Kowboje i obcy

Cowboys & Aliens
Cowboys & Aliens

Cowboys & Aliens

reż. Jon Favreau

USA 2011

Ikoniczne, zakurzone miasteczko na Dzikim Zachodzie gdzieś pod koniec XIX wieku. Z saloonem, wokół którego skupia się życie towarzyskie, siejącym postrach lokalnym krezusem, piękną kobietą ratującą nieznajomych z opresji. Główny bohater to człowiek znikąd i bez pamięci, szukający odpowiedzi na pytanie „kim jestem i co ja tu robię?”. I w końcu element zagrożenia, obcy atakujący społeczność z zewnątrz. Wszystko brzmi bardzo znajomo. Oprócz faktu, że obcy to faktycznie Obcy – demony o nieznanym pochodzeniu dla ówczesnych ludzi, ale dla widzów jest jasne, że mamy do czynienia z inwazją kosmitów.

Jon Favreau, reżyser mający w dorobku oba filmy z przygodami Iron-Mana, bawi się w swoisty gatunkowy misz-masz. Bohaterom wyjętym żywcem z „Za garść dolarów” serwuje atrakcje godne „Battle: LA” i „Bliskich spotkań trzeciego stopnia”. Daniel Craig wciela się w głównego bohatera, Jake’a, który bez pamięci i z tajemniczą bransoletą przytwierdzoną do ręki budzi się na środku pustyni. Wędrując trafia do mieściny w której rządzi strach. Za dnia jest to pułkownik Dolarhyde (Harrison Ford), w nocy – tajemnicze demony porywające ludzi. Jake podczas ataku obcych odkrywa, że jego bransoleta nie jest tylko bolesną ozdobą, ale jedyną skuteczną bronią do walki z najeźdźcami. Nasz bohater stopniowo odzyskuje pamięć, a miejscowi organizują wspólny front w obronie przed najeźdźcami.

W założeniu film obiecuje dość sporo i budzi apetyt na ciekawe kino, jednak finalny produkt nie do końca jest tym, czego oczekiwał widz. Największym problemem jest niezwykle poważny ton całości. Twórcy wydają się zapominać, że dość swobodne traktowanie gatunkowych konwencji wymaga odrobiny luzu. Nic z tego. Postacie wypowiadają swe kwestie tak serio, że stają się własnymi karykaturami (w czym bryluje Harrison Ford). Walka z kosmitami jest niemal tak samo zatrważająca, jak ZOMO pałujące bogu ducha winnych studentów. Determinacja, pot, krew i łzy, poświęcenie i heroizm. Dobrze, ale czy to jest film o obronie ideałów sierpnia?

Druga zasadnicza wada całej produkcji to brak oryginalności i nadmierne używanie wyświechtanych klisz gatunkowych. Trzy odrębne konwencje: western, sci-fi i horror połączono bez wyczucia, ładu i składu. Tak, jakby każdą z nich rozłożono na czynniki pierwsze i pomieszano jak się dało, w różnych wariacjach. Czy takie puzzle mogą być interesujące? Elementy niby do siebie pasują, ale wyłaniający się z nich obraz przypomina jakąś poczwarę.

Całość ratują pierwszorzędne walory produkcyjne i magnetyzująca siła Daniela Craiga. Aktor dowiódł już, że świetnie prezentuje się w smokingu i w towarzystwie pięknych pań jako 007. Równie dobrze wydaje się czuć jako ostoja sprawiedliwości na Dzikim Zachodzie, wypełniając lukę zwolnioną lata temu przez Clinta Eastwooda.

(Publikacja: Goniec Polski, sierpień 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: