały złoty środek, który doskonale we mnie rezonuje. Są fakty: zimne, oczywiste, szokujące. Są ludzie, którzy tymi faktami się zajmują: profesjonaliści w każdym calu, zaangażowani i oddani pracy. Ale przez ten profesjonalizm w pewnych momentach przedziera się zwykły człowiek, który ociera się o opisywane historie, bo sam jest przecież częścią tej społeczności. Bez przesadnego dramatyzowania obserwujemy, jak na członkach zespołu odbija się ta historia.

Dziennikarska, żmudna robota, odbijanie się od kolejnych drzwi, próby namówienia kolejnych świadków do opowiedzenia swoich osobistych dramatów, alienowanie pewnych środowisk, przyjaciele odwracający się plecami, godziny spędzone nad materiałem po pracy, pośpiech, stres, adrenalina – to sól dziennikarskiej roboty w służbie prawdzie. I to jest tak naprawdę wspaniałe w tym nagrodzonym Oscarem filmie. Oczywiście, mamy do czynienia z demaskowaniem olbrzymiego skandalu w Kościele katolickim, szokującymi zachowaniami księży, biskupów, kardynałów i całej społeczności, przymykającej oczy na dziejące się dramaty. Aktualności i wagi tematu nie sposób tej produkcji odmówić. Ale siłą „Spotlight” jest to, w jaki sposób został zrealizowany. Z rzetelnym, wyważonym scenariuszem, ze świetnie dobranymi aktorami, którzy nie są przygnieceni stroną wizualną. Montaż i rytm historii jest niebagatelny, podobnie jak odtworzone w drobnych detalach realia – telefony komórkowe, komputery, walące się wierze World Trade Center na telewizorze, reklama AOL przed budynkiem redakcji.

Trudno po seansie pozbyć się dziwnego posmaku w ustach. Mamy satysfakcję z tego, że dziennikarzom udaje się opublikować fantastyczny reportaż (nagrodzony Pluizerem), ale jakby pięknie było, gdyby takich historii nie trzeba było opisywać.

Premiera Wielka Brytania: 29/01/2016

Premiera Polska: 5/02/2015

Ocena: 9/10

4 myśli w temacie “Spotlight

Add yours

  1. Ciekawa historia. Dobry montaż. Aktorstwo ok. Ważny i trudny temat. Natomiast nie jest to film, którym się zachwyciłam. Nie jest to film z rozmachem. I co ważne – ten film niczego nie zmienia. Ci dziennikarze niczego nie zmienili. Kościół nadal jest bezpieczną przystanią dla złych ludzi. Nadal tuszuje się przestępstwa czynione przez księży. Nadal ciemnogród broni duchownych, chociaż powinien im pomóc wyzionąć ducha. Po tym filmie nawet nie ma o czym dyskutować… Pozostaje tylko żal, że nawet gdy ujawnia się wszystko, ujawnia się tylko słabość społeczeństwa nieczułego na krzywdę słabszych.

    1. Zgadzam się, film nie zmienił świata w 100%, ale coś, co zaczęło się od głośnego reportażu, nie obeszło się bez echa w świecie Kościoła. Papież oficjalnie potępia, prosi ofiary o przebaczenie – tego wcześniej nie było.
      Natomiast co do filmu – nie jest to film z rozmachem, to dobrze. Bo rozmach często przesłania główną myśl – tutaj tak nie jest. A czy zachwyca? To oczywiście bardzo osobiste pytanie i kwestia gustu. Rozumiem, dlaczego nie powala na kolana.

      1. Proszenie o przebaczenie w kontekście uciszania wszystkiego, włącznie z procesem Wesołowskiego, jest nic nie warte. Oczekiwałabym milionowych odszkodowań i uczciwych procesów (w krajach, w których popełniono przestępstwo) kończących sie więzieniem, a nie zesłaniem do innej parafii lub klasztoru.

  2. Zgadzam się! Tylko głośnie mówienie o tej sprawie może do tego doprowadzić. Dlatego ten film jest tak ważny.
    Swoją drogą w podobnej tematyce polecam chilijski „El Club”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: