Soy Nero

soynero1

„Soy Nero”

reż. Rafi Pitts

Kiedy reżyser rozpoczyna swój film od dowcipu w stylu „mrówka spotyka słonia”, po czym obraca ten żart w gorzką alegorię, wiemy, że nie mamy do czynienia z komedią. Rafi Pitts, który już w „Myśliwym” bawił się z przyzwyczajeniami widza, także w swoim najnowszym filmie każe oglądającym zmieniać perspektywę. Sensacyjny film o imigrantach nagle zmienia się w kino drogi, potem w dramat społeczny, a na końcu w kino wojenne. Nasz bohater Nero (Johnny Ortiz) najpierw dwukrotnie stara się przekroczyć granicę pomiędzy USA i Meksykiem. W jednej z tych prób biegnie w tle strzelających fajerwerków, które odciągając uwagę stojącego nieopodal patrolu. Takich zapadających w pamięć małych momentów będzie w filmie o wiele więcej. Jak choćby mecz siatkówki poprzez odzielający dwa kraje metalowy płot.

Głównym przesłaniem „Soy Nero” jest dyskusja o imigrantach, którzy zjawiają się w Stanach Zjednoczonych i zaciągają do wojska, by legalną drogą otrzymać Zieloną Kartę. Nero mieszkał prawie całe życie w Los Angeles, ale sytuacja życiowa sprawiła, że jego rodzina została deportowana. Wracając do USA, bez jakichkolwiek dokumentów, skazany jest na los innych. Łapie stopa, by dostać się do brata. Zatrzymuje go policja, kiedy wędruje po bogatych uliczkach Beverly Hills. Jego brat mieszka w ogromnej rezydencji z piękną kobietą. Wygląda na to, że ziścił się jego „amerykański sen”. Jeżeli coś jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, najpewniej takim jest.

Nero w końcu udaje się dopiąć swego – zaciąga się do armii, gdzie i tak nie pozbędzie się piętna swojego pochodzenia. „Taco Bell”, „Compton”, „Arab” – takimi przydomkami określają się nawzajem żołnierze, pokazując, że nawet w wojski są równi i równiejsi. Całe to pozornie bezsensowne stanie na posterunku i pilnowanie kawałka pustyni ma w końcu większy sens – uzyskanie obywatelstwa. Wujek Sam zaopiekuje się w końcu wszystkimi.

Pitts powtarza scenę spotkania z policją/stróżami prawa w różnych kontekstach. Za każdym razem mamy serce w przełyku, jak zakończy się ta konfrontacja. Przychodząca na myśl konkluzja, że Stany Zjednoczone są państwem policyjnym, a stanie na straży demokracji oznacza pozbawianie życia i wolności innych, jest może mało oryginalna. Ale przełknę ją, bo popierające ją wypracowanie to kawał dobrze zrealizowanego i świetnie zagranego kina.

Ocena: 7/10

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: