Szpieg

Tinker, Tailor, Soldier, Spy
Tinker, Tailor, Soldier, Spy

Tinker, Tailor, Soldier, Spy

reż. Thomas Alfredson

Wielka Brytania, Francja 2011

George Smiley w niczym nie przypomina archetypowego szpiega na usługach Jej Królewskiej Mości. Nie przemierza świata w towarzystwie pięknych kobiet, wychodząc bez szwanku z szalonych pościgów i strzelanin. Smiley to szary człowiek, typ nudnego księgowego, schowany za niesamowicie grubymi szkłami wielkich okularów. Ale ten zbliżający się do wieku emerytalnego mężczyzna ma jedną, wielką zaletę. Jest piekielnie dobry w tym, co robi. Dlatego to właśnie jemu powierzone zostaje niezwykle ważne zadanie. W szeregach brytyjskiego wywiadu – MI6, potocznie określanego jako Cyrk – jest szpieg. Grono zawęża się do pięciu osób. Gdzieś na wysokim stanowisku, zdrajca wysyła reporty do Związku Radzieckiego (mamy lata 70., zimna wojna ma się jeszcze całkiem dobrze). Zadanie Georga jest proste: zdemaskować kreta.

Porywając się na świetną książkę mistrza politycznych thrillerów Johna le Carré, twórcy nie tylko musieli dorównać powieści, ale także zrealizowanemu w 1979 roku przez BBC serialowi. „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg” to klasyk brytyjskiej telewizji, z niezapomnianą rolą Aleca Guinessa. Kluczem był scenariusz. Intrygę skondensowano do dwóch godzin, pozbywając się niektórych wątków. W efekcie historię można spokojnie śledzić bez znajomości oryginału. Drugi ważny punkt to wybór reżysera. Padło na Szweda Thomasa Alfredsona, który „Let the Right One In” udowodnił, że wie, co to nastrój, jak ważna jest praca kamery oraz dobór ścieżki dźwiękowej. I na końcu obsada. Brytyjczycy rzucili na szalę to, co mają najlepszego. Pojawiają się Colin Firth, John Hurt, Tom Hardy, Mark Strong i cała plejada twarzy znanych z telewizji czy filmów. Ale pierwsze skrzypce gra Gary Oldman. Jego Smiley jest trochę inny niż postać stworzona przez Guinessa. Mówi mało albo prawie wcale. Patrzy, obserwuje, wysnuwa wnioski. Oglądając go widzimy – niczym w kreskówce – jak pracują trybiki w jego głowie. Bohater Oldmana nie strzela, nie biega po dachach. On ślęczy całymi dniami nad aktami, przesłuchuje kolejne taśmy z podsłuchów i na tej podstawie wysnuwa wnioski. I rzadko kiedy się myli.

Tinker, Tailor, Soldier, Spy” ma w sobie coś niesamowitego, co można prawie dotknąć: ma konsystencję starej, celuloidowej taśmy, zapach popielniczki pełnej zgaszonych petów oraz kolor wyblakłej tapety na ścianie. Wszechobecna atmosfera podejrzliwości przypomina bardziej orwellowską wizję świata z „1984” niż kolorowy Londyn sprzed trzydziestu lat. Lodowaty nastrój filmu, fantastyczne kreacje aktorskie i niedosyt, który pozostaje po projekcji czynią tą produkcję jednym z najlepszych tytułów tego roku. A Gary Oldman w końcu otrzymał szansę zagrania pierwszoplanowej roli, która zostanie zapamiętana na bardzo, bardzo długo.

(Publikacja: Goniec Polski, wrzesień 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: