Przygody Tintina

The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn
The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn

The Adventures of Tintin: The Secret of the Unicorn

reż. Steven Spielberg

USA 2011

Ostatni film z przygodami Indiany Jonesa pokazał, że profesor zestarzał się już i pora szukać nowego bohatera. Nie tyle młodego, ale może i takiego, któremu siwy włos głowy nie oprószy. Tintin wydawał się naturalnym wyborem. Pierwszy raz pojawił się na kartach komiksu autorstwa Hergé w 1929 roku. Bohater jest młodym dziennikarzem, który podróżuje po świecie w poszukiwaniu przygód. Mimo upływających lat Tintin pozostaje ciągle w tym samym wieku – cóż, taki wspaniały los komiksowych bohaterów. Tutaj na scenę wkracza technologia. Bo aby zrealizować pełnometrażowy film o na podstawie prac Hergé trzeba zdecydować: żywi aktorzy albo animacja. A czemu nie jedno i drugie jednocześnie? Pewnie gdyby nie sukces „Avatara”, nie byłoby „Przygód Tintina” w obecnej formie. Technologia motion capture doprowadzona do perfekcji pozwala na wszystko. Aktorzy ubrani w specjalne stroje, kamera śledząca każdy ruch, rejestrująca gesty oraz drgania mięśni twarzy. Stojąc na tle blue lub green-screenu postacie przenoszą się gdzie tylko dusza zapragnie.

Akcja filmu rozpoczyna się w rodzinnej miejscowości Tintina (Jamie Bell). Gdzieś, kiedyś – choć czasy stylizowane są na Paryż lat 30. XX wieku, musimy pamiętać o tym, że jesteśmy w bezczasie i dokładne umiejscowienie akcji nie ma sensu. Naszemu bohaterowi trafia w oko model statku Jednorożec – szesnastowieczny galeon poszedł na dno razem ze skarbem, który znajdywał się na jego pokładzie. Nigdy go nie odnaleziono. Reporter ma nosa do takich rzeczy, bo w modelu znajdują się wskazówki do zatopionego skarbu. Młodzieniec szybko zyska towarzystwo, które będzie chciało przechwycić jego informacje. Ivanovich Sakharine (Daniel Craig) to typowy czarny charakter, który łatwo nie daje za wygraną. Tintinowi dzielnie pomaga piesek Snowy, nie raz ratując swojego pana z kłopotów. I jest także kapitan Haddock (Andy Serkis), sympatyczny i gamoniowaty pijak. Tą trójkę czeka moc przygód, od lotów samolotem, przez rejs statkiem, łodzią, jazdę jeepem i motocyklem, po karkołomne pościgi w różnych zakątkach świata.

Spielberg nową technologią mógł pobawić się jak dziecko, co widać prawie w każdym ujęciu. Reżyser robi z obrazem, co mu się żywnie podoba. Najlepszym przykładem jest sekwencja, kiedy Haddock opowiada Tintinowi historię Jednorożca – morze zamieniające się w pustynię przejdzie zapewne do kanonu najwspanialszych ujęć. Najważniejsze jednak jest to, że dopracowany do perfekcji obraz – może nawet zbyt doskonały – idzie w parze ze świetną fabułą. Błyskotliwe i zabawne dialogi oraz bez przerwy biegnąca do przodu akcja są zasługą kilku uznanych brytyjskich scenarzystów. Spielberg nie zapomniał, jak się robi porywające kino. „Tintin” bez wątpienia będzie największym przebojem tej jesieni i doskonałym filmem dla całej rodziny.

(Publikacja: Goniec Polski, październik 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: