Skóra, w której żyję

The Skin I Live In
The Skin I Live In

The Skin I Live In

reż. Pedro Almodovar

Hiszpania 2011

Uznany i szanowany chirurg plastyczny dr Robert Ledgard (Antonio Banderas) żyje ogarnięty jedną obsesją. Chce wyhodować skórę, która będzie niezwykle trudna do uszkodzenia. Daje porywające wykłady, pisze artykuły, jest adwokatem eksperymentów na zwierzętach. W zaciszu domowym wprowadza teorię w praktykę. Więzi kobietę o imieniu Vera (Elena Anaya), która jest przedmiotem jego praktyk. Jej ciało pokrywa nienaturalnie gładka, nie mająca żadnej skazy skóra. Vera na pierwszy rzut oka wydaje się wniebowzięta służąc jako obiekt badań swojemu panu. Co szybko okazuje się iluzją, a pozorna wierność jest tylko połączenia szaleństwa i ciężkiej ręki właściciela.

Doskonale skomponowany kadr, perfekcyjny wystrój wnętrz, kostiumy i makijaż. Do tego Banderas, z którym reżyser spotyka się na planie pod dwudziestu latach przerwy. Film Almodovara ma bez wątpienia odcisk linii papilarnych mistrza, widoczny w każdym ujęciu. Twórczość jednego z ostatnich przedstawicieli kina autorskiego jest mocno autotematyczna. W tym wypadku twórca nasyca swój świat odniesieniami do klasyki kina. Dramatyczna ścieżka dźwiękowa oraz atmosfera osaczenia to ukłon w stronę Hitchcocka. Zabawy z genami i obsesja ciała kojarzą się z filmami Davida Cronenberga. Mocnym odwołaniem jest nakręcony w latach 60. obraz „Oczy bez twarzy”, w którym chirurg plastyczny, chcąc naprawić oszpeconą twarz swojej córki, morduje kolejne kobiety.

Pedro Almodovar kontynuuje penetrowanie mrocznych i opresyjnych zakamarków ludzkiej duszy, które zapoczątkował w „Przerwanych objęciach”. Jego najnowszy film to ciągle melodramat, ale z mocnymi akcentami horroru. I to bynajmniej nie takiego, w którym zło w formie zombie czy wampirów zagraża bohaterom. Tutaj zło czai się w człowieku, w jego duszy i jest największym zagrożeniem dla reszty świata i niego samego. Reżyser opowiada historię w typowy dla siebie sposób, sięgając po retrospekcje, stopniowo odsłaniając zdarzenia, które czają się za akcjami postaci. Dlaczego Robert więzi Verę? Dlaczego maniakalnie podgląda ją na wielkich ekranach? Czemu jego asystentka Marilia (Marisa Peredes) jest mu tak ślepo oddana? Sekrety, kłamstwa, morderstwa, śmierć – to czai się za każdym z bohaterów, jakoś ich łączy i determinuje ich zachowanie. Im mniej wiemy przed filmem, tym większą przyjemność i zaskoczenie sprawi nam śledzenie fabuły. „Skóra, w której żyję” może wydawać się momentami odrobinę ślamazarna i bezowocna. Ale warto dać się uwieść temu filmowi, który nie przestaje zaskakiwać do samego końca.

(Publikacja: Goniec Polski, wrzesień 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: