Skyfall

Skyfall
Skyfall

Skyfall

reż. Sam Mendes

Wielka Brytania 2012

Film powstający na pięćdziesięciolecie serii z przygodami agenta 007 musi być wyjątkowy. Nowoczesny i idący z duchem czasów, ale jednocześnie nie odcinający się od swojego dziedzictwa. Oryginalny, ale nie wyłamujący się z kanonów stworzonych przez poprzednie dwadzieścia dwa obrazy. Chwytliwa piosenka wykonana powinna być przez obecną gwiazdę pop. Piękne kobiety jako nieodłączny element wizerunku Bonda, szybkie samochody, egzotyczne lokacje, martini wstrząśnięte, nie mieszane. I czarny charakter, który na długo zostanie w pamięci. Aby odhaczyć wszystkie powyższe elementy, producenci przez ostatnie lata dwoili się i troili. Długo wyczekiwany efekt właśnie trafił do kin.

Otwierająca sekwencja dziejąca się w Istambule to napięcie, efektowne bójki, pościgi i czarny humor Bonda. Ale akcja nie idzie po jego myśli, twardy dysk z nazwiskami tajnych agentów NATO trafia do rąk tajemniczego terrorysty. A sam James ociera się o śmierć. Powrót z wakacji obwieszcza mu bomba podłożona w siedzibie MI6 oraz M (Judi Dench), którą z fotela pragną wyrzucić jej polityczni przeciwnicy (Ralph Fiennes). Kiedy Bond znowu bierze się do roboty, choć jest psychicznie i fizycznie wyczerpany, trop prowadzi go do Makao, do dawnego wroga M, cyber-terrorysty Silvy (genialny Javier Bardem). Uda się przetransportować go jako więźnia do Londynu. Problemy z nim dopiero zaczną się w stolicy Wielkiej Brytanii.

Daniel Craig potwierdził już, że w skórze 007 czuje się wyśmienicie i zamknął usta wszystkim krytykom. Trzeci film z jego udziałem jest okazją do pokazania całego spektrum aktorskich umiejętności, oraz oczywiście silnego wysportowanego ciała. Bardem nawiązuje do najpotężniejszych przeciwników Bonda, będąc jednocześnie współczesnym typem terrorysty, schowanym za najnowszymi technologiami. Nawet Q (Ben Whishaw) reprezentuje nowe pokolenie konstruktora gadżetów – zapomnijcie o wybuchających długopisach. Choć nie brakuje w filmie momentów, w których pojawiają się nawiązania do chyba każdego z poprzednich filmów o Jamesie Bondzie.

Zatrudnienie Sama Mendesa (twórcy oscarowej „American Beauty”), pierwszego w historii reżysera kina autorskiego, który jest kimś więcej niż rzemieślnikiem do wykonania roboty, okazało się strzałem w dziesiątkę. Jego podejście do postaci sprawia, że jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko psychiki Bonda. Freudowska analiza jego relacji z M oraz z jego lokajem na pewno dodaje coś, od czego wcześniej twórcy serii stronili. Ten ludzki wymiar agenta 007 jest godny pochwały, a w tym samym czasie odrobinę niepokojący. Bo jak kogoś, kogo znamy jako symbol bycia macho, bezlitosnego mordercę i łamacza kobiecych serc, „uczłowieczyć” bez szkody dla jego wizerunku. Miejmy nadzieję, że w następnym filmie James Bond powróci. Takim, jakiego znaliśmy go przez ostatnie pięćdziesiąt lat.

(Publikacja: Goniec Polski, listopad 2012)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: