Submarine. Moja łódź podwodna

Submarine
Submarine

Submarine

reż. Richard Ayoade

Wielka Brytania 2010

Pojawił się niespodziewanie, niczym królik wyskakujący z kapelusza. Ze świata seriali telewizyjnych prosto na duży ekran. Bez półśrodków, od razu w samo sedno. Richard Ayoade, gamoniowaty Moss z sitcomu „IT Crowd”, tchnął świeże powietrze w świat kina. Brytyjczycy są dumni, chwalą go na potęgę. Jest za co, bo takie debiuty zdarzają się niesłychanie rzadko. Zabawne, bezpretensjonalne, pełne chwytliwych tekstów, na swój sposób czarujące. Reżyser książkowy pierwowzór ubrał w dopracowaną wizualnie formę. Ayoade to filmowy erudyta, swobodnie sięgający do dorobku kina, ale robi to z takim taktem, że nie można oskarżyć go ani o plagiat, ani o brak własnego stylu.

„Submarine” to film o dojrzewaniu. Główny bohater, piętnastoletni Oliver Tate (rewelacyjny Craig Roberts), założył sobie dwa cele na szesnaste urodziny. Po pierwsze – pragnie uratować małżeństwo swoich rodziców. Po drugie – chce stać się mężczyzną. W realizacji tego drugiego punktu ma mu pomóc Jordana (Yasmin Paige), tajemnicza piromanka o mało romantycznym usposobieniu, która zawładnęła jego sercem. Pierwszy cel wydaje się bardziej skomplikowany. Matka (Sally Hawkins) i ojciec (Noah Taylor) oddalili się od siebie ostatnimi czasy. Oliver, prowadzący skrupulatne obserwacje otaczającego świata, zanotował brak pożycia między nimi od siedmiu miesięcy. Czy Jill znudziła się już dość przeciętnym mężem, biologiem z zawodu, który w dodatku stracił swoją posadę i popadł w depresję? A może winien temu jest Graham (Paddy Considine), były facet jego mamy, obecnie lokalny guru, prawiący dyrdymały o harmonii życia?

Mieszkający w walijskim Swansea nastolatek jest narratorem historii. Jest tyleż zabawny, co mało wiarygodny. Kilkakrotnie opisuje swoją śmierć, a my widzimy gromadę kolegów ze szkoły chlipiących nad jego grobem. Albo snuje fantazje dotyczące tego, jak wyglądałby film nakręcony na podstawie jego życia. Dlatego rysunek postaci pojawiających się w „Submarine” jest mocno subiektywny. Jak zresztą cała historia. Misternie skonstruowana, płynnie zmierza w kierunku niewymuszonego finału.

Miłośnicy kina z łatwością doszukają się inspiracji i cytatów z innych filmów. Czerwona peleryna Jordany kojarzy się z kultowym horrorem „Nie oglądaj się teraz”. Francuska Nowa Fala, filmy Godarda, scena na plaży z „400 batów” Truffaut to źródło wizualnych inspiracji. A reżyser Wes Anderson, znany z upodobania do produkcji o trudnym i dziwnym dzieciństwie, patronuje warstwie narracyjnej. Ale nie trzeba być erudytą, by docenić piękno i unikalność tego filmu. Poprzez niezwykłe poczucie humoru, zawieszoną w czasie, uniwersalną opowieść, dotykającą jakże oczywistych pragnień i uczuć. Twórcom udała się rzadka sztuka nadania naszej codziennej rzeczywistości lekkości ulotnych marzeń.

(Publikacja: Goniec Polski, marzec 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: