Hobo with a Shotgun. Włóczęga ze strzelbą

Hobo with a Shotgun
Hobo with a Shotgun

Hobo with a Shotgun

reż. Jason Eisener

Kanada, USA 2011

Rutger Hauer szalejący po mieście bezprawia ze strzelbą. Krew lejąca się strumieniami, części ciała odrywane, obcinane, odstrzeliwane. Obrzydliwości i poczucie świetnej zabawy. To najnowszy film klasy „C”, który powinien trafić w gusta fanów kina gore, czyli brutalnych i krwawych horrorów. Jak na produkcję kosztującą zaledwie 3 miliony dolarów, jest to dzieło całkiem udane. I powinno zadowolić tych, którzy poczuli się rozczarowani zbyt ugrzecznionym, nie trzymającym poziomu „Machete”.

Cztery lata temu duet Tarantiono/Rodriguez nakręcił dylogię „Grindhouse”. Pomiędzy pierwszym i drugim filmem wyświetlano trailery do nieistniejących filmów. Filmiki obrosły małą legendą i fani chcieli zobaczyć więcej. Worek z gadżetami otworzył Rodriguez z rzeczonym Maczetą. Jason Eisener, znany w środowisku kina niezależnego twórca, również postanowił zmierzyć się ze swoim pomysłem w pełnometrażowym filmie. Fabuła jest równie prosta, co tytuł. Bezdomny (Hauer) pragnie zebrać pieniądze na kosiarkę do trawy i zacząć uczciwie żyć. Niestety, na realizacje marzenia wybrał sobie najmniej odpowiednie miejsce. Pełna świrów, sadystów, pedofilów, alfonsów i dilerów narkotyków mieścina jest siedliskiem zła i zepsucia. Bezdomnemu udaje się przyrobić parę dolców występując w sadystycznym filmie u skrzywionego psychicznie nastolatka. Kiedy już miał odmienić swój los i ze świeżo zakupioną kosiarką zacząć zarabiać na życie, coś w nim pęka. Jako typowa figura ostatniego sprawiedliwego, który pojawił się znikąd i nikt go nie zna, mężczyzna czuje, że musi wziąć sprawy w swoje ręce. Zamiast narzędzia do pielęgnacji trawników kupuje strzelbę (najprawdopodobniej z nieograniczoną liczbą nabojów) i rozpoczyna żniwo. Będzie ono krwawe i nie uniknie go żaden złoczyńca.

W filmie trup ściele się gęsto, a ilość przelanej – sztucznej – krwi idzie w hektolitry. To kino skierowane do specyficznej widowni i w przypadku niedoświadczonych widzów należy się dobrze zastanowić, czy to dobry tytuł np. na pierwszą randkę. Z drugiej strony to, czym „Hobo” odróżnia się od całego szeregu podobnych produkcji, jest główna rola Rutgera Hauera. Aktor, na którym do końca życia będzie ciążyło piętno wybitnej roli w „Łowcy Androidów”, tutaj spisuje się wyjątkowo dobrze. Zmęczony życiem, zgorzkniały, trzymający się na uboczu człowiek, postanawia zareagować na otaczające go zło zgodnie z własnym sumieniem. Jego postać jest równie symboliczna jak Człowiek Bez Imienia w westernach Sergio Leone. Wiarygodnym, subtelnym aktorstwem, czyni Hauer ten film oglądalny. Jest ostoją normalności w tym szalonym, pokręconym świecie. Niesiona przez niego sprawiedliwość godna starotestamentowego Boga, przynosi satysfakcję i ukojenie.

(Publikacja: Goniec Polski, lipiec 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: