Tower Heist: Zemsta cieciów

Tower Heist
Tower Heist

Tower Heist

reż. Brett Ratner

USA 2011

Eddie Murphy pozwolił nam zapomnieć, że był kiedyś pierwszoligowym komikiem. Przez ostatnie lata, schowany pod kilogramami makijażu i deformującymi figurę strojami, lub występując w głupiutkich filmach familijnych, rozmienił swój talent na drobne. Gdzie ten zawadiaka, który szarżował w „Gliniarzu z Beverly Hills” albo stanowił genialny duet z Nickiem Nolte w „48 godzin”? Być może potrzebował kopniaka w postaci odpowiedniego projektu. Takim wydaje się być film Ratnera (reżyser „Godzin szczytu”), w którym wreszcie oglądamy Eddiego w formie jak za starych, dobrych czasów. Gdyby nie to, że obraz ma być dostępny także dla nastoletnich widzów, usłyszelibyśmy pewnie kilka bardziej pieprznych kawałków.

Zanim jednak Murphy pojawi się na scenie, przygotowana zostaje cała intryga. Akcja toczy się na Manhattanie, w wieżowcu-rezydencji nieprzyzwoicie bogatego spekulanta giełdowego Arthura Shaw (Alan Alda). Spektakularny dom, z basenem na dachu, z dna którego zerka Benjamin Franklin ze stu dolarowego banknotu, nie będzie zarządzał się sam. Milioner zatrudnia do obsługi budynku grono niezliczonych pracowników, którymi z menadżerską precyzją zawiaduje Josh (Ben Stiller). Z całego korowodu ciekawych postaci poznamy kilka, w tym recepcjonistę Charliego (Casey Affleck) i świeżo zatrudnionego Enrique (Michael Pena). Jest też upadły makler giełdowy, którego właściciel domu próbuje się bezskutecznie pozbyć (Matthew Broderick). Shaw nie tylko zatrudnia mnóstwo osób, ale też zarządza ich pieniędzmi, a dokładnie funduszem emerytalnym. I pewnego dnia cała ta kwota zostaje wymazana z konta. Artur zostaje oskarżony przez FBI o matactwa na giełdzie, a pracownicy bez posad. Po takiej informacji wypadałoby szukać sprawiedliwości w sądzie, ale Josh wpada na inny pomysł. Agentka FBI (Tea Leoni) informuje go, że Shaw ukrył gdzieś 20 milionów dolarów. Czyżby te pieniądze znajdowały się w jego pilnie strzeżonej wieży? Jeżeli tak, Josh będzie potrzebował pomocy w osobie profesjonalisty. Na scenę wkracza Slide (Murphy).

Na brak poprawności politycznej (skoro złodziej, to musi być czarny) można przymknąć oko, bo to właśnie Slide jest motorem napędowym filmu. Od momentu jego pojawienia się szybkość akcji wzrasta dwukrotnie, podobnie podnosi się poziom dowcipów. Szkoda, że Murphy nie ma pomocy ze strony innych aktorów. Stiller gra wyjątkowo ułożonego faceta, Affleck i Pena rozmijają się w rozumienia słowa „komediowy”. Niewykorzystany zdaje się być Broderick. Z przyjemnością za to ogląda się Alana Aldę (serial „M.A.S.H.”), który na przeciwległym biegunie gra cynicznego, ale wesołego staruszka. „Tower Heist” świetnie wpisuje się w konwencję filmów o zuchwałych przekrętach i rabunkach („Oceans Eleven”). To dobre rozrywkowe kino bez większych aspiracji.

(Publikacja: Goniec Polski, listopad 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: