Do utraty sił

SOUTHPAW

Specjaliści od marketingu bardzo ciężko pracują, żeby odpowiednio sprzedać ten film. Będę szczery: nie interesuje mnie, jak ciężko napracował się Jake Gyllenhaal, żeby wyrobić sobie imponujące mięśnie i kondycję. Ostatnie, czego chcę się dowiedzieć, to że historia oparta jest na faktach lub inspirowana prawdziwymi wydarzeniami pewnego słynnego rapera. Po „Do utraty sił” w reżyserii Antoine’a Fuqua spodziewam się przejmującego i trzymającego w napięciu dramatu, wykraczającego poza schematy filmów bokserskich, czego dostarczył pięć lat temu “Fighter”. Niestety, mam zbyt wygórowane oczekiwania.

Interesująco jest tylko przez pierwsze dwadzieścia minut i to jedyny moment, w którym film zaskakuje i odrzuca utarte ścieżki. Billy Hope (Gyllenhaal) jest już utytułowanym pięściarzem u szczytu sławy. Dotarł tam prosto z dna, z sierocińca, z zakładów poprawczych i więzień. Nie jest najlepszym technicznie zawodnikiem przez swoją leworęczność (stąd oryginalny tytuł “Southpaw”), ale skutecznym. Na ringu nie blokuje ciosów przeciwników, jest wybuchowy, lubi dostać po ryju. A potem oddać z nawiązką. Piękna żona Maureen (Rachel McAdams) i córka Leila (Oona Laurence) są dla niego oparciem, muzami, azymutami w szalonym świecie pieniędzy i sukcesu. Co stanie się, kiedy kobieta jego życia zginie od zabłąkanej kuli podczas kłótni w hallu wystawnego hotelu, a córka trafi do domu dziecka? Bohater stoczy się na dno, by potem od niego się odbić.

Scenarzyści nie szczędzą Billiemu przeciwności losu i nawet biblijny Hiob miał przy nim lekko. Kasa kończy się prawie natychmiast po pogrzebie żony, grozi mu utrata domu. Wygląda na to, że kilkudniowa przerwa od boksu dla zawodowego sportowca może bardzo szybko zakończyć się bankructwem. Opuszcza go trener, a zaraz potem agent (Curtis „50 Cent” Jackson) – obaj pracować będą dla boksera, którego ochroniarz zabił Maureen…. Opieka społeczna przejmuje pieczę nad jego córką – to cios największy i najcięższy, który dla bohatera będzie prawdziwym nokautem. W dodatku Billy, co wydaje się ciekawym motywem, cierpi na uraz głowy po stoczonych walkach, bo mamrocze pod nosem jak Stallone, mówi nieskładnie i niewyraźnie, podejmuje głupie decyzje i ciągle wygląda na zamroczonego. Nie, jednak to nie od boksu. To alkohol i narkotyki spożywane w ilościach hurtowych. Ponoć, bo poza nagłówkiem w gazecie i zwykłym “domyślaniem się” nie widzimy Billy’ego upijającego się czy wciągającego kokę. Może montażysta przypadkiem wyciął te fragmenty…

Kiedy bohater trafia do czyśćca – czyli do obskurnej salki treningowej, którą prowadzi Tick Wills (Forest Whitaker) – rozpoczyna walkę z samym sobą. Autorzy filmu dają też chwilowy wgląd w brutalne i trudne życie dzieciaków ze slumsów w postaci Hoppy’ego, ale dość szybko i brutalnie odstawiają go na bok na rzecz trenującego boksera. Sekwencje ćwiczeń, montaż w rytm ścieżki dźwiękowej, mądre rady doświadczonego coacha – reżyser „Dnia próby” nie odkrywa Ameryki, ale sprawdzoną drogą kroczy do oczywistej do bólu konkluzji. Poszukiwanie moralnego kompasu i wewnętrznej siły jest motywem prostym, ale świetnie przez Gyllenhaala zagranym. Podobnie jak przejmujące spotkania z córką. Widać, że Jake nie tylko na siłce daje z siebie wszystko.

Po obiecującym początku „Do utraty sił” okazuje się typowym, zbudowanym z najbardziej wyświechtanych klisz dramatem sportowym. Gdzie postacie drugoplanowe nie mają prawa nabrać więcej niż jednego wymiaru (chciwy agent, genialny trener, kochająca żona itd.), a główny bohater nie pozwoli nam zwątpić, że należy mu się sukces i odkupienie w finałowej walce. Im niżej upadnie, tym bardziej zasłużone i pełne będzie jego zwycięstwo. I w porządku, jeżeli takiego filmu oczekujecie. Ze sprawdzonymi chwytami stylistycznymi rodem ze „Wściekłego byka” i „Rocky’ego” oraz dobrymi zdjęciami i świetnymi rolami Jake’a i Foresta. Śmiem twierdzić, że gdyby nie ci dwaj aktorzy, tytuł ten wylądowałby prosto na DVD lub VOD, zdobiąc kolekcje tylko najbardziej zagorzałych fanów filmów o boksie.

Oryginalna publikacja: MoviesRoom.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: