Lotna brygada

The Sweeney
The Sweeney

The Sweeney

reż. Nick Love

Wielka Brytania 2012

Na tle niekończących się remaków i sequeli produkowanych przez Amerykanów, kino europejskie prezentuje się świeżo i oryginalnie. Zawsze jednak zdarzają się wyjątki, kogoś kusi, by przypomnieć sprawdzony tytuł albo odświeżyć zapomniany hit. Tak właśnie jest ze „Sweeney”. Ten popularny w połowie lat 70. brytyjski serial telewizyjny na warsztat wziął Nick Love, reżyser znany z „Football Factory” i „Firmy”. Twardzi policjanci, działający na granicy prawa, stosując niekonwencjonalne metody, by dorwać przestępców, to temat na dobre, męskie kino akcji. Potwierdzeniem aspiracji twórców jest obsadzenie w roli głównej aktora znanego z podobnych filmów.

Stary wyga detektyw inspektor Jack Regan (Ray Winsonte) i jego młodszy kolega sierżant George Carter (Ben Drew aka Plan B), to para bezkompromisowych gliniarzy, którzy przy łapaniu kryminalistów zachowują się conajmniej kontrowersyjnie. Poznajemy ich, gdy przechodzą skrupulatne prześwietlenie przez wydział spraw wewnętrznych po tym, jak gonili podejrzanych z kijami bejsbolowymi. Zachowanie Regana to przedłużenie jego motta: by złapać bandziora, działaj tak jak on. Choć jego przełożeni nie są zadowoleni z tego procederu, Jack ma wyniki. W dodatku wpada na trop łączący włamania do sklepów jubilerskich z pozornie niezwiązanym z tym zabójstwem. Jego ekipa rusza do akcji, w której zobaczymy efektowne pościgi samochodowe i strzelaninę na Trafalgar Square.

Film ma jak najbardziej uwspółcześnioną stronę wizualną. Nowoczesne, przeszklone biura i nowiutkie komputery Mac, ale mentalnie zatrzymał się trzy dekady wcześniej. Nie, żeby w przerysowanym podejściu do tematu było coś złego. „Kozackie” działania stróżów prawa całkiem dobrze na ekranie wyglądały w filmach z lat 70. i 80. Dziś na takie oderwane od rzeczywistości nie ma miejsca. Szczególnie, jeżeli nie obuduje się go innym, umownym kontekstem (jak zrobiono to w serialu „Życie na Marsie”). Chcąc być niesamowicie poważnym filmem, „Sweeney” przeradza się tym samym w niezamierzoną parodię. Potwierdzeniem tego są niektóre teksty padające z ust postaci, jednozdaniowe puenty rodem z filmów klasy B.

Bez wątpienia do plusów zaliczyć należy stronę produkcyjną. Klinicznie czyste, panoramiczne ujęcia miasta i kolorystyka kadru przywodzą na myśl „Mrocznego Rycerza” i „Gorączkę”. Ścieżka dźwiękowa w niczym nie ustępuje patetycznym nutom komponowanym przez Hansa Zimmera. Ray Winstone jest tutaj w swoim żywiole, rzucając zmęczone spojrzenie, bijąc bandziorów albo migdaląc się z kilkadziesiąt lat młodszą Hayley Atwell. Ben Drew gra za to bardzo minimalistycznie, będąc udanym kontrapunktem dla swojego partnera.

Mimo dziur w scenariuszu, słabych dialogów i ocieraniem się o parodię, „Sweeney” pozostaje przyzwoitym policyjnym thrillerem.

(Publikacja: Goniec Polski, wrzesień 2012)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: