11 minut

11minutdormer

Prawie osiemdziesiątka na karku nie zniechęca Skolimowskiego do ciągłego romansu z kinem. „11 minut” jest świetnym przykładem, jak reżyser świadomie sięga po ograne klisze z historii kina, dodaje szczyptę typowej dla siebie ironii oraz nie szczędzi widza, uderzając go z całej siły po uszach i oczach.

We współczesnej Warszawie grupa zupełnie przypadkowych postaci skrzyżuje swoje życiwe ścieżki jedenaście minut po o godzinie 17. Zmieni to życie każdego z nich. Jest świeżo poślubiona para, z której kobieta wybiera się na kasting do jednego z hoteli, a jej zazdrosny mąż stara się dostać do środka. Uliczny sprzedawca hod-dogów skrywa jakiś sekret z przeszłości, ale wydaje się być całkiem sympatycznym facetem rozmawiającym z grupą zakonnic. Jego syn jest kurierem, który pędzie na złamanie karku ulicami stolicy – on też ma swój sekret, który stawia go w złym świetle przed jutrzejszą ceremonią ślubną. Jest jeszcze para w pokoju hotelowym, młody student mieszkający z matką, staruszek malujący pejzaż nad Wisła i grupa pracowników pogotowia.

Mnogość postaci i to, w jak minimalnym stopniu poznajemy ich życiorysy, mogłoby być wadą, ale tak naprawdę okazuje się być zaletą filmu. Niczym we współczesnym, zdigitalizowanym świecie – do którego świetnym odnośnikiem jest otwierająca sekwencja złożona z nagrań z kamer telefonów, komputera i systemu kamer przemysłowych – istniejmy tylko wyrywkowo, chwilowo pojawiając się na ekranach komórek, przeskakując od jednego wątku do drugiego. Jak dobrze udało nam się poznać ludzi, nawet tych, których spotykamy codziennie? – Skolimowski świadomie zadaje to pytanie, dając do zrozumienia, że 11 minut spędzone z kimś nie powie nam o tej osobie zbyt wiele. A powinno tylko obudzić naszą ciekawość. Reżyser również oddaje w ręce widza dopowiedzenie sobie ludzkich historii, użycie własnej wyobraźni na wypełnienie brakujących elementów – nic mnie tak w kinie nie nudzi, jak wyłożone kawa na ławę przesłanie, postacie i wszystkie detale. Niektórzy twórcy zapomnieli o tym, że ich produkcje ogląda istota myśląca.

Wiemy doskonale, w którą stronę reżyser prowadzi swoją opowieść – czająca się na samym końcu katastrofa jest zbudowana w konsekwentny sposób, przynosząc oczekiwany katharsis. Takie są reguły gatunku. Ale Skolimowski nie moralizuje – i tutaj jego film różni się znacznie od podobnych filmowych epigonów Altmana czy Inaritu. Tragiczne wydarzenie jest tylko jednym z wielu tysięcy, może milionów, rozgrywających się w globalnej ikonosferze. Śledzone na ekranie komputera w końcu niknie w natłoku atakujących z każdej strony informacji. Dla jednych będzie martwym pikselem na ekranie, dla innych ciekawym fenomenem. Niektórzy tego dramatu w ogóle nie zauważą.

Z punktu widzenia realizatorskiego Skolimowski niestrudzenie dba o to, by kamera nie nudziła widza – różne punkty widzenia, zabawy z ostrością, a nawet podglądanie historii z perspektywy psa. Trudno w takich momentach traktować obraz reżysera jako metafizyczny traktat – to raczej świadoma w środkach wypowiedź filmowca, drażniącego ugłaskane przyzwyczajenia widza. Łatwiej oglądać ten film jako artystyczny thriller z nutką dekadencji niż przypowieść z morałem.

Doskonale rozumiem mieszane uczucia, z jakimi film zostawia widownię po seansie. Jedni chwalą film za nastrój i warsztat, inni te same walory uważają za staroświeckie. „11 minut” nie podbije brytyjskiej widowni w taki sam sposób jak „Ida” i pewnie nie zgarnie żadnej nagrody w Londynie. Nie jest może też najlepszym polskim kandydatem do Oscara. Sam uważam, że jest w filmie Skolimowskiego coś drażniącego, ale też pociągającego zarazem. Powierzchowne przesłanie – jeżeli go gdzieś się doszukiwać – okazuje się banalne, a walory produkcyjne nie są takie hollywoodzkie, jak niektórzy by chcieli. Jednak co najbardziej cenne to pewna otwartość, która wykracza poza ekranowe osiemdziesiąt jeden minut. Przy pełnej samo świadomości i autoironii dramat twórcy „Essential Killing” jest jednym z jego najżywszych, pełnym wigoru filmem gatunkowym.

“11 minut”

reż. Jerzy Skolimowski

Polska, Irlandia 2015

Oryginalna plublikacja: Movies Room

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: