Ted

Ted
Ted

Ted

reż. Seth MacFarlane

USA 2012

Pomysł na ożywienie dziecięcej zabawki na ekranie filmowym nie jest nowy. Jednak tym razem nie mamy do czynienia z Muppetami, Buzzem Astralem, Chudym czy pozostałymi bohaterami „Toy Story”. Pluszowy miś Ted to też nie Puchatek. Postać jest wymysłem Setha MacFarlane, twórcy trzech seriali animowanych. „Cleveland Show”, „American Dad!”, ale przede wszystkim „Family Guy” to jego dzieła. Politycznie niepoprawne, pełne okrutnych żartów i nieprzyzwoitego humoru, te produkcje skierowane są przede wszystkim do dorosłej publiczności, rozumiejącej całą gamę odwołań, cytatów i zapożyczeń. „Ted” jest jego pierwszym filmem fabularnym, w którym występują prawdziwi aktorzy, w towarzystwie wykreowanego cyfrowo pluszaka. Głosu użycza mu sam MacFarlane.

Ośmioletni John dostaje na gwiazdkę misia i marzy o tym, by jego prezent mógł naprawdę mówić i chodzić. Następnego ranka jego życzenie się spełnia. Ku uciesze dziecka i przerażeniu rodziców. Miś staje się sensacją na cały kraj i prawdziwym gwiazdorem… Historia rozpoczyna się jak typowy film familijny, ale gdy tylko przeskakujemy w przyszłość, opowieść diametralnie zmienia ton. Trzydzieści lat później nasi bohaterowie są ciągle najlepszymi kumplami, mieszkającymi razem. John (Mark Wahlberg) ma pracę bez przyszłości w wypożyczalni samochodów. Próbuje jednocześnie rozwinąć poważny związek z uroczą Lori (Mila Kunis). Bezrobotny Ted pali trawkę, pije, wygłasza sarkastyczne nie przebierając w słowach. Jest połączeniem erudycji Briana Griffina, głupkowatości Petera i seksualnego apetytu Glena Quagmire. Ponieważ John chce zamieszkać ze swoją dziewczyną, drogi przyjaciół będą musiały się rozejść i Ted musi znaleźć pracę i mieszkanie. Dla leniwego, zepsutego niegdysiejszą sławą pluszaka, nie będzie to takie proste.

Pod powierzchnią niegrzecznej, obrazoburczej komedii, film jest prostą i momentami zbyt przewidywalną opowieścią o męskiej przyjaźni. Relacja człowiek-miś działa świetnie dzięki dobremu aktorstwu, ale także dzięki efektom specjalnym. Szybko oswajamy się z faktem, że pluszak jest częścią naszego świata. Jeżeli obejrzenie „Teda” planują osoby, które nie znają albo nie lubią seriali MacFarlane’a, powinny one się poważnie zastanowić. Film pełen jest żartów, dygresji i tekstów rodem z „Family Guy”. Ciosy padają często poniżej pasa i bez pardonu, obrywa się każdemu, imigrantom, mniejszościom, kolorowym, bogatym, biednym. Nie ma tabu. Jeśli uważacie żarty Petera Griffina za nieśmieszne, nie macie po co iść do kina. Reszta bawić się będzie wyśmienicie. Choć nie jest tak do końca różowo. Ciągłe odwołania do lat 80. i „Flasha Gordona” po pewnym czasie męczą. Motyw z maniakalnym fanem Teda jest odrobinę przerysowany i niepotrzebny. Te minusy wynagradzają goście, znani aktorzy i sławy show biznesu, pojawiający się w króciutkich epizodach. Konia z rzędem temu, kto wyśledzi ich wszystkich.

(Publikacja: Goniec Polski, sierpień 2012)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: