Pakt z diabłem

fallmovies16f-black-mass

Długie lata czekaliśmy na rolę, w której Johnny Depp nie będzie manieryczny, przestanie szarżować i popisywać się swoimi umiejętnościami. “Pakt z diabłem” podaje nam na tacy aktora schowanego za makijażem, peruką, szkłami kontaktowymi, ale przede wszystkim wycofanego poza znany choćby z “Piratów z Karaibów” zestaw nadekspresyjnych gestów i spojrzeń. Wtopiony w rolę Depp przewodzi fantastycznej obsadzie, która opowiada mroczną historię o powiązaniach przestępczego świata z FBI i polityką.

Prezentowany w ramach projekcji specjalnych na festiwalu filmowym w Londynie film Scotta Coopera spodoba się miłośnikom mocnych, świetnie zagranych thrillerów, które nie starają się mitologizować opowiadanej historii. Oparty na faktach scenariusz przedstawia drogę niejakiego Jamesa “Whiteya” Bulgera (Depp), od przeciętnego przestępcy z ulic Bostonu do prawdziwego “kingpina”, mafiozy niepodzielnie rządzącego miastem. Niesamowitość tej historii polega na tym, że bohater dochodzi do swojej pozycji nie tyle dzięki swoim działaniom, ale głównie przez wątpliwy moralnie układ z FBI. Pracownikiem agencji, który wyciąga rękę do Bulgera jest agent John Connolly (Joel Edgerton), który wychował się z nim w tej samej dzielnicy. Chcąc pomóc koledze z podwórka, ale przede wszystkim poprawić swoją skuteczność przez wyeliminowanie innych gangów, Connolly proponuje Jamesowi rolę tajnego współpracownika FBI. Ten ma przynosić informacje na temat działań innych przestępców, a agencja jednocześnie przymknie oko na jego lewe interesy. Trwająca od 1975 roku współpraca daje początkowo wymierne wyniki, ale z czasem przełożeni Johna (Kevin Bacon, Corey Stoll) zaczynają kwestionować użyteczność informacji dostarczanych przez Bulgera. I powątpiewać w to, kto tak naprawdę informuje kogo.

Podzielona na trzy akty opowieść (trzy daty wyznaczają punkty zwrotne: 1975, 1981, 1985) nie ma jednego punktu widzenia, co  zadałaby się sygnalizować pierwsza scena. Film rozpoczyna się od zeznania jednego z wiernych współpracowników Bulgera, Kevina Weeksa (Jesse Plemons), ale szybko przeradza się w narrację, którą muszą znać różne osoby z różnych otoczeń gangstera. Tą niekonsekwencję traktować można jako sprytną zmyłkę, albo jako pusty zabieg stylistyczny, który otwiera listę niekonsekwencji w filmie Coopera. Jakkolwiek fascynująca jest historia poszukiwanego do 2011 roku przestępcy, to reżyser liczy na to, że sprzeda się ona sama. Dbając o każdy detal z produkcyjnej strony (makijaż, kostiumy, scenografia, zdjęcia i muzyka są najwyższej klasy) zapomniał o czymś takim, jak głębia psychologiczna. Przez ekran przewija się naprawdę dużo postaci i niewiele z nich ma szanse zaistnieć poza pierwszym wywartym wrażeniem. Zaskakująco mało wiemy też o samej działalności przestępczej Bulgera, poza obserwowaniem pozbywania się kolejnych przeciwników z zimną krwią w drastyczny sposób. Natomiast osoby z najbliższego otoczenia granej przez Deppa postaci skrywają niewykorzystany potencjał, bo wiele one wnoszą do rysunku psychologicznego “Whiteya”. Aż prosi się, żeby dać Benedictowi Cumberbatchowi (grającego brata zbrodniarza, senatora stanu Massachusetts) oraz Dakocie Johnson (żona) więcej czasu ekranowego. Ta ostatnia znika gdzieś bez wyjaśnienia w połowie filmu, nie wspominając o marginalnej roli pozostałych kobiet w całej produkcji.

Kilka intymnych, świetnie zaaranżowanych scen, na długo pozostaje w pamięci, ukazując coś więcej niż tylko psychotyczne zapędy głównego bohatera. Zabawna gra w karty z matką, edukacyjna rozmowa z synem (“Jeżeli nikt nie widzi tego, co zrobiłeś, co znaczy, że to się nie wydarzyło”) oraz obiad z agentami FBI, kiedy Bulger pytając o przepis na stek pokazuje swoją psychopatyczną, paranoiczną naturę. Gdyby sądzić film po tej ostatniej scenie, myśleć można, że otrzymaliśmy kolejny portret na miarę “Chłopców z ferajny”. Jednak “Pakt z diabłem” jest prawie dokładnym przeciwieństwem kultowego tytułu Martina Scorsese. Pozbawiony jest przede wszystkim warstw czarnego humoru, ironii oraz lekkości, która mitologizowała przedstawiane postacie. Czyni Bulgera prawdziwego antybohatera, zepsuty szwarc charakter, do którego nie pałamy sympatią ani przez chwilę. Mroczny i ciężki nastrój przez całość trwania projekcji nie ułatwią jednak komercyjnego sukcesu tej historii.

Johnny Depp otrzymał już wiele pochwał za swoją rolę – i bardzo słusznie. Ograniczając środki ekspresji do minimum zniknął pod graną postacią. Szalone, zimne spojrzenie i nieznoszący sprzeciwu tembr głosu wystarczą jako ostrzeżenie, żeby od tego typa trzymać się z daleka. Inaczej – patrząc na morderczy dorobek Bulgera – ktoś bardzo szybko może zgasić światło.

“Pakt z diabłem”

reż. Scott Cooper

USA 2015

Oryginalna publikacja: Movies Room

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: