The Secret In Their Eyes. Sekret jej oczu

The Secret In Their Eyes
The Secret In Their Eyes

The Secret In Their Eyes

reż. Juan Jose Campanella

Argentyna, Hiszpania 2009

Zdobywca tegorocznego Oscara w kategorii film obcojęzyczny to produkcja pochodząca z Ameryki Południowej. Zwycięzca był to dość niespodziewany, bo konkurował z dwoma wybitnymi dziełami: „Białą wstążką” Hanekego i francuskim „Prorokiem”. A jednak nie jest to film wcale gorszy od tych dwóch. Spodobał się członkom Akademii prawdopodobnie dlatego, że sami chcieliby takie tytuły w swoim dorobku mieć. Hollywood produkuje podobne historie kilka razy w roku. Tylko nie daje im tyle serca, a arcydzieło bez tego się obejść nie może.

Akcja rozpoczyna się w roku 2000 w Buenos Aries. Będący u końca swej kariery zawodowej były agent federalny Benjamin Esposito (Ricardo Darin) nosi się z napisaniem książki. Jej tematem ma być brutalna zbrodnia sprzed dwudziestu sześciu lat. Choć sprawcy zostali skazani, Benjamin uważa, że niesłusznie, a morderca jest ciągle na wolności. Sprawa stała się jego obsesją, której poświęca swój wolny czas. Wątpliwościami dzieli się z Irene (Soledad Villamil) – obecnie sędziną, a asystentką głównego sędziego przy owej sprawie. Ich spotkanie jest początkiem retrospekcji. Cofamy się do tamtego zdarzenia, dla którego tłem jest – nie bez znaczenia – Argentyna targana kolejnymi burzami politycznymi. Podróżując pomiędzy przeszłością i teraźniejszością dowiadujemy się, jak wielu nowych śladów doszukał się Benjamin przez lata. Widzimy też, że tych dwoje, których dzieliła kiedyś pozycja społeczna i brak doświadczenia, wyraźnie ma się ku sobie.

„Secret…” jest perfekcyjnie skrojonym filmem, który broni się przed jednoznaczną kategoryzacją. Najłatwiej mówić tu o kryminale. Ale ważny wątek to uczucie łączące parę głównych bohaterów. Nie ma jednak melodramatycznego zadęcia. Humorystyczny rysunek postaci (partner Benjamina, alkoholik Sandoval grany przez komika Guillermo Francella) daje filmowi niezbędny oddech. Trudno też nie odnieść wrażenia, że obraz ma swój autorski, artystyczny rys. Tak ważnego kadrowania twarzy i pięknie ukazanych oczu ze świecą szukać w typowych, taśmowych produkcjach kina gatunku. I jest jeszcze zupełnie niemożliwa wydawałoby się scena na stadionie piłkarskim, nakręcona w jednym ujęciu. Zapiera dech w piersiach.

Campanella okazał się w swoim najlepszym dziele prawdziwym magiem. Udanie połączył wiele różnych elementów w jedną całość. Opowiedział przejmującą historię. Swoich bohaterów nie tylko umiejętnie – rękami charakteryzatorów – postarzał i odmłodził, ale jeszcze pozwolił w nich uwierzyć. W ich obsesje, niespełnione pragnienia, szarpiące nimi uczucia. Sprawił, że czujemy się jak dzieci, którym ktoś opowiada ulubioną historię. Podczas której nic innego nie ma znaczenia. I dwie godziny w kinie mijają niezauważalnie. A bohaterowie zostają z nami na długo po projekcji.

(Publikacja: Goniec Polski, sierpień 2010)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: