Wall Street: Money Never Sleeps. Pieniądz nie śpi

Wall Street: Money Never Sleeps
Wall Street: Money Never Sleeps

Wall Street: Money Never Sleeps

reż. Oliver Stone

USA 2010

Gordon Gekko stało się pod koniec lat osiemdziesiątym symbolem zepsutej polityki finansowej Wall Street. Uosabiał wszystko, co w tym systemie karygodne. Pazerność, bezduszność, oszustwo. Co najciekawsze, Gekko stał się też wzorem dla wielu maklerów nowojorskiej giełdy. Idolem, na którym wzorowały się pokolenia. Od kopiowania jego stylu ubierania się po naczelną zasadę: „Chciwość jest dobra”. Zasadę, która dwa lata temu zepchnęła cały system finansowy na skraj upadku, zmuszając rządy do ratunku prywatnych firm, nieradzących sobie z toksycznymi aktywami. Film Olivera Stone’a jest bezpośrednim komentarzem do tego, co wydarzyło się dwa lata temu. A sam reżyser, znany z mocno lewicowych poglądów, zapowiadał rozliczenie się z winowajcami całego zamieszania.

Na początku 2001 roku Gekko (Michael Douglas) wychodzi z więzienia. Przypomnijmy – trafił tam za przestępstwa finansowe, których dopuścił się w pierwszym filmie. Nie zostało mu nic. Chyba, że liczyć telefon wielkości cegłówki i złoty zegarek. Czy Gordon zmienił się przez te lata spędzone za kratami? Pisze książkę „Czy chciwość jest dobra?”, która okazuje się bestsellerem, po czym zapraszany jest na wykłady, na których dzieli się swoimi doświadczeniami. Jake Moore (Shia LeBouf), młody makler nie tylko jest zafascynowany Gekko jako finansowym guru. Jest on też narzeczonym jego córki Winnie (Carey Mulligan), która z ojcem nie utrzymuje kontaktów i wini go za śmierć brata. Jake postanawia wykorzystać ten związek, aby Gordon pomógł mu w pewnej prywatnej zemście. Wiadomo jednak, że taka przysługa musi być odwzajemniona.

LeBouf gra tu podobną rolę, co Charlie Sheen w pierwowzorze. Jest uczniem mistrza, chłonącym jego każde słowo. Tutaj jego postać jest dodatkowo „rozdzierana” przez różne strony. Jest stary wyga, który nauczył go wszystkiego – ten popełnia samobójstwo po bankructwie swojej filmy. Winny temu był spekulant Bretton James (Josh Brolin), megaloman i bezlitosny biznesmen – on daje Jake’owi pracę, nie podejrzewając go o ukryte zamiary. Jakby było tego mało, Gekko do końca nie jest postacią jednoznaczną. Czy pod maską owcy nie czyha czasem wilk z ostrymi kłami?

Stone znów udowodnił, że potrafi robić błyskotliwe, choć tylko powierzchownie, kino. Perfekcyjnie zrealizowane, pełne chwytliwych dialogów i celnych ripost. Najciekawsze postacie to te amoralne, zepsute, w najlepszym wypadku niejednoznaczne. Dobrzy bohaterowie wyszli mu dość przeciętnie. Wystarczy powiedzieć, że Brolin kradnie naszą uwagę za każdym razem, gdy się pojawia na ekranie. Nie wyszło reżyserowi też zakończenie, które przy dynamicznym początku i pasjonującym rozwinięciu wypada blado. Tym samym na wymowie traci przesłanie filmu. Co miało być brutalnym policzkiem dla finansistów, okazało się pobłażliwym pokiwaniem palcem.

(Publikacja: Goniec Polski, paźdźiernik 2010)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: