Birdman

Birdman
Birdman

Birdman or (The Unexpected Virtue of Ignorance)

reż. Alejandro González Iñárritu

USA 2014

Michael Keaton miał w kinie swoje pięć minut. Były momenty lepsze („Batman” Tima Burtona) i gorsze („Jack Frost” – brrrr…..). Zawsze wydawało mi się, że zasłużył na więcej. Na film, który wsadzi go w katapultę, wyniesie na orbitę, sprawi, że opadną nam, widzom, szczęki. W końcu się udało. „Birdman” jest filmem kathartycznym. Dla Keatona, dla mnie. Jest majsterszytkiem reżyserii, aktorstwa, wirtuozerskim popisem realizatora zdjęć, autora muzyki, montażu. To film, w którym można zgubić się na długie godziny, buszując po nim niczym kamera po budynku teatru na nowjorskim Broadwayu.

Kogo agra Keaton? Samego siebie, chciałoby się powiedzieć. To oczywiste kłamstwo, bo film jest totalną fikcją. Ale sam dobór aktora, grającego aktora, którego kariera przygasa po sukcesie komercyjnym w cyklu filmów o superbohaterze „Birdman” („Batman”?) i który próbuje odzyskać szacunek widzów grając w ambitnej adaptacji na Broadway’u, nie jest przypadkowy. (Wybaczcie to dłuuugie zdanie). Keaton wtapia się w Riggana Thompsona, daje mu swoje ciało, daje mu głos, daje mu wiarygodność. Zmęczona twarz, błysk szaleństwa w oku, nieprzewidywalność. Główny bohater to mały wielki człowiek. Mały w swych pragnieniach, próżności (ale to aktor, chce być kochany i podziwiany), krótkowzroczności (chce mieć córkę pod nosem, a tak naprawdę nigdy z nią nie rozmawia). Wielki w dążeniu do celu. Chce osiągnąć coś, jest gotowy na poświęcenia, walczy ze swoimi słabościami, upada, podnosi się. Widzi w tym wszystkim sens. W tym szaleństwie jest metoda!

Ta skomplikowana, wielowarstwowa psychika głównego bohatera to wisienka na torcie „Birdmana”. Ale to tylko początek. Iñárritu otoczył go całą plejadą równie barwnych postaci, od agenta (Zach Galifankias), przez aktorów (fantastyczny Edward Norton z metodą stanisławowską) i córkę (Emma Stone).

Zdjęcia. Wow. Wiem, to już było. „Rosyjska Arka”. Ale jak to się ogląda! Niemal cały film (oprócz ostatnich kilku minut) to jedno ujęcie, kilka zapierających dech w piersiach scen (Riggan ma wizje, że nie musi płacić za taksę, Riggan lewituje, Riggan biegnie w majtkach przez Times Square), i ten jazz! Jak ważny jest rytm w filmie wiemy nie od dziś. Nie tylko montaż. Ta muzyka! Rwana, niepokojąca, zwariowana. I nagle perkusista pojawia się w ujęciu. To gdzie ta muzyka gra!? W głowie Riggana? A może w mojej?!

„Birdman” to arcydzieło. Iñárritu wypiął się na wszystko, zrobił film po swojemu i chyba jest z niego dumny. Powinien.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: