Sicario

sicario

Amerykańskie filmy otrzymujące w Cannes nagrody to rzadkość i raczej wyjątek, który potwierdza regułę. Pozytywne przyjęcie najnowszego filmu Kanadyjczyka Dennisa Villeneuve i dobre recenzje nie wystarczą zapewne, żeby „Sicario” wyjechał z Francji z Palmą. Na pewno jednak ucieszy fanów mrocznego, zaangażowanego kina spod znaku Michaela Manna.

Już na samym początku wrzuceni jesteśmy w ciasną i duszną przestrzeń wozu pancernego, w którym FBI szturmuje dom meksykańskiego kartelu na przedmieściach Phoenix. Ciała ukryte w ścianach domu pokazują tylko, z jak brutalną wojną narkotykową mamy do czynienia. Dlatego gdy Kate Macer (Emily Blunt) dostaje ofertę współpracy z tajną komórką agencji w celu obalenia szefa kartelu, nie będzie dwa razy się zastanawiać. Choć ani jej szef Matt Graver (Josh Brolin), ani tajemniczy Alejandro (Benicio Del Toro) nie wyjaśnią jej od razu, na czym ma polegać jej zadanie. „Amerykańskie oczy tego nie pojmą od razu. Ale zrozumiesz, kiedy już będzie po wszystkim”, powie Kate Alejandro. Kim jest tytułowy Sicario, czyli płatny zabójca, dowiemy się w tym samym czasie, kiedy zorientuje się Kate.

O tym, że w północnym Meksyku toczy się krwawa wojna, wiemy z kina od lat („Traffic”, „Heli”). Villeneuve nie jest odkrywczy, ale realizuje historię z pomysłem i typowym dla siebie nastrojem. W jego świecie nie ma podziału na złych i dobrych. Postać grana przez Blunt jest jedynie pionkiem, obserwatorem, który zaakceptować będzie musiał reguły gry – albo czeka go śmierć. Jej bezsilność udziela się widzowi i choć początkowo kibicuje grupie kierowanej przez Brolina, szybko staje się jasne, że w tej grze są tylko źli i gorsi. Wojna z terrorem opuściła kraje Bliskiego Wschodu i czai się tuż za granicą Ameryki. O tym, że cel uświęca środki, przekonamy się w filmie nie jeden raz. W jednej z najlepszych sekwencji, gdy Amerykanie transportują więźnia z Tijuany do USA, oglądamy perfekcyjnie zorganizowaną akcję, podczas której rozpętuje się strzelanina. Fakt, że zginąć mogą cywile, nie interesuje nikogo. Najważniejsze jest wykonanie zadania.

Duszna i klaustrofobiczna atmosfera filmu to wyznacznik stylu reżysera „Labiryntu”, osiągnięta przez specyficzne ujęcia kamery oraz zastosowane filtry. Operator Richard Deakins wykonał naprawdę kapitalną robotę kreując szorstki, brunatno-zielony odcień obrazu. Odhumanizowane ujęcia, a nawet całe sekwencje, jak zdjęcia z lotu ptaka (drony patrolujące granicę), mapy, kamera w podczerwieni czy lornetki – pokazują bezduszny wymiar tego konfliktu. Ludzie ginący po obu stronach są tylko bezimiennymi ciałami, które albo ktoś powiesi na moście, albo zostawi leżące na ulicy.

„Sicario” powinien spotkać się bardzo dobrym odbiorem w kinach, ale z tym będziemy musieli poczekać co najmniej do jesieni. Być może nawet Villeneuve doczeka się kilku nominacji do Oscara za zdjęcia, scenariusz, czy reżyserię. Czas pokaże.

Jedna myśl na temat “Sicario

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: