The Conspirator. Spisek

The Conspirator
The Conspirator

The Conspirator

reż. Robert Redford

USA 2011

Założeniem powołanej trzy lata temu firmy producenckiej American Film Company jest pokazywanie w filmach wydarzeń z historii Ameryki. Tych znanych, ale odtworzonych z detaliczną dokładnością, rzucając na fakty nowe światło. Na pierwszy ogień wybrano zamach na prezydenta Abrahama Lincolna. Scenariusz powstawał przez kilkanaście lat, gdyż starano dotrzeć się do największej ilości dokumentów opisujących to, co stało się po śmierci głowy narodu. Zabójca zginął kilka dni po zamachu, a przed sądem postawiono osiem osób, które były z nim powiązane. W tym jedną kobietę – Marry Surratt (Robin Wright), która zawiniła tym, że jej syn był jedynym spiskowcem, którego nie ujęto, oraz że w prowadzonym przez nią domu odbywały się tajne spotkania grupy. Na jej osobie skupia się wyreżyserowany przez Redforda dramat.

Surratt staje się kozłem ofiarnym całej sytuacji i nie ma przeciw niej bezpośrednich dowodów. „Jestem oddaną matką, katoliczką, pochodzę z Południa, ale żaden ze mnie zamachowiec” – mówi dumnie w sądzie. Ale cóż to za sąd? Marry zostaje postawiona przed trybunałem dla wojskowych, złożonym z oficerów armii Północy. Sekretarz wojny Edwin Stanton (Kevin Kline), jeden z najbliższych współpracowników Lincolna, chce w ten sposób zakończyć proces jak najszybciej, więc wyrok może być tylko jeden. Winna. Obrońcą kobiety zostaje młody prawnik Frederick Aiken (James McAvoy), weteran niedawno zakończonej wojny domowej. Przemianę jego podejścia do procesu obserwujemy z wielką ciekawością. Początkowo bardzo niechętny i opryskliwie zwracający się do swojej klientki, z czasem coraz bardziej dociera do niego sytuacja, w której oboje się znaleźli, przez co zbliża się emocjonalnie do kobiety. On nie ma możliwości przeprowadzenia rzetelnej obrony, skoro wyrok zapadł jeszcze, zanim zaczęto przesłuchiwać świadków. Ona została pozbawiona swoich podstawowych praw, gwarantowanych przez Konstytucję. Prawdziwa gra toczy się nie tyle o przyszłość jednej kobiety, ale o łamanie praw człowieka przez demokratyczne państwo.

Dopracowana warstwa wizualna filmu idzie w parze ze świetnym aktorstwem. Ani przez chwilę nie mamy wrażenia, że ktoś odstaje od reszty lub niepotrzebnie szarżuje. Stonowany też obraz, zdjęcia mają w sobie ciepłą ulotność starej fotografii. Film pozbawiony jest fajerwerków i wartkiej akcji, a fabuła toczy się bardzo często w sali rozpraw. Dramaty sądowe Amerykanie mają we krwi, ale w tym wypadku ogólne wrażenie „telewizyjności”, patos i ślamazarność sprawiają, że tytuł pozostawia wiele do życzenia.

(Publikacja: Goniec Polski, lipiec 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: