Trumbo

trumbo

Drugi dzień Londyńskiego Festiwalu Filmowego kontynuuje rozpoczętą “Sufrażystką” polityczną tematykę w prezentowanych produkcjach. Film Sarah Gavron podejmował ważny temat emancypacji kobiet i ich brutalnej walki o prawo do głosu w Wielkiej Brytanii na przełomie XIX i XX wieku. “Trumbo” jest mu bliski myślowo – przewodnim tematem są polityczne napiętnowanie i społeczne oraz zawodowe wykluczenie. Ale tutaj centrum wydarzeń jest Hollywood w czasie Zimnej wojny, kiedy to rozpętane polowanie na komunistów w Stanach Zjednoczonych zbierało obfite żniwo wśród zawodowców tworzących filmy.

Bryan Cranston (“Breaking Bad”) wciela się w autentyczną postać Daltona Trumbo, rozchwytywanego i piekielnie utalentowanego scenarzystę o zdecydowanie komunistycznych sympatiach. Poglądy jego oraz jego kolegów należących do Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych są źródłem słownych przepychanek i dyskusji, do momentu kiedy grupa scenarzystów nie zostaje wezwana do złożenia zeznań przed Kongresem w 1947 roku. Sytuacja staje się na tyle poważna, że mężczyźni nie odpowiadając na zadane przez członków komisji pytanie zostają oskarżeni o obrazę Kongresu. Po tym zostaje opublikowana tzw. czarna lista Hollywood, która składa się z dziesięciu nazwisk. Scenarzyści momentalnie tracą swoje kontrakty, zostają skazani i część z nich trafia na jakiś czas za kratki. Polowanie na “czerwonych” trwa w Hollywood do roku 1960.

Tyle jeżeli chodzi o lekcję z historii filmu – dodajmy jeszcze informację najważniejszą. Trumbo i jemu podobni “wyklęci” scenarzyści zaczynają pracować anonimowo. Dalton pisze np. scenariusz do “Rzymskich wakacji”, by laury – a dokładniej Oscar – przypadły komuś innemu. Poprawia też hurtowo marne i niedokończone skrypty dla studia filmowego Franka Kinga (John Goodman), angażując do tego swoich kolegów. Jeżeli pamiętacie “Figuranta” z Woodym Allenem, to jesteście na dobrym tropie – film ten wykorzystywał ten właśnie motyw jako temat komediowy. I podobnie rzecz ma się z “Trumbo”. Nie jest to film strasznie poważny, choć pojawiają się motywy bankructwa, śmiertelnej choroby czy rozwodów. Głównie za sprawą tytułowego bohatera dialogi skrzą się od błyskotliwych ripost i ciętych wymian zdań. Humor to pierwsza, największa zaleta tego tytułu. Mimo regularnego dowcipkowania z horyzontu nigdy nie znika problem prześladowania, wykluczenia i walki o wolność słowa.

Drugim plusem filmu Jay’a Roach’a jest przyjrzenie się z bliska fabryce snów w klasycznym wydaniu. Przez ekran przewijają się m.in. aktorzy John Wayne, Edward G. Robinson i Kirk Douglas, reżyser Otto Preminger i właściciel studia MGM Louis B. Mayer, była aktorka i dziennikarka Hedda Hopper (Helen Mirren), będąca jedną z orędowniczek piętnowania komunistów. Filmowcy wykorzystali archiwalne filmy, ale bardzo sprytnie przerobili większość ujęć, kręcąc je z grającymi historyczne postacie aktorami. Kiedy na samym początku trafiamy na plan kręconego filmu, nie tylko proporcje ekranu i kolor zmieniają się, ale też monofoniczny dźwięk.

Zgrabnie napisaną i zręcznie opowiedzianą historię ogląda się z prawdziwym zaciekawieniem, ale to miłośnicy kina docenią ten film najbardziej. Dla pozostałych widzów nie pozostawiono wątpliwości, kim są bohaterowie, a kim czarne charaktery, które potęgują panikę przed “czerwoną zarazą”. Brakło może głębszej analizy tego, co stało za postępowaniem owych podżegaczy. W jednej ze scen Hopper wykłada przed właścicielem wytwórni MGM prywatne przyczyny swojego zachowania. Często to zwykła próżność, zawiść i prywatne motywy oraz oportunizm, a nie mocne, polityczne zaangażowanie, kierowały tymi ludźmi. Podobnie jednowymiarowo wygrany jest motyw rodziny Trumbo, która – może poza wkurzoną na ojca córką (Elle Fanning) za to, że za dużo pracuje – bezwzględnie go wspiera i pomaga przetrwać najcięższe chwili, dzielnie znosząc jego humory i wymagania. Motyw nadużywania i uzależnienia od leków zostaje tylko bez żadnych konsekwencji kilkukrotnie zasygnalizowany.

Na koniec przyjrzyjmy się głównemu aktorowi. Cranston dzięki tej roli mógł pozbyć się porównywań do ikonicznej postaci, którą stworzył w “Breaking Bad”. Niestety, moim zdaniem, nie stworzył tutaj niczego, czego wierni widzowie serialu nie widzieli na małym ekranie. Neurotyczny, przemądrzały, opanowany kiedy trzeba – cała gamę zachowań widzieliśmy już wcześniej. Jednak dla szerokiej publiczności Bryan może być odkryciem, bo jego gra jest bezbłędna. Wielu będzie domagało się dla aktora nominacji do Oscara, ale mogą to być tylko pobożne życzenia.

“Trumbo”

reż. Jay Roach

USA 2015

Oryginalna publikacja: Movies Room

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: