True Grit. Prawdziwe męstwo

True Grit
True Grit

True Grit

reż. Joel i Ethan Coen

USA 2010

Trzy lata temu „To nie jest kraj dla starych ludzi” obwołano współczesnym westernem. Teraz bracia Coen jakby na przekór postanowili pokazać, że potrafią nakręcić film czysty gatunkowo. To w ich dorobku prawdziwa perełka, bo do tej pory nie porywali się na takie przedsięwzięcie. Zazwyczaj mieszają konwencje, zwodzą widza, zaskakują. W „Prawdziwym męstwie” nie ma o tym mowy, a mimo to doskonale wiemy, że to świat wykreowany przez twórców „Fargo”. To znów Ameryka, jej prowincjonalne oblicze, tyle że z końca XIX wieku. Dziki Zachód, jaki pamiętamy z klasycznych westernów. Kowboje dobrzy i źli, koniokrady, buty z dzwoniącymi ostrogami, saloony, bezkresne prerie. I znak firmowy Coenów. Soczyste, nasiąknięte lokalnym kolorytem dialogi, wypowiadane przez pełnokrwiste postacie. Western to nie tylko koń, kapelusz i spluwa. Gatunek tworzą archetypy, bohaterowie więksi niż życie, ociosani przez świat, w którym przyszło im żyć.

Niewinna dziewczynka pałająca zemstą, szeryf – pijak, stróż prawa – młokos i bandzior, najgorszy z najgorszych. Tak w uproszczeniu można przedstawić cztery główne postacie dramatu. Czternastoletnia Mattie Ross (Heilee Steinfeld) zatrudnia najgroźniejszego z szeryfów do pojmania zabójcy ojca. Jednooki Reuber „Rooster” Cogburn (Jeff Bridges) ma opinię tyleż skutecznego w swojej pracy, co niesfornego, nie stroniącego od alkoholu i kłopotów człowieka. Przyjmując zlecenie od dziewczyny, razem z innym rangerem, LeBoeuf (Matt Damon), ma zamiar podzielić nagrodę między ich dwóch. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak uparta jest Mattie. Zawzięcie podążając za kowbojami udowadnia ona, że schwytanie Toma Chaney (Josh Brolin) to dla niej sprawa honorowa, a zarazem osobista zemsta. Ten zaś ukrył się w indiańskim rezerwacie i zawarł sztamę z lokalnymi bandytami. Zanim dojdzie do finałowego pojedynku, najemnicy Mattie spotkają się z dość osobliwymi postaciami.

Filmowi niezwykle blisko pierwowzorowi, czyli powieści Charlesa Portisa. Nie jest to bynajmniej sequel ekranizacji z 1969 roku, która przyniosła Oscara odtwórcy głównej roli. John Wayne pokazał Cogburna jako postać monumentalną, wystawiając samemu sobie pomnik. Bridges idzie zupełnie inną drogą, przestawiając szeryfa takim, jaki mógłby być. Brudny, niechlujnie ubrany, popijający whiskey. Gdyby obraz wydzielał zapach, nie byłby to aromat fiołków. Tak też, wydaje się bardziej wiarygodnie, bracia Coen pokazują świat Dzikiego Zachodu. Surowy, twardy, brudny, ale nieogołocony z charakterów, emocji i przede wszystkim idei. W centrum historii znajduje się Matti, to jej odyseja, jej podróż w dorosłość w tym brutalnym świecie. Nikt tak przejmująco nie potrafi oddać tego typu narracji niż twórcy „Tajne przez poufne”. Z sercem i świeżością, jakby western był u szczytu swej popularności.

(Publikacja: Goniec Polski, luty 2011)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: