Lista płatnych zleceń

Kill List
Kill List

Kill List

reż. Ben Weathley

Wielka Brytania 2011

Hasło „łatwy zarobek, dobra kasa” zazwyczaj oznacza kłopoty, niezależnie od tego, czego zadnie będzie dotyczyć. Każdemu doświadczonemu widzowi powinna się zapalić czerwona lampka. Niestety, nie bohaterom filmów. Nawet gdy tą łatwizną ma być pozbycie się trzech osób. Lista jest krótka, zadanie wydaje się być dziecinnie proste. Tym bardziej dla byłego żołnierza, który próbuje odnaleźć się po powrocie z wojny i desperacko potrzebuje pieniędzy. W takich chwilach zapomina się, że diabeł tkwi w szczegółach.

Film rozpoczyna się w konwencji bardzo czarnej komedii. Jay (Neil Maskell) po kilku miesiącach bezrobocia popada w marazm i kłopoty finansowe. Jego żona (MyAnna Buring) ponagla go, by znalazł sobie pracę. W porę zjawia się jego kolego z wojska, Gal (Michael Smiley), który szuka wspólnika. Ma listę z nazwiskami trzech osób do sprzątnięcia. Wystarczy podpisać kontrakt własną krwią z dość podejrzanym typem. Dwóch dość gamoniowatych panów, motywowanych słusznością sprawy („bo to źli ludzie byli”) rusza do pracy i dopiero przy drugiej ofierze zaczynają się zastanawiać. Dlaczego człowiek, który ma zostać zabity, dziękuje z całego serca swoim oprawcom? Kim są osoby z listy? Dlaczego nagle pojawia się kolejne zadanie i co ma ono wspólnego z poprzednimi? W miarę jak pojawia się coraz więcej pytań i wątpliwości, atmosfera zaczyna gęstnieć. Wydarzenia zaczynają nabierać drugiego znaczenia. Bohaterowie wplątali się na własne życzenie w coś, co trudno do końca pojąć racjonalnym myśleniem. Śmiech definitywnie znika widzom z twarzy. Zastępuje go przerażenie i trwoga. Film przeistacza się w trzymający w napięciu horror. Taki będzie finałowy akt, który wyjaśni większość wątpliwości, ale i tak większość szczęk opadnie z wrażenia.

Ben Wealthey świetnie manipuluje nastrojem, łącząc różne gatunkowe klisze w jedną całość. Serwując publiczności kolejne zwroty akcji w najmniej spodziewanych momentach dba o to, że akcję śledzimy z coraz większym zainteresowaniem. Twórca nie boi się zbaczać na metafizyczne tereny bliskie Davidowi Lynchowi, bo mocno przy ziemi całość trzymają postaci. Ich charaktery, język, dialogi, są bardzo naturalne. „Kill List” to bardzo brytyjski film, który nie jest ani pastiszem spod ręki Pegg/Frost, ani gangsterskim freskiem w stylu Guy’a Richie. To mocno osadzone w kinie gatunków dzieło, sięgające do lat 70., złotego kresu brytyjskich horrorów. Duża niespodzianka i kolejne nazwisko w grupie obiecujących, młodych reżyserów z Wielkiej Brytanii.

(Publikacja: Goniec Polski, wrzesień 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: