Operacja Argo

Argo
Argo

Argo

reż. Ben Affleck

USA 2012

Najlepsze i najbardziej niewiarygodne historie pisze życie. Czasem są one tak niesamowite, że wydają się być produktem hollywoodzkich scenarzystów. „Argo” to dokładnie taki przypadek. Ponad piętnaście lat od oryginalnych wydarzeń, które światło dzienne ujrzały po odtajnieniu akt sprawy przez Bila Clintona w 1997, co niektórym zapewne włos zjeżył się na głowie. Opisana w nich sprawa swoją niezwykłością przebijała skomplikowane i z palca wyssane fabuły. Po latach oczekiwania doczekała się jakże zasłużonej ekranizacji. Chociaż nie obyło się bez pewnych zmian i wzbogaceń na potrzeby filmu, opowiedziana w filmie historia jest wprost nie do uwierzenia.

W 1979 roku w Iranie wybucha rewolucja islamska. Z monarchii kraj staje się republiką islamską. Obywatele Stanów Zjednoczonych nie są już tam mile widziani. Pracowników ambasady nie udaje się na czas ewakuować. Większość z nich ginie, kiedy siły islamskie wdzierają się do budynku. Sześcioro Amerykanów udaje się uciec i schronić w ambasadzie Kanady na kilkanaście tygodni. Ponieważ sytuacja polityczna nie poprawia się, władze w Waszyngtonie usiłują opracować plan, jak wydostać swoich obywateli z opresji. I tu na scenę wkracza Tony Mendez (Ben Affleck), zawodowy ekstraktor pracujący dla CIA. Jego plan jest równie niezwykły, co szalony. Udając hollywoodzkiego producenta, ze scenariuszem do filmu sci-fi klasy B pod pachą, rusza do Iranu. Reszta Amerykanów ma pozorować jego kanadyjską ekipę filmową. Zrobić to ma z pomocą dwóch filmowych weteranów – makijażysty (John Goodman) i producenta (Alan Arkin). Pomysł określono jako w agencji jako „najlepszy z najgorszych”. Cóż może pójść nie tak?

Wiele elementów w „Argo” świetnie ze sobą współgra. Gatunkowo do czynienia mamy ze stylowy thrillerem ze szkoły Sidneya Lumeta czy Alana J. Pakuly. Fantastycznie budowane napięcie znajdzie ujście w efektownym – może odrobinę efekciarskim, jak na ten film – finale. Poważna atmosfera jest rozładowywana nieprzeciętnym poczuciem humoru – tutaj pracują świetnie Goodman i Arkin oraz Bryan Cranston. Tyło polityczne i społeczne całej fabuły zostało oddane z wielką pieczołowitością. Nie ma uproszczeń, „zły Irańczyk, dobry Amerykanin”. To, w jaki sposób oddano klimat przełomu lat 70. i 80. zasługuje na osobną analizę. Od charakteryzacji, kostiumów, scenografię, po wykorzystanie archiwalnych materiałów filmowych, idealnie wkomponowanych w obraz. I w końcu Ben Affleck, który błyszczy. Nie jako aktor, ale jako reżyser, który złożył tą trudną układankę w inteligentny i emocjonujący film. Reżyserując po raz trzeci udowadnia, że jego poprzednie, świetnie przyjęte produkcje, nie były wypadkami przy pracy.

(Publikacja: Goniec Polski, listopad 2012)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: